03.05.2017

Klient

"Forushande" reż. Asghar Farhadi, Francja/Iran 2016 

Trzeci raz piszę o filmie Farhadiego i czuję się trochę jakbym pisała jedną recenzję w trzech odcinkach. Bo Farhadi znowu się powtarza, ale nawet opowiadając wciąż tę samą historię, po raz kolejny prowadzi nas w meandry zawiłości ludzkiej natury. I robi to tak, że nie sposób się od jego historii oderwać.

Otwarcie „Klienta” zaskakuje stylem Hitchcocka: zaczyna się od trzęsienia ziemi. Kamienica, w której mieszkają bohaterowie – Emad i Rana, pęka i wszyscy mieszkańcy zmuszeni są do jej natychmiastowego opuszczenia. Młode małżeństwo pilnie poszukuje nowego lokum, a z pomocą przychodzi znajomy z teatralnej trupy, oferując wynajem swojego mieszkania. Kiedy młodzi się wprowadzają, okazuje się, że poprzednia lokatorka nie zabrała jeszcze swoich rzeczy i trudno jest ją namówić by to w końcu zrobiła.

Tak zostajemy wprowadzeni w misterną, koronkową fabułę „Klienta”, której zwrot akcji niejeden raz nas zaskoczy.

W „Kliencie” konflikt etyczny z jednej strony wyłożony jest wprost, z drugiej drążony jest w tak różny sposób przez każdą kolejną scenę, że wciąż zmusza nas do jego rozpatrywania. W tej wielowarstwowej historii w zasadzie w każdej scenie ukryty jest dramatyzm. Dlatego to kino jest tak wymagające i de facto wręcz męczące dla widza. Farhadi zamraża pytania i zmusza nie do przelotnego pomyślenia o pewnych kwestiach, ale do głębokiego ich przeanalizowania.

W czym się objawia mistrzostwo Ferhadiego? Chociażby w tym, że choć omawia konflikt na wszystkie sposoby, my nigdy nie dowiemy się co tak naprawdę zaszło. Wiemy, że doszło do naruszania przestrzeni intymnej, ale co dokładnie się stało w kluczowym momencie? To pozostanie tajemnicą.

Jego bohaterowie zawsze są w potrzasku: sytuacji, której się znaleźli, ale i swoich blokad, konwenansów, uczuć, poglądów. A obrywa się głównie mężczyznom, to oni wystawiani zostają na próby, których z reguły nie przechodzą.

Rana i Emad wydają się być świetnie dobraną parą, ale w kryzysowej sytuacji, która ich spotkała, przestają się rozumieć. Farhadi perfekcyjnie pokazuje zgubną męską dumę i męskie ego, czyli uczucia, które potrafią wszystko inne im przesłonić. Rana czuje się zaatakowana w sumie dwa razy, raz przez oprawcę, drugi raz przez męża, który nie potrafi uszanować jej decyzji, nie chce odpuścić. Zamienia się w detektywa i przeprowadza własne śledztwo. I wtedy w związku następuje pęknięcie. Emad nie zgłasza zdarzenia policji, za to sam nie może o nim zapomnieć. Wydaje się, że on nie walczy w imię swojej pokrzywdzonej żony, a w imię swojej urażonej dumy.

Pada tu pytanie o sens zemsty, o przemoc, którą nieraz usprawiedliwiamy. Skąd się ona bierze? Skąd bierze się przemoc w mądrym, ciepłym mężczyźnie? Gdy go poznajemy wiemy przecież, że ma silne zasady: jako ostatni opuszcza pękniętą kamienicę, nie rusza pieniędzy, które pochodzą od przestępcy, jest autorytetem dla swoich uczniów. Obserwujemy cały proces, który pcha Emada ku działaniom zupełnie sprzecznym z jego wartościami. Czasem nam się wydaje, że mamy prawo być agresywni, zapominając, że przecież wszystko co robimy powoduje jakąś reakcję. Często taką, której nie przewidzimy. Kiedy bohater staje się oprawcą, a oprawca ofiarą, nie wiemy czyją stronę dalej trzymać.

Farhadi zderza ze sobą całą kwintesencję Iranu: jego bohaterowie są z jednej strony bardzo otwarci, wykształceni i nowocześni, z drugiej ich postępowanie jest obarczone dużym ciężarem tradycji, religii i społecznie narzuconych zasad. Reżyser zastanawia się jaką rolę ma tradycja, czym jest honor, i jak te pojęcia są pojmowane przez dzisiejszych Irańczyków.

Z tak rozpisanych postaci rodzą się wielkie role. „Klient” to powrót reżysera do jego ulubionych aktorów jeszcze z „Co wiesz o Elly?” (Shahab Hosseini i Taraneh Alidoosti), których po raz kolejny fenomenalnie prowadzi. Hosseini w pełni zasłużenie otrzymał nagrodę w Cannes za swoją kreację. Nie jest łatwo grać skrzywdzonego mężczyznę, zwłaszcza w kulturze gdzie tak bardzo liczy się męskość. Aktor w doskonały sposób ukazuje subtelną przemianę i konflikt bohatera.

Farhadi, co sam często podkreśla, wywodzi się z teatru i w „Kliencie” składa teatrowi hołd. Nie tylko faktem, że główni bohaterowie są członkami aktorskiego zespołu, który wystawia właśnie „Śmierć Komiwojażera” A. Millera i jest tu dość wyraźna paralela między dwoma historiami. Robi to także samym sposobem filmowania. Akcja rozgrywa się bardzo zwykłych, naturalistycznych scenach, rozmowach, dialogach, negocjacjach – trochę jak w sztuce właśnie. A mimo to, bardzo trzyma w napięciu.

Farhadi nie kryje się też ze swoją symboliką. Ale to, że jest mało subtelny wcale nie umniejsza efektu, który osiąga. Bo nikt tak jak on nie potrafi opowiadać o problemach zwykłych ludzi, które są tak bardzo życiowe. Jego historie, choć dotykają uniwersalnych problemów, są równocześnie bardzo intymne. I może dlatego tak bardzo dotykają. 


Film obejrzałam na festiwalu Wiosna Filmów 2017



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...