19.02.2018

skrawkowe naj 2017


Co było najlepsze w kinie w 2017 roku. Co udało mi się złapać w kinie, na festwalach, przeglądach i na Netflixie. Co zapmiętam na długo, które filmy będą do mnie wielokrotnie wracać i które będę jeszcze nie raz polecać. Oto moje skrawkowe podsumowanie!

Najlepszy film: "Manchester by the Sea" reż. Kenneth Lonergan

To jest strasznie bolesny film, ale prawdziwy. Jakkolwiek by nie bolało, daje też pocieszenie: Nie jesteś sam w swoim bólu. Nie byłaby to pełna historia gdyby nie byłoby w tym wszystkim także humoru. I on tam jest. Czarny, przez łzy, czasem absurdalny. Sprawia, że wierzymy w tę historię jeszcze bardziej. Moja cała recenzja TU. 




Najlepszy polski film to jednoczesnie najlepszy krótki film jaki widziałam, a są to "Najpiękniejsze fajerwerki ever" Aleksandry Terpińskiej. 

Ten niespełna pół godzinny film opowiada o tym o czym nie udało się opowiedzieć żadnej pełnej produkcji: emocjach, napięciu, konflikcie w naszym społeczeństwie. I nie robi tego wprost, ale unikając politykowania i umiejscawiając akcję w nieokreślonej przyszłości, pozwala na szerokość interpretacji. Doskonała realizacja i prowadzenie aktorów budzą ogromne nadzieje na dalsze poczynania tej reżyserki.  




Najlepszy film europejski: "Sieranevada" reż. Cristi Puiu

Chyba już przyzwyczailiśmy się do faktu, że aby zobaczyć film o sobie udajemy się do kina na rumuńską produkcję ;) Rodzina, z jej dramatami, tajemnicami, skrywanymi urazami, to zawsze wdzięczny temat dla filmowców. W tej mikroskopijnej komórce społecznej odbija się przecież całe społeczeństwo. Ale trzeba też umieć to robić, umieć odgrywać znane już akordy by pobudzały do myślenia. To jak Puiu wodzi nas przez trzy godziny przez meadry wielopokojowego mieszkania wielopokoleniowej rodziny to wyżyny reżyserii: z prozaicznych scen rodzi się wielkie kino.




Najlepszy dokument: "Zapiski o ślepocie/Notes on blindness" reż. Pete Middleton, James Spinney

Są takie dokumenty, które przełamują schematy gatunku - to właśnie jeden z nich. W "Notatkach o ciemności" fabularyzowane scenki odgrywają aktorzy, którym podłożono głosy z taśm, nagranych przez głównego bohatera. Powstał z tego fabularny dokument, jakiego jeszcze nie widziałam. Przepiękny, poruszający obraz człowieka tracącego wzrok, który na bieżąco opisuje kolejne etapy tego procesu: strachu, buntu, akceptacji, zwątpienia. Ten film zrobił na mnie ogromne wrażenie, również swoją stroną artystyczną. Obejrzałam go na festiwalu "Docs against gravity", a Wy możecie już włączyć go sobie na Netflixie :)  




Najlepszy indie movie: "The Florida Project." reż. Sean Baker

Ten seans to było doskonałe zakończenie roku. Baker pokazuje nam świat, o którego istnieniu nawet nie wiemy. Poszerza naszą perspektywę, otwiera oczy i serca. Uczy wyrozumiałości. Przy czym robi to bez cienia osądzania, oceniania czy tkliwości. To nie jest wielki dramat, zagrany na fajerwerkach, ani smutny film o ludziach na marginesie. Jego kamera (tym razem taśma 35 mm) penetruje ten świat z ciekawością i chęcią zrozumienia niczym w programach przyrodniczych. Dlatego ten film jest przede wszystkim tak niesamowicie szczery. Moja cała recenzja TU




