09.07.2015

Docs against gravity - podsumowanie


Jestem zachwycona tym festiwalem. Doborem filmów, programem, organizacją. Grafik pękał w szwach i naprawdę nie sposób by film, na który polowaliśmy nam przepadł, bowiem były one grane kilkakrotnie. Wspaniali gości, ciekawe rozmowy i bardzo luźna atmosfera stwarzająca uczucie bliskości. Można było porozmawiać z każdym twórcą, zadać każde pytanie, rozwiać każdą wątpliwość. Naprawdę jestem pod ogromnym wrażeniem i już nie mogę doczekać się kolejnej edycji :)

Na festiwalu obejrzałam 10 filmów:

Citzenfour, reż. Laura Poitras, USA 2014

W sieci pojawił się właśnie pierwszy zwiastun filmu Oliviera Stone’a „SNOWDEN” - jak widać Hollywood kuje żelazo póki gorące. Nie będę oceniać filmu fabularnego po tajemniczym zwiastunie, ale jeśli rzeczywiście chcecie dowiedzieć się czegoś o tym co i dlaczego zrobił Edward Snowden, radzę Wam obejrzeć bardzo dobry, oscarowy dokument „Citezenfour”.

Założę się, że Stone skupi się na czymś co w całej sprawie miało być najmniej ważne – na postaci Snowdena, czyli aspekcie, który on sam bardzo starał się zepchnąć na drugi plan. Czy mu się to udało? Nie bardzo. Amerykanie wiedzą kim jest Snowden, a przynajmniej tak im się wydaje, ale zupełnie nie wiedzą co i dlaczego zrobił. A to co zrobił, zrobił przecież dla nich. I dla nas. Tak?

„Citezenfour” nakręcono jak najwyższej klasy thriller. Pełno tu niepokoju, lęku, wręcz strachu. Snowdena poznajemy z perspektywy dziennikarki, do której się zgłosił by przekazać jej nielegalnie wyniesione tajne akta NSA (National Security Agency). Nie wybrał jej przypadkowo, to Laura Poitras – amerykańska reportażystka, która po serii niewygodnych dokumentów m.in. o wojnie w Afganistanie i Iraku, ze względów bezpieczeństwa przeprowadziła się do Berlina. Zrobiła to nie z obawy przed terrorystami, a amerykańskimi służbami specjalnymi.

Poitras daje Snowdenowi głos, a ten szczerze opowiada o motywacjach swoich działań. Amerykańskie służby mówią o nim jasno: zdrajca, i stawiają jeden z najcięższych możliwych zarzutów: o szpiegostwo. Snowden owszem, ukradł ściśle klasyfikowane dane, ale czy działał na rzecz obcych służb czy raczej nas wszystkich – zwykłych obywateli? Czy godzisz się na to aby amerykańskie służby miały dostęp do twoich maili, sms-ów, wyciągów bankowych, listy zakupów, które robisz przez Internet, historii chorób? Pewnie się nawet nad tym nie zastanawiasz bo nikt Cię o to nie pyta. Rzeczywistość jest taka, że te wszystkie nasze dane są od lat przez służby zbierane. Służby, nad którymi nikt nie ma żadnej kontroli.

„Citezenfour” zdradza wiele z pracy dzisiejszych dziennikarzy śledczych, pozwala też Snowdenowi przemówić. Poznajemy człowieka wyjątkowo rozsądnego i świadomego, kogoś kto doskonale wie co robi i potrafi przewidzieć konsekwencje swoich działań. Najbardziej przerażające po seansie jest jednak wcale nie to, że on za ujawnienie prawdy stał się najbardziej pożądanym przez amerykańską administrację człowiekiem, ale świadomość, że my pozwoliliśmy sobie na zbyt wiele. Że tak łatwo oddaliśmy prawo do swej prywatności i kontrolę nad praktycznie całym naszym życiem. Że nie pytamy, nie sprawdzamy, nie patrzymy na ręce. Kiedy staliśmy się takimi marionetkami?



