01.10.2015

letnie skrawki

skrawki na wakacjach

Latem nigdy nie jest mi z kinem po drodze. Ciepłe wieczory kuszą różnymi atrakcjami, tyle się dzieje, czas tak szybko leci. Lato trwa chwilę. I nie można tej chwili zmarnować. Co nie znaczy, że mi kina nie brakowało. Brakowało i z niecierpliwością czekam aż wrócę w końcu do swojego starego rytmu. Do siedzenia ciągle kinie, do pisania. W tym tygodniu leżałam chora w łóżku i rozmyślałam o tych jesiennych wieczorach, które nadchodzą. I ta wizja napawała mnie radością. 

Ale jednak coś tam się działo. Długo mnie nie tu nie było, czas więc nadrobić kilka zaległości. Zacznijmy od letnich skrawków.

Na przełomie wiosny i lata zaliczyłam 2 ważne dla mnie Festiwale: 

Docs Against Gravity w Warszawie, o którym pisałam TU

uwielbiam tę torbę :)

Pierwszy raz uczestniczyłam w tym Festiwalu i totalnie się nim zachwyciłam. Wspaniały program, świetni goście, dobra organizacja. Ląduje w moich TOP 5 festiwali w Warszawie.


Krakowski Festiwal Filmowy w Krakowie. Niestety w Krakowie mnie nie było, ale filmów z tego festiwalu obejrzałam sporo. Po raz kolejny zostałam zaproszona do międzymiastowej współpracy i gdy przyszło mi wybrać filmy, które chcę obejrzeć, miałam nie lada problem. Najchętniej obejrzałabym wszystkie! Bardzo cenię ten festiwal za promocję dokumentów, krótkich filmów i młodych twórców. Dodatkowo w tym roku sekcję dokumentów o muzyce (love!) można było obejrzeć w warszawskiej Kulturze. 

 dokument "Aktorka" można już było zobaczyć w TVP2

Urodziny!

To były już 4 urodziny skrawków :) skrawki kina to moja największa duma, moje miejsce ucieczki i spotkań z Wami. Nie wyobrażam sobie już bez tego życia! 

świętowanie 
Kino letnie

Za zimno, za gorąco, za późno, za wcześnie. Komary, dużo ludzi, niewygodny leżak. Nieważne. Wakacyjne noce są najpiękniejsze. Kino w takich warunkach to obowiązkowa atrakcja do zaliczenia każdego lata.

pokaz "Berlin calling" nad Wisłą 

Książki

Ruszyły zdjęcia do "Ostatniej rodziny" - filmu opowiadającego o rodzinie Beksińskich. Ja tego lata sięgnęłam w końcu po książkę-reportaż "Beksińscy. Portret Podwójny" Magdaleny Grzebałkowskiej. 


To jest jedna z lepiej napisanych książek jakie czytałam. Poważnie. Praca, którą wykonała autorka to jest rzecz wybitna. Ona nam przywróciła Beksińskiego. Przywróciła go polskiej kulturze. Oby film tego nie zepsuł. 


O książce "Skandale złotej ery Hollywood" pisałam TU. Razem z wydawnictwem Znak podarowaliśmy ją dwójce czytelników skrawków, którzy wygrali konkurs. Oto zdjęcie, które dostałam od jednej z nagrodzonych osób :) 

:) 

Obejrzane w TV

"Bessie" reż. Dee Rees, USA 2015 na HBO

Niestety kino wciąż jest o krok za telewizją jeśli chodzi o opisywanie społecznych nastrojów i przemian. Kino mniej wierzy w widza i mniej ryzykuje. Taki film jak "Bessie" powinien trafić do kin bo to świetna historia, z ciekawą bohaterką, dobrym scenariuszem, doskonałym aktorstwem. Szkoda. Ale cieszmy się, że jest HBO. 


"Mr. Robot" reż. Sam Esmail, USA 2015

Serial, który tego lata rozbił bank i o którym mówili wszyscy. Chociażby z czystego obowiązku musiałam go obejrzeć. Pierwszy odcinek bardzo mnie zaintrygował i zachwycił. I niestety tyle. Potem było już tylko gorzej. Co raz gorzej. To sprawnie nakręcony, nie głupi serial, ale ja nie potrafię znaleźć w nim więcej zalet. No chyba, że ktoś urodził się wczoraj i te tyrady głównego bohatera o zepsuciu społeczeństwa są dla niego nowością. Mili Państwo, ja się urodziłam 30 lat temu. 