Najlepszy film obejrzany na festiwalu: "Hannah" reż. Andrea Pallaoro

Kolejna po "45 lat" przeszywająca rola doskonałej jak zawsze Charlotte Rampling - dojrzałej aktorki, której kalendarz nowych projektów pęka w szwach. To przejmujące studium samotności, które mnie przwiodło na myśl rolę innej wielkiej aktorki: Judi Dench w "Notatkach o skandalu". Odtrącenie, ostracyzm i walka o namiastkę normalnego życia, o zachowanie godności i ocalenie człowieczeństwa. Piekielnie mocny obraz kobiety, którą życie kładzie na kolana, a ona usilnie walczy by z tych kolan wstać. Film widziałam na Warszawskim Festiwalu Filmowym. 




Najlepsza animacja: "Negative space" reż. Max Poerter & Ru Kuwahata

Miałam okazję obejrzeć ją na festiwalu Cinemaforum i absolutnie skradła mi wtedy serce. Teraz ma szansę zdobyć Oscara. Czy można opowiedzieć o więzi między dzieckiem a rodziciem, o miłości i tęsknocie, opierając historię na sztuce pakowania się? :) Można! I można to zrobić tak, że każdy się w tej historii odnajdzie i tak samo rozczuli. Przeurocze !!!




Najlepsze na Netflix: serial "Bojack Horseman"

Nie patrzcie na to, że jest to serial animowany, że bohaterami są tam ludzie - zwierzęta, albo że jest to serial komediowy. "Bojack" to przypadek produkacji, która z lekkiej i zabawnej bardzo szybko staje się czymś znacznie większym. Owszem, parsknięcie szczerym śmiechem nie raz, ale jeśli boicie się mocnych, ciężkich, wchodzących naprawdę głęboko w naszą popapraną psychę seriali, omijajcie Bojacka. To tak naprawdę studium rozpaczy i depresji współczesnych ludzi, którzy niczego tak świetnie nie opanowali jak udawania, że wszystko jest OK. 




Największe zaskoczenie: "Logan" reż. James Mangold

Nominacja do Oscara w kategorii najlepszy scenariusz adaptowany jest pozytywnym zaskoczeniem Akademii bo praca scenarzystów w pełni na to zasługuje. Ostatni raz widziałam w kinie bohatera, który tak bardzo chciał umrzeć w "Leaving Las Vegas" z 1995 gdzie Nicolas Cage grał zniszczonego życiem mężczyznę chcącego zapić się na śmierć. "Logan" to bardzo mocne kino dla dorosłych, które w naprawdę godny i dojrzały sposób, żegna się ze swoim bohaterem i fanami Wolverina, nie tracąc jednoczesnie ducha całej serii.




Największe rozczarowanie: Mother! reż. Darren Aronofsky

Mam takich reżyserów, od sympatii do których nie mogę się uwolnić. Jedną z ofiar tej mojej ślepej miłości jest właśnie Aronofsky :) Jego "Matkę" miałam okazję obejrzeć na festiwalu w Daeuville, gdzie wspólnie z wypełnioną po brzegi salą przeżywaliśmy zdziwienie i poczucie absurdu. Do czasu ten film wciąga i fascynuje, w pewnym momencie przekracza jednak granicę wiarygodności. Nawet z góry zakładając dużą skłonność reżysera do symboli i metafor, jesteśmy jego odwołaniami albo znużeni bo są zbyt łopatologiczne, albo odrzuceni bo język użyty do ich ukazania jest z kolei zbyt agresywny.





Ulubione filmowe piosenki: mam trzy, do których wielokrotnie wracałam w ubiegłym roku:

Cover "Le vent nous portera" Noir Desir w wykonaniu Sophie Hunger z filmu "Nazywam się cukinia"



Cover "Easy" w wykonaniu Sky Ferreira z filmu "Baby Driver"



Improwizacja Bobby'ego McFerrina z filmu "The Square"






A teraz czekam na dobroci, które przyniesie 2018 :) 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...