Yesmani idą na rewolucję, reż Andy Bichlbaum, Laura Nix, Mike Bonanno, USA 2015

Jak utrzymać w sobie chęć do działania, jak się mobilizować i nie poddawać, jak nie odpuścić? Bycie aktywistą to ciągła walka, również z samym sobą. Trudno jest utrzymać zapał i zainteresowanie tematami, o które toczy się bój. Przychodzi proza życia, rodzina, starość. Z tym właśnie spotykają się Yesmani, których poznaliśmy w 2009 roku gdy naprawiali świat. Przybyło im lat, dzieci i problemów. Obecna na festiwalu reżyserka Laura Nix ukazuje Yesmanów nie jako Superaktywistów, a zwykłych ludzi, w których choć nie umarły ideały, ale samozaparcie już trochę tak. Po serii działań przeciw korporacjom depczącym prawa człowieka, Yesmani działają teraz na rzecz ochrony Ziemi. Iskrą do wskrzeszenia swej współpracy i swoistym motywatorem stał się dla nich ruch „Ocupy Wall Street”, którego energia im się udzieliła. Na bok poszły więc wszelkie niesnaski i Yesmani znowu wyruszyli walczyć o lepszy świat. Z humorem jako orężem :)



Perłowy guzik, reż. Patricio Guzman, Francja/Hiszpania/Chile 2015

Na początku filmu pada zdanie: Proces myślenia jest jak ocean, dopasowuje się do warunków i sytuacji.

„Perłowy guzik” jest opowieścią o Chile – Państwie z jednej strony graniczącym z oceanem, z drugiej odciętym od reszty kontynentu pasmem gór, tym samym odciętym od świata. Kraj tak długi (Chile jest państwem o najbardziej wydłużonym kształcie na świecie), że nie mieści się na mapach. Uczniowie aby go poznać widzą go podzielonego na 3 części. Chile ma jedną z najdłuższych (ponad 6 000 km) ze wszystkich Państw linie brzegową. Paradoksem jest to, że to odwrócony od oceanu kraj.

Nie zawsze tak było. W Chile byli Ludzie Morza, teraz to zapomniana tradycja. Rdzenni Patagończycy mieli swój język, swoje zwyczaje. Można powiedzieć, że żyli na morzu. Przenosili się całymi wioskami drogą morską. Potrafili przemierzyć niewyobrażalne odległości. Byli mistrzami żeglugi. Choć ludzie Chile o nich zapomnieli, pamiętają wody oceanu. Historia o nich milczy, a bezkarność to jak podwójne zabójstwo. Ale wody oceanu – cisi świadkowie tych zdarzeń, mają swoją pamięć. „Biały guzik” w poetycki sposób przypomina o ich istnieniu i opisuję zagładę dokonaną przez reżim Pinocheta. Tytułowy guzik to dowód – symbol, jeden z wielu, które leżą na dnie mórz.


Przepiękny, bardzo melancholijny i smutny film.

Sól ziemi reż. Wim Wenders, Francja/ Włochy 2014


Cezar 2015 za najlepszy dokument. Wim Wenders znowu odkrywa przed nami fascynującą postać. Tym razem jest to Sebastiao Salgado - brazylijski fotograf, który sławę osiągnął dzięki tytanicznej pracy i 5 niesamowitym cyklom. Podróżował po całym świecie przez 40 lat zbierając tony materiału. Tak powstały jego albumy, zapiski prawdy o naszej planecie. Kolejne albumy Salgado to: Pracownicy, Migracje, Dzieci. W swoim ostatnim projekcie Salgado skupił się na pięknie Ziemi, a jego głównym zainteresowaniem były tereny, które w żaden sposób nie zostały zmienione przez zachodnią cywilizację. Wenders ukazuje zarówno warsztat jak i filozofię pracy fotografa, ale przede wszystkim zapoznaje nas z jego niesamowitymi fotografiami.

