28.02.2016

oscarowe zaległe 2016


Tuż przed Oscarami nadrabiam zaległości nominowanych do statuetki filmów. Jak zwykle ilustruje je "szczerymi plakatami". Enjoy!

Dokumenty


Cartel Land/ W krainie karteli, reż. Matthew Heineman

Film był dla mnie świetnym uzupełnieniem seansu „Sicario”, który niedawno nadrobiłam. 

Dokument Netflixa traktuje trochę o tzw. „vigilante” czyli strażach obywatelskich po obu stronach amerykańsko-meksykańskiej granicy, a w szerszym kontekście ogólnie o kartelowej wojnie.

Film stawia pytanie o sens utopijnej walki z przemysłem narkotykowym, który zdaje się być w najlepszej kondycji od lat. Miliony wydanych pieniędzy niczego tu nie zmieniają. Spirala przemocy wciąż się nakręca, narkotykowi bossowie coraz bardziej rozszerzają swoją „działalność”, a najbardziej cierpią ci, którzy są na samym końcu tego łańcuszka – zwykli ludzie.  



What Happened, Miss Simone? reż. Liz Garbus

Jestem ogromną fanką Niny Simone. Kilka lat temu byłam na koncercie poświęconym jej twórczości, zorganizowanym przez jej córkę i do dziś doskonale pamiętam ten wieczór. Długo czekałam na ten film, aż w końcu w Polsce pojawił się Netflix i mogłam obejrzeć go w domowych pieleszach :) 

Nina Simone była artystką, aktywistką, osobowością. Wychowana na pierwszą czarną klasyczną pianistkę, która zagra w największych muzycznych halach. I choć miała wszystko by tego dokonać: talent i muzyczne wykształcenie, po odmowie przyjęcia jej do college’u, porzuciła klasykę na rzecz jazzowego grania w knajpach w celu zarobkowym. Tak zaczęła się wielka kariera Simone, która wyraźnie zaczęła pikować w dół gdy jej piosenki stawały się coraz bardziej zaangażowane.

„What Happenned, Miss Simone” składa się z wielu niepublikowanych dotąd występów artystki i wywiadów, zarówno z nią, jak i jej rodziną i współpracownikami. Wyłania się z tego portret niepokornej artystki, która podejściem do muzyki wyprzedzała swoje czasy. Bardzo rzetelny film.



Pole walki, reż. Kirby Dick

Film obejrzałam na grudniowym festiwalu o prawach człowieka „Watch Docs”. W oscarowych nominacjach zdobył wyróżnienie w kategorii „Najlepsza piosenka” za „Til it happens to you” w wykonaniu Lady Gagi.

Naprawdę wstrząsający film o porażającej ilości gwałtów popełnianych na amerykańskich kampusach. Seksualna przemoc wobec kobiet, a tym bardziej przyzwolenie na nią poprzez zamiatanie tematu pod dywan w celu ochrony reputacji instytucji, to najobrzydliwsza rzecz na świecie.



Fabuły


Sicario, reż. Denis Villeneuve


"Sicario" to film z rodzaju tych, który jest naprawdę niezły, ale jednocześnie czegoś mu brakuje by być świetnym. W tym przypadku szwankuje sam scenariusz, który choć buduje napięcie, jednocześnie dość szybko rozbraja całą fabułę.

Na plus jak zawsze fenomenalny Benicio Del Toro i wybitne zdjęcia Rogera Deakinsa. Poniżej świetny 8 minutowy esej o pracy kamery w "Sicario". Szczerze polecam. 



Dziewczyna z portretu, reż. Tom Hooper


Rozczarowanie. Produkt filmowy wykalkulowany stricte pod Oscary. Szokująca historia, przedstawiona tak aby przypadkiem nie szokowała za bardzo. W efekcie otrzymujemy wykastrowany scenariusz, osadzony w społecznej próżni, na dodatek zagrany zupełnie bez subtelności i wyczucia. Tu wszystko jest dopowiedziane do ostatniej kropki i podane wprost. I w grze aktorskiej, i na papierze. 

Życzę Duńczykom by zrobili swoją ekranizację życiorysu Einara i Gerdy Wegenerów. Ta historia zdecydowanie zasługuje na coś lepszego.



Joy, reż. David O. Russel


Spadek formy Davida O. Russella i kolejny przykład gdzie ciekawa historia traci po przeniesieniu jej na ekran. 

Nie rozumiem, czemu z biografii prawdziwej Joy usunięto studia, a do jej zagrania wybrano stanowczo za młodą (choć świetną) Jennifer Lawrence.

Amerykański sen utkany trochę na siłę. To mógł być film manifest przedsiębiorczych kobiet, a jest średnia opera mydlana.


