07.08.2018

Uchwycić lato - czyli moje ulubione wakacyjne filmy

To się za chwilę zacznie. Żal za uciekającym latem. Nie wiem jak Wy, ale wolę udawać, że to lato nigdy się nie skończy. A jeśli jednak przyjdzie jesień, zawsze są filmy o wakacjach. Tych wyjątkowych i tych z pozoru zwykłych. Tych, które zmieniają tory życia. 


"Do widzenia, do jutra" reż. Janusz Morgenstern, Polska 1960 

Nasz polski klasyk, którego akcja dzieje się latem w Gdańsku. 

Jacek (Zbyszek Cybulski) spotyka Margueritte (Teresa Tuszyńska). On jest studentem artystą, ona córką francuskiego dyplomaty. Poznają się zupełnie przypadkowo, w Gdańsku, ona pyta go o drogę. Jest tu tylko na chwilę, na lato. Jacek to romantyk, chciałby by została na jego planecie. Margueritte, choć młodsza, twardo stąpa po ziemi i moment zapomnienia nie jest dla niej wystarczającym powodem by wyjść ze swojego zamku. Połączyli się na chwilę, zbyt krótką aby zrozumieć jej wartość, by za chwilę się rozstać. Pewnie już na zawsze.

Debiut Janusza Morgensterna z 1960 roku, który ja absolutnie uwielbiam. Za dialogi. Za klimat. Za uchwycenie młodości. 





„Najgorsze najlepsze wakacje” / "The way way back" reż. Nat Faxon i Jim Rash, USA 2013

Duncan wraz z mamą, jej partnerem i jego córką jedzie spędzić wakacje w domku nad oceanem. Już podczas podróży Trent (przyszły ojczym) określa go na „trójkę” w skali od 1 do 10. I wcale nie mówi tego w żartach. Potem jest już tylko gorzej. Ciągłym dowcipom i niewybrednym docinkom nie ma końca. Właściwie to obecność Duncana jest wszystkim na miejscu zbędna, chcą się przede wszystkim dobrze bawić więc przestają go w ogóle zauważać. Chłopak zaczyna schodzić dorosłym z drogi, wsiada na rower i jeździ do odkrytego przypadkiem wodnego parku, który staje się jego drugim wakacyjnym domem. Dostaje w nim poważną pracę – zostaje odpowiedzialny za sprawy porządkowe. Szalony park wodnej rozrywki pomoże mu nie tylko przetrwać koszmarnie zapowiadające się lato, ale i za sprawą poznanego tam Owena zmienić również podejście do życia.

Powiecie, że to kolejny film o wakacjach zmieniających życie, o lecie, w którym bohater z dzieciaka zmienia się w młodego mężczyznę. Zgadza się, ten film jest dokładnie o tym. Ale nie tylko. Mamy tu komedię, romans, rodzinny dramat i film dla młodzieży. Zdawać by się mogło, że ten gatunkowy mix nie może się udać, a jednak dzięki temu powstał film nad wyraz dojrzały. 

W „Wakacjach” jest też jeden z najlepszych planów zdjęciowych bo czy można sobie wyobrazić lepsze miejsce na kręcenie filmu niż park wodny? Ten wodny raj, będący inną planetą, położony nie wiadomo gdzie i jakby zaklęty w latach 80, stanowi opozycję do zepsutego świata dorosłych.





“Królowie lata” / "Kings of summer" reż. Jordan Vogt-Robert, USA 2013

Amerykańskie kino niezależne spod znaku Sundance uwielbia obrazować nastolatków w tym wyjątkowym momencie kiedy nie są już dziećmi, ale jeszcze brakuje im lat i doświadczenia by być dorosłymi. Czas kiedy buzują hormony, zmieniająca się cielesność płata figle, a rodzice irytują jak nigdy. Z reguły omijam takie filmy bo nie czuję żadnej więzi z dzisiejszymi nastolatkami. Tutaj jednak bawiłam się świetnie, w końcu sercem bardzo często bywam dzieckiem, zwłaszcza latem :) To film dla tych, którym wciąż sprawia radość szalony skok do wody, camping w lesie, zapomnienie o świecie. Dla tych co w wakacje żyją chwilą i których wtedy obchodzi wyłącznie dobra zabawa, bez względu na to co będzie jutro. Mężczyźni nie golą bród, dziewczyny noszą krótsze sukienki, wszyscy głośno słuchają muzyki i gadają całą noc przy ognisku. Czujecie to? To jest lato, to są wakacje. Nieważne ile macie teraz lat.

