09.05.2015

Timbuktu

"Timbuktu" reż. Abderrahmane Sissako, Francja/Mauretania 2015 

Boimy się filmów z Afryki bo boimy się egzotyki. Boimy się, że się nie odnajdziemy w tej odmiennej kulturze, zwyczajach, krajobrazach. Że to wszystko jest takie obce, inne i odległe. Zbyt często skreślamy przez to filmy pozornie nie z naszego kręgu. Byłoby wielką szkodą gdyby stało się tak również w przypadku „Timbuktu”. To świetnie napisany, mistrzowsko wyreżyserowany i przepięknie nakręcony film. To także wielka lekcja o naszym współczesnym świecie.

Ile ten film rozbraja stereotypów, ileż wyśmiewa zachowań i postaw! Wyszydza powierzchowność, owczy pęd, ślepe podążanie za religią, ideą. Hołduje za to zdrowemu rozsądkowi, roztropności, życiowej mądrości.

W Timbuktu – mieście w Mali, krzyżują się drogi różnych jego mieszkańców. Tych żyjących w namiotach na pustyni i tych z miasta. Tych bardziej i mniej religijnych. Ubranych w długie szaty i nowoczesne stroje na zachodnią modłę. Kobiet i mężczyzn, młodych i starych. Mówiących różnymi językami, ale będących tej samej wiary. Możemy domyślać się, że dotychczas żyli w zgodzie i spokoju. Bez podziałów. Ale teraz nadchodzi zmiana. Do miasta dotarli dżihadyści, którzy wprowadzają terroryzm, reżim i swoje zasady. Zasady, które dla mieszkańców są zaskakujące i absurdalne. Łamią ich odwieczne tradycje, uderzają w zwyczaje i wierzenia. Zabrania im się palić papierosy, tańczyć, śpiewać, nawet słuchać muzyki. Zakazuje grać w piłkę nożną. Najdziwniejsze punkty zostają skierowane pod adresem kobiet. Nie dość, że odbiera im się prawo do decydowanie o samych sobie, do posiadania własnego zdania i głosu, to jeszcze nakazuje zakrywanie każdej części ciała, w tym noszenie rękawiczek – nawet podczas pracy.

W „Timbuktu” obserwujemy grupę różnych bohaterów, których losy podglądamy. Najbardziej bliska nam staje się pewna rodzina żyjącą w namiocie, na uboczu miasta. Kisane wraz z żoną i córką jako nieliczni zostali oszczędzeni z chaosu zaprowadzonego przez nową władzę. Głównie dlatego, że żyją szczęśliwie trochę z boku całej społeczności. Sytuacja zmienia się drastycznie gdy dochodzi do nieszczęśliwego wypadku, w skutek którego ojciec i mąż zostaje aresztowany.

Jest w "Timbuktu" wiele doskonałych scen. Jedną z nich jest ta kiedy chłopcy udają, że grają w piłkę. To znaczy grają, ale bez piłki. Biegają po boisku, podają sobie, strzelają i kopią. Niewidzialną piłkę. Przypomniało mi to scenę z innego filmu, o innym reżimie. Scenę z irańskiego „To nie jest film” kiedy reżyser Jafar Panahi z zakazem robienia filmów, opowiada film, który by nakręcił. Nie kręci go bo nie może nawet wziąć do ręki kamery. On go nam opowiada, scena po scenie. To są bardzo wymowne, bardzo poruszające sceny. Wyobraź sobie, że nie możesz kopać piłki, wyobraź sobie, że nie możesz słuchać muzyki. Ciężko, co? Nawet chyba niemożliwe. Jest też w „Timbuktu” inna świetna scena, muzyczna właśnie. Scena, w której wystąpiła wybitna malijska artystka Fatoumata Diawara. Przejmująca.

piękna piosenka z filmu

To co jest największą siłą „Timbuktu” to jest to jak przedstawiono tam ludzi. Bardzo trafnie, kompleksowo, bardzo ludzko. Piękna kobieta, której wewnętrzna siła fascynuje i przeraża dżihadzistę. Jej stanowczość, jej postawa, jej samoświadomość i prostolinijność pokazują jak niezłomny jest ludzki duch. I jak wielką ma siłę. Duchowy przywódca społeczności. Spokojny, mądry, szukający porozumienia, ale i odważnie broniący swego ludu. Ekscentryczna "czarownica" - kolorowa i tajemnicza, której uroku boją się nawet żołnierze. Wszyscy oni są dowodem na to, że choć łatwo można złamać człowieka fizycznie, to już nie moralnie. Bardzo mi się podobało pokazanie siły tych ludzi. Zwykliśmy widzieć ich w mediach przedstawianych jako ofiary, jako ludzi prostych i poddających się. Tutaj ten obraz jest zupełnie inny.

Po drugiej stronie stoją zaś dżihadziści. Ludzie z pozoru źli do szpiku kości. A no właśnie nie. To są raczej ludzie zagubieni. Niepewni. Śmieszni. Zwykli. Pełni wątpliwości. Z jednej strony wykonują rozkazy, narzucają reżim, z drugiej widzimy na ich twarzach powątpiewanie. Czy postępuję słusznie, czy obrałem właściwą drogę? Reżyser dał im ludzką twarz, nie przerysował ich i nie odhumanizował.  

"Timbuktu" okazuje się być filmem jednocześnie bardzo politycznym i bardzo codziennym. Opowiada o zwykłym mieście i życiu zwykłych ludzi. Ludzi uwikłanych w polityczną sytuację. Ta mozaika, ten kolaż stylów i tematów dają bardzo szeroki i wiarygodny obraz rzeczywistości. Świata szarości, a nie czerni i bieli.

„Timbuktu” to film naprawdę doskonały. Obejrzyjcie koniecznie.


Film obejrzałam na X Festiwalu AfryKamera 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...