Serra Pelada gold mine, Brazil. 1986

Life Is Sacred, reż. Andreas Dalsgraard, Dania 2014

W 2009 roku Andreas Dalsgaard nakręcił „Bogota change” - film dokumentujący terapię stolicy Kolumbii, dzięki której w ciągu 10 lat Bogota przeszła radykalną transformację, znacznie ograniczając problem przemocy, zbrodni, chaosu i korupcji. Jednym z jej autorów był mer miasta - nieustraszony kolumbijski nauczyciel, polityk i filozof - Antanas Mockus.

Po skończonej kadencji w miejskim ratuszu Mockus i jego zwolennicy walczą o pokój w kraju, czyli o zakończenie najdłuższego wewnętrznego konfliktu świata i objęcie fotela prezydenta. „Life is sacred” to opowieść o 4 latach walki, która zmieniła kraj. A największą jego nauką jest to, że cierpliwość przynosi swe efekty.

Bardzo odświeżająca wizja polityki.



Mój przyjaciel wróg, reż. Wanda Kościa, BBC, 2014

Zbrodnia wołyńska to część naszej historii skandalicznie nieopisana i nieomówiona dlatego każdy projekt jej poświęcony wart jest uwagi.

Mam jednak duży problem z tym akurat filmem. Jest zbyt poprawny politycznie. Opowiada o „sprawiedliwych Ukraińcach”. Zrobiony na konkretne zamówienie, pod tezę i to się w filmie wyraźnie odczuwa. Trochę szkoda bo brakuje mu przez to głębszego wejścia w temat.



Pokój 666, reż. Wim Wenders, Francja/RFN, 1982 

Podczas Festiwalu Filmowego w Cannes w 1982 roku Wim Wenders zaprosił uznanych reżyserów do hotelowego pokoju 666, postawił włączoną kamerę, zadał pytanie: "Jaka jest przyszłość kina?" i zostawił ich z nim sam na sam. Odpowiedzi po kolei udzielali Steven Spielberg, sam Wim Wenders, Werner Herzog, Michelangelo Antonioni,  Jean-Luc Godard, Rainer Werner Fassbinder i wielu innych. Sytuacja jest bardzo intymna więc reżyserzy dzielą się swoimi luźnymi przemyśleniami bez specjalnej autocenzury.

Wiecie co, ten seans na papierze zapowiadał się fascynująco, a wyszło przekomicznie. Cóż, przewidywanie przyszłości naprawdę jest jak pisanie bajek.  

Prawie wszyscy reżyserzy zgodnie wieszczą upadek sztuki filmowej. Są potwornymi pesymistami i niemalże pakują już swe kamery do trumien. Największe zagrożenie widzą w rozwijającej się telewizji i kasetach VHS. Brzmi to naprawdę przezabawnie :)

Jedynym reżyserem, zupełnie wyłamującym się z tego głosu, jest młody Steven Spielberg. Facet kompletnie w kinie zakochany i widzący cały przemysł w całkiem innych barwach. Spielberg był prawdziwym wizjonerem, genialnym fachowcem i reformatorem kina. Kto zna tylko jego starszą wersję powinien przypomnieć sobie ile ten człowiek miał werwy i błysku w oku. Dostrzegł szansę tam, gdzie powoli już przestawano już nawet patrzeć. Tak zachowują się najwięksi.


Scena ciszy i Scena zbrodni - pisałam TU

Niebo nad Berlinem, reż. Wim Wenders, Francja/RFN 1987 



Wiecie jaka to jest ogromna przyjemność obejrzeć w kinie film z taśmy? Z tymi wszystkimi uszczerbkami, które zostawił na niej czas, z trzaskami, bruzdami, przetarciami. Ze śmieszną starą czcionką napisów, z szumem. Uwielbiam to.

„Niebo na Berlinem” to piękny film. Wyobrażam sobie, że w 1987 roku to naprawdę musiało być coś niesamowitego. Podzielony Berlin, prywatne  życie aniołów, w tym wszystkim jeszcze bardzo wtedy sławny Peter Falk! Popkulturowy film filozoficzny. Bajka dla dorosłych. Ja ją kupuję. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...