31.12.2015

Beasts of no nation

"Beasts of no nation" reż. Cary Fukunaga, USA 2015

„Beasts of no nation” zapisało się już w historii kina jako pierwsza pełnometrażowa produkcja internetowego serwisu Netlix, wypuszczona jednocześnie on-line i w kinach studyjnych, która na dodatek swoją premierę miała w oficjalnej selekcji Festiwalu w Wenecji. Ale nie jest to tylko „issue movie”, zmieniający dotychczasowy układ w przemyśle filmowym i reguły gry, to przede wszystkim świetnie wyreżyserowane, mocne wojenne kino.

Reżyser Cary Fukunaga nigdy nie zapomina odrobić swojej lekcji. Czy jest to wiktoriańska Anglia („Jane Eyre”), zapyziały środkowy stan USA („True Detective”), czy opanowana przez wojnę domową Ghana – odtworzenie świata, o którym opowiada, opanował do perfekcji, do najmniejszego szczegółu. Jego filmy nie są nigdy hollywoodzką wersją czegoś tam, ale autentyczną do bólu wyprawą w nowy świat. Tym razem zabrał się za temat dziecięcych żołnierzy, który wprawdzie zszedł z pierwszych stron gazet, ale choć nie jest już „w modzie”, wciąż stanowi smutną rzeczywistość wielu państw Afryki. Fukunaga studiował historię i nauki polityczne i wokół tego tematu chodził przez kilkanaście lat, wielokrotnie odwiedzając Afrykę na potrzeby researchu.

„Bestie” od pierwszych scen łączą widza z głównym dziecięcym bohaterem - Agu. Razem z nim zostajemy wrzuceni w wir okrutnych zdarzeń, w których próbujemy się odnaleźć. Agu w przerażających okolicznościach zostaje rozdzielony ze swoimi bliskimi, nie na długo jednak zostanie pozostawiony sam sobie. Szybko wpadnie pod „opiekę” Komandora, czyli przywódcy dziecięcej armii rebeliantów. I choć „Bestie” to momentami brutalna afrykańska wersja „Slumdoga” (w pierwszej scenie widzimy grupkę dzieciaków, które chcą sprzedać niewidzialny telewizor :) ), to tak naprawdę oczami dziecka obserwujemy okrutną rzeczywistość rozpadającego się przez wojnę domową kraju.

Idris Elba zawsze tworzy niesamowicie charyzmatyczne postaci dlatego do roli przywódcy nadaje się idealnie. Jego Komandor to zarówno figura ojca, jak i jednostka psychopatyczna. Opiekuje się swoją specyficzną armią, podbudowując uwielbieniem od dziecięcych żołnierzy swoje chore ego. Poznajemy go jako przywódcę, wychowawcę, wizjonera. Ale jego pozycja zmienia się na naszych oczach gdy odkrywamy, że w każdej armii, nawet tak patologicznej, jest hierarchia. Nad Komandorem stoją kolejni przywódcy, przed obliczem których musi spuścić głowę.

Ale w obsadzie najważniejszy jest chłopiec. Trzeba było znaleźć do tej roli naprawdę utalentowanego dzieciaka, który poradzi sobie z historią ciężką do zniesienia dla dorosłych. Chłopca, w którym będziemy widzieć prawdziwego człowieka i z którym emocjonalnie się zwiążemy. Znaleziony na boisku do piłki nożnej, debiutant Abraham Attah, doskonale niesie tę rolę. Ma absolutnie naturalny dar.   

Film nie oszczędza nam brutalnych scen, ale reżyser wie kiedy odwrócić kamerę i dać widzom sobie resztę dopowiedzieć. I choć wkraczamy w okrutny świat miejscowej wojny, na końcu widzimy szerszy i uniwersalny przekaz całej historii. Pragnienia i potrzeby są takie same na całym świecie. To nie jest też jakiś tam afrykański konflikt. To odzwierciedlenie problemów obecnego świata: nierównej dystrybucji dóbr, podziałów klasowych i społecznych, wykorzystywania słabszych przez silniejszych.

Fukunaga odpowiada również za zdjęcia do filmu, które w „Bestiach” rzeczywiście są naprawdę piękne. Ma oko do bardzo dobrych ujęć i ciekawych kadrów, tworząc coś w stylu fotograficznego dziennikarstwa. Świetnie gra też kolorami, których intensywność - tak charakterystyczna dla Afryki – intersująco wykorzystuje, używając ich chociażby w ciekawych strojach rebeliantów.

Cenię w reżyserze najbardziej to, że łączy kunszt z typowym dla kina niezależnego artyzmem i własnym stylem. Jest niesamowicie sprawny technicznie, a przy tym bardzo kreatywny. I przede wszystkim on nigdy nie idzie na kompromisy. Z wyczekiwanego projektu „It” („Coś”) wyszedł na 3 tygodnie przed rozpoczęciem zdjęć kiedy jasne się stało, że nie będzie mógł go nakręcić tak jak by chciał. Do "Bestii" przygotowywał się wiele lat i widać, że jest to jego autorki projekt. 

Wracając do Netflixa: to naprawdę niesamowite, że na swój pierwszy pełnometrażowy film wybrali ten akurat projekt. Film o wojnie domowej w Afryce, jak dobrze nie byłby zrobiony, na pewno nie okaże się hitem. Okazał się za to bardzo dobrym filmem, który zdobył ogromne uznanie krytyków i wymagających widzów. Warto się postarać i go zobaczyć. 



Film obejrzałam na London Film Festival


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...