27.06.2017

Wiosenne skrawki. Poza repertuarem


Moje filmowe życie coraz częściej i coraz bardziej toczy się gdzieś z boku głównych kinowych repertuarów, a moje wyprawy filmowe zbaczają z głównego nurtu, szukając czegoś, co ciężko znaleźć na codzień w kinie: świeżości, naturalności, szaleństwa. Wciąż dużo oglądam, ale coraz częściej i więcej pozycji, których nie ma w głównych repertuarach. Szukam tego "czegoś innego", na pokazach, przeglądach, festiwalach. W kinach w bramach, w kinach na kanapach, w kinach za rogiem... Oto co działo się u mnie wiosną. 

Kino Off

"SOLACE" reż. Wojtek Wojtczak, Polska 2017


To jest rodzaj kina jakiego w Polsce się w zasadzie nie kręci. Albo przynajmniej nie pokazuje. Ja miałam okazję być na pokazie tego interesującego projektu. Całkowicie autorskie kino zupełnie poza głównym nurtem. Spokojne, klasyczne czarno-białe zdjęcia, plaża jako scenografia i tylko trójka bohaterów. Bohaterów pomiędzy którymi jest mnóstwo emocji. I jedynie głos z offu jako narrator. Wysmakowane kino, które ogląda się jak poemat. 

Best OFF

To mały festiwal, w którym już po raz kolejny biorę udział. Bilety są za darmo, selekcja naprawdę porządna, polecam każdemu, kto ma ochotę choć liznąć trochę kina niezależnego. Moim odkryciem na tej edycji (niestety sporo filmów miałam już okazję widzieć wcześniej na innych przeglądach) to "Ślimaki" w reż. Grzegorza Szczepaniaka.


Wydaje mi się, że zawsze będzie zapotrzebowanie na tego typu dokumenty: szczere, proste i zabawne. Ten jest rozbrajający :) Historia dwóch przyjaciół nieudaczników próbujących okiełznać hodowlę ślimaków naprawdę bawi! 


Animacje

Odkryłam dopiero niedawno moc i piękno animacji. W zasadzie nadal powoli odkrywam. 

Absolutnie zakochałam się w "Ghost in the shell" z 1995 roku. To jeden z najbardziej głębokich filmów jakie ostatnio widziałam. Dodatkowo produkcja na miarę "Odysei Kosmicznej" w swoim gatunku: po 20 latach absolutnie nic nie straciła na przesłaniu. 

Już sama sekwencja otwarcia jest magiczna! 


Na tej fali obejrzałam japońską animę "Księżniczka Kaguya", która również mnie całkowicie oczarowała. Bardzo mądre, głębokie i wcale niełatwe przesłanie nawet dla dorosłego widza. Szlachetności dodaje pastelowa kreska, momentami przechodząca w węgiel. Prawdzie arcydzieło, również z doskonałą muzyką:



Animacją, którą wciąż jeszcze możecie złapać w kinach jest europejski przebój ubiegłego roku: "Nazywam się cukinia". Zaskoczyła mnie swoją dojrzałością i poważnym tematem, potraktowanym w sposób niesamowicie inteligentny. W końcu opowiadanie młodym widzom o dzieciach z domu dziecka nigdy nie jest łatwe. Zakochałam się też w piosence z napisów końcowych tego filmu:



Magicze miejsce


Jest w moim mieście takie kino, w którym nie płaci się za bilety, na salę można wejść z drinkiem, a przed seansem posłuchać kawałków z szafy grajacej. To maleńkie AMONDO kino w bramie przy ulicy Żurawiej. 

Pierwszy raz trafiłam tam na pokaz Beton Film Festival. Często decyduję się obejrzeć film z powodu fascynującego plakatu, tak było w przypadku dokumentu „Cities of Sleep”, który opowiada o mieście Delhi gdzie kwestia znalezienia miejsca do spania jest często sprawą życia lub śmierci. Jednym z nocnych, bezpiecznych przytułków jest kino :) Doskonale to rozumiem ! ;)


"Ranjeet runs the ‘sleep-cinema’ community in Loha Pul in Delhi, a huge double-storey iron bridge straddling the banks of the river Yamuna. A thin strip of land under Loha Pul houses shanty cinemas where over 400 odd homeless come and sleep through the day for a nominal price. The flooding of the river Yamuna poses a threat to the people sleeping there every monsoon."


Drugim seasnem był absolutny klasyk: "Nocny Kowboj". Dla mnie obok "Taksówkarza" jeden z najbardziej poruszających filmów o samotności w wielkim, nieprzyjaznym mieście. 


Wstąpcie do AMONDO kino. Poczujecie się tam zupełnie wyjątkowo...



Netflix & Seriale

W ostatnim czasie Netflix służy za moje prywatne kino. Nadrabiam wszystko co mogę i wciąż nie nadążam :) Zaliczyłam ostatni sezon "Penny Dreadful" - jaka szkoda, że kończyli go w takim pośpiechu, połknęłam 4 sezon "Orphan Black" z budzącą niezmienny podziw Tatianą Maslany (w kilkunastu już rolach!) i absolutnie dałam się wciągnąć z świat Marvela zaliczając "Jessicę Jones" i "Luka Cage'a" - to akurat z miłości do Mahershala Ali :) 

Ale seansem z Netflixa, który zrobił nam mnie największe wrażenie, jest dokument "Strike a pose". 



Jeśli można zrobić film o popkulturze, muzyce, tańcu i społecznej rewolucji, to jest coś naprawdę wielkiego. Koniecznie go łapcie!  


Innym serialem, który całkowicie mnie położył na łopatki to "Big Little Lies" HBO. Prawdziwy popis talentu doskonałych aktorek plus genialna reżyseria, która do końca nie pozwala nam być pewnym kto jest kim. Serial wart każdych nagród. Ja swoją prywatną daje temu kto przedstawił nam tę poruszającą piosenkę z czołówki:





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...