01.06.2015

„Aktorka” – portret Elżbiety Czyżewskiej na 55. Krakowskim Festiwalu Filmowym

„Aktorka” reż. Kinga Dębska i Maria Konwicka, Polska 2015 

Panorama filmu polskiego

Elżbieta Czyżewska – twarz i ikona lat 60 w Polsce. Gwiazda, którą na żywo podziwiał wypełniony po brzegi Stadion Legii. Piękna, utalentowana, ekscentryczna. Prawdziwa osobowość. W złotej erze polskiego kina grała u najlepszych, dziś jest trochę zapomniana. W 2012 roku przypomniała ją książka Izy Komendołowicz pt. „Elka. Wspomnienia o Elżbiecie Czyżewskiej”, będąca odważnym portretem aktorki. W tym roku robi to dokument Kingi Dębskiej i Marii Konwickiej pt. „Aktorka”.

U szczytu sławy, gdy w Polsce osiągnęła już wszystko, wyemigrowała do USA. Mówiono, że by robić większą karierę. Tak naprawdę wyjechała bo musiała. Amerykański mąż został wydalony z Polski za antygomułkowski artykuł i Czyżewska wraz z nim dostała wilczy bilet. W Stanach rzeczywiście liczyła na rozwinięcie skrzydeł, wiedziała, że w Polsce nie ma już szans się rozwijać. Niestety szybko okazało się, że jej mocny wschodni akcent uniemożliwi jej zrobienie kariery. Nigdy nie dała rady się przebić. Aktorka, która we własnym kraju była gwiazdą, w USA nie odniosła sukcesu. W po śmierci „New York Times” nazwie ją „królową bez królestwa”.

Historia Czyżewskiej jest poruszająca bo ona nigdy nie porzuciła aktorstwa, które była największą pasją i miłością jej życia. Nigdy się od swojego zawodu nie odwróciła. „Wolę umrzeć niż sprzedawać buty” – deklarowała nawet w najcięższych dla niej okresach. Nawet gdy nie mogła się odnaleźć, gdy im dłużej była w Ameryce tym gorzej się układało jej małżeństwo, nawet gdy się zaniedbała i popadła w alkoholizm, zawód był tym co przywracało ją do pionu.

A miała ogromny talent. Talent, który doceniali wszyscy, zwłaszcza Ci, którzy widzieli ją grającą po polsku. Nie musiała wiele robić by być przekonywującą przed kamerą. Wypełniała sobą ekran, skupiała całą uwagę widza. Chciała być uwielbiana niczym jej bohaterka ze „Wszystko na sprzedaż” Wajdy, która wprost do kamery krzyczała: „Niech mnie wszyscy kochają!”. Budziła w ludziach ogromne emocje. Inspirowała, poruszała, fascynowała. Meryl Streep do dziś wspomina współpracę z nią, gdy jako młodziutka aktorka wystąpiła u jej boku w „Biesach” reżyserowanych przez Andrzeja Wajdę w Yale. Czyżewska przepowiedziała Streep karierę, a ta na niej wzorowała swoją oscarową Zofię z „Wyboru Zofii”. „Czyżewska miała dla mnie zupełnie nieznany europejski styl bycia. Była kobieca, samoświadoma i uwodzicielska” – wspomina Streep. I taka właśnie jest Zofia – stworzona przez pisarza Styrona Williama na wzór Czyżewskiej właśnie. Były plotki, że to ona, która była inspiracją stworzenia postaci, miała Zofię zagrać. Ale tak naprawdę nigdy nie była brana pod uwagę do obsady filmu. Szukano aktorki o 10 lat od Czyżewskiej młodszej.

Znajomi z Nowego Jorku wspominają, że długo nie mogła zaaklimatyzować się w Ameryce. Nie mogła i nie chciała uwolnić się od swej polskości. Otaczała się Polakami, których bardzo chętnie wspierała. Pomogła Andrzejowi Bartkowiakowi – wspaniałemu polskiemu operatorowi, Joannie Pacule i wielu innym polskim emigrantom. Była bardzo hojna i otwarta. W jej domu spotykała się polska śmietanka kulturalna: malarze, dziennikarze, pisarze, muzycy. Utrzymywała kontakty również z artystami z Polski. Na podstawie wspólnych listów Agnieszka Osiecka napisała „Białą bluzkę” – posąg dla Elżbiety Czyżewskiej. Czyżewska publikacją nie była zachwycona, oskarżając Osiecką o wykorzystanie ich przyjaźni. W swoim apartamencie potrafiła urządzać imprezy na 70 osób. Na jednej z takich imprez rozebrała się do naga i przebiegła przez całe mieszkanie. Była dzika, nieokiełznana, żywioł natury – wspominają znajomi. Jeden  nich spotkał ją kiedyś ubraną w długą spódnicę, całkiem boso spacerującą po Manhattanie. Ta jej dzika natura połączona z nadużyciem alkoholu przysparzała jej też problemów. Raz straciła rolę w sztuce napisanej specjalnie dla niej bo na imprezie zapoznawczej z zespołem strasznie się upiła, dziwnie zachowywała i zniesmaczony reżyser postawił warunek: albo ona, albo ja.