Big Short, reż. Adam McKay


Szłam na ten film bez żadnych oczekiwań, wyszłam zachwycona. Dla mnie zdecydowanie odkrycie oscarowego sezonu.

Zarówno w przypadku „The Big Short” jak i „Spotlight”, największą ciekawostką jest dla mnie reżyser. Tutaj jest to Adam McKay, który do tej pory kręcił dość średnie komedie z Willem Farrelem. McKay wykorzystał szansę i chyba właśnie wszedł do pierwszej ligi. „Big Short” nie byłby tak świetny gdyby nie miał tej kontrolowanej nuty szaleństwa, za którą odpowiada właśnie reżyser. Z w sumie poważnej historii i trudnego tematu, wyszedł film niesamowicie zgrabny, mądry i błyskotliwie rozrywkowy. Ma dzikie tempo, cięte dialogi i bardzo ciekawe rozwiązania narracyjne, jak np. gościnne występy gwiazd objaśniające finansową terminologię.

Dodatkowo „Big Short” nie pozwala nam w tej świetnej zabawie zapomnieć o czym tak naprawdę jest to film i że za tą historią stoją miliony ludzi, którym zawaliło się życie. Bo przecież w kryzysie 2008 roku wszyscy przegraliśmy.


Spootlight, reż. Tom McCarthy


Solidne kino. Kolejny obok "Big Short" świetny film z zaskakującym doborem reżysera. Tom McCarthy to aktor z dość przeciętną filmografią, za to bardzo ciekawy reżyser filmów niezależnych. Znać możecie jego „Spotkanie” lub kultowego „Dróżnika”.

Jestem ogromnym fanem dobrze opowiedzianych historii bez fajerwerków. Takiego kina już prawie nie ma więc tym większy szacunek za oparcie się pokusie efekciarstwa i zagrywek pod publiczkę.

„Spotlight” osiąga wiarygodność swą skromnością. Jedyne co rozsadza ekran to gwiazdy pierwszego formatu w głównych rolach. Ale i one są wyciszone, dając pole temu co najważniejsze – historii.

Cichy, porządny film oddający hołd rzemieślniczej pracy dziennikarzy śledczych. Będzie puszczany studentom dziennikarstwa, jestem tego pewna.


Zjawa, reż. Alejandro Gonzalez Inarritu


Ten film to jedno wielkie pole walki, a jeśli chodzi o styl zupełne przeciwieństwo stonowanego „Spotlight”. Jest w tej dzikiej historii coś bardzo pierwotnego. Pierwotny instynkt przetrwania, pierwotna chęć zemsty, poczucie honoru, moralność. Czy jest to jednak coś więcej niż przygodowe kino z wyższej półki? Moim zdaniem nie.

Najbardziej fizyczna w karierze rola Leonardo, a takie role rzadko kiedy dają możliwość pokazania prawdziwego aktorstwa. Bo trudno jest tym nazwać granie na jednej nucie, a „Zjawa” na nic więcej nie pozwala. I jeśli jest coś co przysłania tę kreację, to obłędnie wręcz piękne zdjęcia. Tak piękne, że aż się chce powiedzieć, że za bardzo.

Cały czas wątpię w talent Alejandro González Iñárritu. Moim zdaniem ten gość zawsze musi podpierać się jakimiś sztuczkami w swoich filmach. Najpierw był to nielinearny montaż, teraz są to zdjęcia: albo wyjątkowo długie, albo wyjątkowo malownicze. U niego wszystko jest „za bardzo”. Ja na filmach Inarritu zawsze czuje się naciągana. A tego nie lubię.


Most Szpiegów, reż. Steven Spielberg


Spielberg to reżyser, który nigdy nie robi filmów poniżej pewnego poziomu. „Most” jest klasycznym filmem w jego stylu: z ciekawą historią i silnym bohaterem. Bardzo mi się to klasyczne podejście do kina podoba.

To też film, który opiera się na porządnym scenariuszu i w sumie nie obraziłabym się gdyby Coenowie zostali za niego docenieni.


Ex Machina, reż. Alex Garland


Zgrabne indie sci-fi, choć niezbyt oryginalne. Jego siłą jest kameralność, słabością przewidywalny scenariusz. Plus to rzeczywiście świetne role aktorskie.


Straight Outta Campton, reż. F. Gary Gray



Historia opowiedziana zbyt łopatologicznie i ciosana grubymi kołkami. Zero finezji i niuansów. Szkoda, bo mógłby być to film niosący jakieś przesłanie, a tak jest tylko płaską kroniką powstania zespołu NWA zrobioną na uciechę fanów. Aż dziw, że film dostał nominację akurat za scenariusz…


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...