Trójka młodocianych rebeliantów porzuca ciepłe rodzinne domy i zamieszkuje w lesie. Na znak swej niezależności, by dopiec wyjątkowo czepialskim rodzicom, by żyć tylko według własnych reguł. Joe i Patrick są od lat najlepszymi przyjaciółmi, trzeci muszkieter – Baggio – dołącza do nich przypadkowo i jest zdecydowanie najoryginalniejszym członkiem paczki. Wbrew moim obawom zdani tylko na siebie radzą sobie całkiem nieźle. Budują naprawdę fajny domek, dzielą się obowiązkami i przede wszystkim robią tylko co chcą. W pewnym momencie stwierdzają, że jednak czegoś im brakuje – kobiecego towarzystwa. Złotowłosa piękność wniesie w ich małą społeczność ożywienie, ale i konflikt.





„Rzymskie wakacje” reż. William Wyler, USA 1953

Nie ma lepszego miejsa na wakacyjną ucieczkę niż Rzym. Przekonuje się o tym Księżniczka Anna, która spędza incognito dzień w Wiecznym mieście. Towarzyszy jej dziennikarz, który zna jej prawdziwe nazwisko. To przykład lekkiego film, który okazał się arcydziełem i milowym krokiem dla kinematografii. 

Wiele scen z "Rzymskich wakacji" przeszło do historii kina. Chociażby ta, w której księżniczka i Joe wkładają ręce do Ust Prawdy. Legenda głosi, że każdy, kto wsunie tam swoją dłoń i skłamie, nie będzie mógł jej nigdy wyjąć. A przecież zarówno Anna, jak i Joe nie powiedzieli sobie prawdy, kim naprawdę są.  

Znakomity scenariusz, który potrafi zarówno rozśmieszyć, jak i wzruszyć, perfekcyjna reżyseria, piękne widoki (sfilmowane w czarno-białej kolorystyce, co dodaje im uroku), oryginalne zakończenie wymykające się schematom narzuconym gatunkowi, a przede wszystkim genialne aktorstwo - to wszystko sprawia, że "Rzymskie wakacje" to dziś najlepsza komedia romantyczna. Film przyniósł Audrey Hupbern Oscara.




„Okno na podwórze” reż. Alfred Hitchcock, USA 1954 

Film dla uziemionych w domu. 

Kiedy fotograf L.B. 'Jeff' Jeffries (James Stewart) łamie nogę i zostaje przykuty do wózka inwalidzkiego, jego obsesją staje się obserwowanie życia prywatnego sąsiadów. Podejrzewając pewnego sprzedawcę o zamordowanie żony, Jeffries prosi swoją przyjaciółkę - bywającą w towarzystwie, elegancką kobietę (Grace Kelly) - aby pomogła mu ustalić rzeczywisty bieg wydarzeń. 

Mój ulubiony film Hitchcocka. Mistrzowski thriller, w którym główny bohater cały czas siedzi! Żar lejący się z nieba, piękna Grace Kelly i jedno z najbardziej emocjonujących zakończeń w historii filmu.




„Oslo, 31 sierpnia” reż. Joahim Trier, Norwegia 2011

Tak, to jest przejmujący film o depresji. Ale też nie bez powodu dzieje się właśnie pod koniec sierpnia. Nie ma smutniejszego i bardziej melancholijnego czasu. Lato się kończy. Słońce zachodzi. Szybko robi się zimno. Koniec beztroski.

Anders lada dzień ma opuścić ośrodek odwykowy. Od 10 miesięcy nie bierze narkotyków, nie pije nawet piwa. Jedzie na przepustkę by przygotować się do powrotu do rzeczywistości. Ma w planach spotkanie z siostrą, przyjaciółmi oraz rozmowę o pracę. Każde z tych spotkań przynosi rozczarowanie. Siostra w ogóle nie przychodzi tylko wysyła swoją dziewczynę, rozmowę z redaktorem psuje sam Anders, przyjaciel ma swoje życie i swoje problemy.

Chłopak cały dzień snuje się po Oslo, swoim mieście rodzinnym. Wspomina przeszłość, rodziców, ich słowa. Oslo (dyskretny bohater tego filmu) jawi się jako piękne, ale bezlitosne dla niego miasto, Anders co raz bardziej odczuwa, że nie ma do czego wracać, nie ma już swojego życia.  

Reżyser celowo wybrał ostatnie dni sierpnia na okres kręcenia zdjęć. Koniec lata to jednocześnie wstęp do jesieni. Ciepłe niskie światło świetnie oddało melancholię i smutek całej historii.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...