Nie jest jednak prawdą, że nie grała w USA. Grała i to bardzo dużo bo brała wszystko co się dało. Współpracowała z młodymi twórcami, brała udział w niezależnych produkcjach i niskobudżetowych projektach. Albo, że nie odnosiła sukcesów – za swe role w teatrze otrzymywała wysokie noty i nagrody. Jak w „Polowaniu na karaluchy” Janusza Głowackiego, gdzie zagrała u boku Olka Krupy. W teatrze była hipnotyzująca. Grała bo zawsze powtarzała, że nie chce w życiu robić nic innego.

To, że tak bardzo rzuciła się w aktorstwo miało swój powód w ciężkim dzieciństwie. Wychowana bez ojca, kilka lat spędziła w domu dziecka. Samotna i odtrącona całe życie szukała uznania. Umiała jednak wychodzić z problemów i sobie z nimi radzić. Z dnia na dzień przestała pić. Przez 3 lata codziennie chodziła na mityngi AA, a do końca życia, choć od lat nie brała już alkoholu do ust, raz w tygodniu. Gdy przyjeżdżała w odwiedziny do Polski, jej siostrzenica wspomina, że zawsze pytała o najbliższe spotkanie AA. Pokonała nałóg, który miała w genach i wyniosła z domu. Przeszła drogę od zaniedbanej byłej diwy z problemem alkoholowym, do zupełnie czystej, świadomej siebie kobiety.

Po 89 roku zaczęła częściej pojawiać się i grywać w Polsce. Między innymi u Barbary Sass, która wspomina jej niechęć i zazdrość wobec Doroty Stalińskiej, z którą spotkała się u niej na planie. Sass potwierdziła też ogromną chęć pomagania ludziom, ż której słynęła Czyżewska. Ale dodała też, że choć lubiła dawać, wymagała też dużo w zamian.

Czyżewska bardzo trzymała się przeszłości, której nigdy tak naprawdę nie odpuściła. Kochała i pielęgnowała swój mit wielkiej gwiazdy w Polsce. Dlatego gdy w 1994 roku zdecydowała się na wielki powrót na polskie sceny, czyli główną rolę w sztuce „Sześć stopni oddalenia” w swoim macierzystym Teatrze Dramatycznym, liczyła na głośne przywitanie. A przywitała ją chłodna cisza. Czyżewska była wtedy trudna we współpracy, weszła w konflikt z reżyserem i po kilkunastu spektaklach wymienił on ją na swoją żonę. Czyżewska była rozgoryczona. Wróciła do Nowego Jorku, gdzie zwierzyła się przyjacielowi: „35 lat marzyłam o powrocie do Polski by przekonać się, że na dobre i złe jestem już Amerykanką”. I tam też została do końca swoich dni. W mieście, które pokochała i o którym mówiła „Bardziej niż na karierze zależy mi na życiu w Nowym Jorku”. Jej ulubionym miejscem był Bryant Park, konkretnie ławka przy popiersiu Gertrudy Stein. Na poczcie głosowej miała nagrane: „Nie mogę odebrać bo siedzę w swoim biurze za dupą Gertrudy Stein”. Tam też jedna z ławek ma tabliczkę z jej imieniem.

Zmarła na raka w 2010 roku. Do końca uwielbiała kino. Potrafiła do 6 rano oglądać stare filmy, a potem odgrywać przyjaciołom sceny z nich. I do końca grała – to najbardziej trzymało ją przy życiu. Jeden z jej przyjaciół napisał o niej wiersz zaczynający się od słów: „Elżbieta Czyżewska rozpruła obcasem biały ekran lat 60”.


Film Kingi Dębskiej i Marii Konwickiej jest w bardzo amerykańskim stylu. To dokument opierający się na sile montażu: materiałów archiwalnych, wypowiedzi znajomych, zdjęć Nowego Jorku. W tle rozbrzmiewa jazz, na ekranie widzimy nostalgiczne ujęcia wielkiego miasta. Wszystko to tworzy bardzo melancholijny nastrój. Autorkom udało się dotrzeć do bardzo różnych osób z grona aktorki. Osób, które dobrze ją znały choć nie znały się nawzajem bo Czyżewska nie miała w zwyczaju łączyć swoich przyjaciół. Wielu z nich wciąż chroni jej prywatność, na rozmowę nie udało im się namówić żadnego z bliskich jej mężczyzn, ani pierwszego męża Jerzego Skolimowskiego, ani Janusza Głowackiego. Te wypowiedzi oraz znaczący ich brak dają obraz osoby rzeczywiście fascynującej i niezwykle ciekawej. Różnorodnej, nietuzinkowej, wymykającej się szablonom. 


Seanse na KFF

Kino Pod Baranami - Sala Niebieska,  5 czerwca godz. 13:30
Kino Pod Baranami - Sala Czerwona, 3 czerwca godz. 11:00
Kino Pod Baranami - Sala Niebieska, 3 czerwca godz. 18:30 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...