25.06.2015

Manglehorn

"Manglehorn" reż. David Gordon Green, USA 2014 

Łatwo trzasnąć za sobą drzwi, trudniej zamknąć na dobre drzwi do przeszłości. Pogodzić się z tym co było, co utraciliśmy, co odeszło bezpowrotnie. Zamknąć rozdział, ruszyć dalej. Ilu z nas przeszłość trzyma w swych szponach, ilu z nas żyje wspomnieniami nie potrafiąc skupić się na tu i teraz?

Angelo Manglehorn absolutnie tego nie umie. W jego głowie są w zasadzie tylko wspomnienia, jego życie kręci się wokół utraconych chwil. Wciąż rozmyśla, pisze listy do dawnej miłości, wraca do minionych dni.  

10.06.2015

„Scena Zbrodni” (wersja reżyserska) i „Scena ciszy” na Docs Against Gravity

"The look of silence" reż. Joshua Oppenheimer, 2014

Z Joshuą Oppenheimerem łączy mnie uwielbienie dla twórczości Wernera Herzoga. On po obejrzeniu jego „Nawet karły były kiedyś małe” postanowił zostać filmowcem, ja po pierwszym zetknięciu z twórczością niemieckiego reżysera - „Rekolekcji na temat mroku” - pokochałam dokumenty. Łączy nas też podobne spojrzenie na rolę dokumentu i podobne wobec niego oczekiwania.

Choć urodzony w Texasie, Oppenheimer to zdecydowanie europejski reżyser. W zainteresowaniu tematami, w stylu pracy, w podejściu do zawodu, w stosunku do formy. Z resztą jego życie zawodowe od lat z Europą jest związane: nieszka, naucza i tworzy w Kopenhadze, na zmianę z Londynem.

Oppenheimer to artysta z bardzo wyrobioną wizją swojego zawodu, który mimo, że sam tego tak nie określa, ma swój własny dokumentalny manifest. Nie uważa się za opowiadacza historii, właściwie bardzo unika nadużywanego słowa „storyteller”. Wierzy w sprawczą, wręcz interwencyjną, moc dokumentu. Nie uznaje dokumentów robionych jak reportaży, na zasadzie montażu gadających głów. Nie jest zdania, że filmy dokumentalne mają być oknem na świat. One mają być czymś więcej - lustrem, w którym ten świat się odbija. Oppenheimer dostrzega ogromny marazm, który opanował dziennikarstwo na całym świecie. Media przestały być tymi, którzy szukają, a stali się tylko tymi, którzy przekazują. Dziennikarze sprowadzili się do roli stenotypistów władzy i to właśnie dokumentaliści przejęli na siebie ich rolę. Rolę odkrywania tego co zapomniane i ukryte, odłożone na bok, skrzętnie zamiecione pod dywan, zmarginalizowane. To oni stają po stronie społeczeństwa, a nie zadowalają się rolą bycia arbitrem władzy.

01.06.2015

„Aktorka” – portret Elżbiety Czyżewskiej na 55. Krakowskim Festiwalu Filmowym

„Aktorka” reż. Kinga Dębska i Maria Konwicka, Polska 2015 

Panorama filmu polskiego

Elżbieta Czyżewska – twarz i ikona lat 60 w Polsce. Gwiazda, którą na żywo podziwiał wypełniony po brzegi Stadion Legii. Piękna, utalentowana, ekscentryczna. Prawdziwa osobowość. W złotej erze polskiego kina grała u najlepszych, dziś jest trochę zapomniana. W 2012 roku przypomniała ją książka Izy Komendołowicz pt. „Elka. Wspomnienia o Elżbiecie Czyżewskiej”, będąca odważnym portretem aktorki. W tym roku robi to dokument Kingi Dębskiej i Marii Konwickiej pt. „Aktorka”.

U szczytu sławy, gdy w Polsce osiągnęła już wszystko, wyemigrowała do USA. Mówiono, że by robić większą karierę. Tak naprawdę wyjechała bo musiała. Amerykański mąż został wydalony z Polski za antygomułkowski artykuł i Czyżewska wraz z nim dostała wilczy bilet. W Stanach rzeczywiście liczyła na rozwinięcie skrzydeł, wiedziała, że w Polsce nie ma już szans się rozwijać. Niestety szybko okazało się, że jej mocny wschodni akcent uniemożliwi jej zrobienie kariery. Nigdy nie dała rady się przebić. Aktorka, która we własnym kraju była gwiazdą, w USA nie odniosła sukcesu. W po śmierci „New York Times” nazwie ją „królową bez królestwa”.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...