Klasyka


"Wakacje Pana Hulot" rez. Jacques Tati, Francja 1953

Miałam niezwykłą okazję obejrzeć odrestaurowaną wersję tego klasyka kina francuskiego z lat 50 i była to ogromna przyjemność dla oka i ucha. Nie jest to jednak przykład kina, które do mnie trafia. Gagi i prostota tego żartu może są i urocze, ale jakoś już tak bardzo odległe. Slapstick jest już z całkiem innego świata. 


Zaległości kinowe

"Mad Max" reż. George Miller, USA/Australia 2015

"Mad Max" to był najlepszy film tego lata. Wiecie, że ja go wspominam do dziś? Rzadko kiedy oglądam filmy po dwa czy kilka razy. Na ten poszłabym jeszcze raz do kina. Oglądałam go na skraju fotela, dawno pościgi nie sprawiały mi takiej frajdy. Hmm, może nawet nigdy. Film petarda. Świetny. A w obliczu suszy, która nas nawiedziła, dający wiele do myślenia. 


"Avenger. Czas Ultrona" reż. Joss Whedon, USA 2015

Nie jestem z grupy docelowej Marvela, ale coś tam z tego świata ogarniam. I co najważniejsze: potrafię się bawić na tych filmach. Na "Czasie Ultrona" bawiłam się dość słabo. Trochę tu za dużo sucharów i niedopracowania scenariusza. Nic z tego filmu nie pamiętam. 


"LOVE" reż. Gaspar Noe, Francja 2015 

Krzykliwy, pisany dużymi literami tytuł filmu. Perwersyjnie wykadrowany plakat. Ślina, 3 języki. Taki jest ten film, miłość w swej najbardziej krzykliwej formie. Jest duszno, gorąco, mokro i lepko.

I choć przez połowę filmu oglądamy seksualne stosunki w różnej postaci, nie jest to kinowe porno. Sceny są śmiałe, nawet bardzo, niejednemu zrobi się podczas nich gorąco. Śmiałam się, że z kin wychodzi teraz banda napalonych ludzi. Ale to są sceny miłości, pożądania, bliskości. To jest prawdziwe. I daleko temu do pornografii.

To film o miłości młodzieńczej, szaleńczej, niedojrzałej. Czasie kiedy wszystko chce się sprawdzać, szukać granic – swoich i partnera. I to oni – młodzi ludzie – powinni go przede wszystkim oglądać. Jest to wiwisekcja związku, który poznajemy w różnych jego fazach. Przeskakujemy po strefach czasowych i różnych zdarzeniach. Wiemy, że on i ona nie są już razem, z czasem dowiadujemy się jak i dlaczego się rozstali.

Noe ma swoją wizję kina i swój styl. Ma być głośno, wprost i bez złudzeń. Dosłownie i w przenośni – pełna penetracja. Trochę cierpi na tym jego podejściu scenariuszowa część filmu. Dialogi są banalne, monologi głównego bohatera płytkie – ot, film dla młodzieży.

„LOVE” przypomina trochę „Życie Adeli”, choć pod względem emocjonalnym i artystycznym to jest znacznie mniejszy kaliber. Adelę łatwo było przełożyć na każdy związek, związek u Noego to w zasadzie związek gówniarzy na karuzeli rozchwianych emocji.

Noe wprawdzie dość wyraźnie puszcza do dojrzałego widza oko, ale robi to trochę za rzadko. Prawda jest taka, że gdyby nie ironia w „LOVE”, gdyby ten film potraktować całkiem poważnie, nie dało by się go oglądać



Na koniec zostawiam Was z cudownym cytatem, który znalazłam na stronie Toronto Film Festiwal:

"People who LIKE movies have a favourite. People who LOVE movies couldn't possibly choose." - Nicole Yatsonsky



Witaj jesień i wszystkie jesienne Festiwale filmowe! 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...