03.11.2015

"Powrót" na 31. WFF

"The Daughter" reż. Simon Stone, Australia 2015

Henrik Ibsen po australijsku. Jedna rodzina, wiele dramatów.

Reżyser Simon Stone w australijskim świecie teatru uchodzi za rewolucjonistę, który odświeża na deskach klasykę. Tym razem swoją wersję klasyki - „Dziką kaczkę”, po raz pierwszy przeniósł do kina.

Powrót w rodzinne strony nie zawsze bywa sielankowy. Christian (Paul Schneider) wraca po wielu latach do domu. Wraca na ślub ojca, miejscowego krezusa, którego gra największy skarb Australii - Geoffrey Rush. To powrót nie tylko do rodziny, ale i całej lokalnej społeczności, którą  kiedyś porzucił, w tym przyjaciela z lat młodzieńczych – Oliviera. Christian spędza z nim wiele czasu, poznaje jego żonę i córkę, dowiaduje się o zdarzeniach, które miały miejsce pod jego długą nieobecność. Razem z nim obserwujemy proste, szczęśliwe życie tych, którzy tu zostali. Czujemy ten swojski klimat małomiasteczkowości, gdzie wszyscy mają swoje miejsce: i milioner, i robotnik, i pomoc domowa. Niestety cały ten poukładany świat runie. Cegiełka po cegiełce.  

Zaczyna się melancholijnie, ale ta melancholia zamienia się w głęboki smutek. Fatalna seria zdarzeń, lawina skrywanych i odkrytych nagle prawd, doprowadzić może tylko do katastrofy. Ten film to ciężki seans. Wielopoziomowy dramat. Mocny i intensywny. Głęboko angażuje i emocjonalnie szarpie widza, nie dając mu w zasadzie chwili oddechu.

„Powrót” reprezentuje autorskie artystyczne kino. Choć to debiut, technicznie i reżysersko zachwyca. Zdjęciami, klimatem, prowadzeniem historii. Czasem to zdjęcia wyrażają więcej – u Stone’a tak właśnie jest. Zarówno w strefie wizualnej, jak i dramatycznej, „Powrót” klimatem przypomina raczej kino skandynawskie. Jest mrocznie, zimno, szaro. Oprócz zdjęć, montaż nadaje filmowi ton i prowadzi nas po różnych okresach życia bohaterów: przeszłości i teraźniejszości. Choć to dramat, poprowadzony jest trochę jak thriller, trzymający napięcie na najwyższym poziomie, głównie dzięki pracy kamery często podążającej za bohaterami.

Bardzo dobrze dobrano do historii aktorów, których jakość grania jest niezaprzeczalna. Siłą napędową fabuły uczyniono konflikt między ojcem a synem. Postać ojca jest powodem i sprawcą rozpadu piramidy, ale jednocześnie wszystko co się dzieje, jego dotyka najmniej. Za to główny bohater staje się tym złym. Bo jest katalizatorem fatalnych zdarzeń.   

Prawda oczyszcza. Nawet jeśli zmiata wszystko, gdy opadnie kurz, można budować życie od nowa, tym razem na czysto. Chcę w to wierzyć bo inaczej nie byłoby w „Powrocie” krzty nadziei. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...