10.05.2015

kwietniowe skrawki


Kwiecień to był szalony miesiąc, praktycznie nie wychodziłam z kina, a zarazem obejrzałam tylko jedną produkcję z obecnego repertuaru. A to dlatego, że w tym miesiącu zaliczyłam aż 4 filmowe festiwale.

Festiwale

Zaczęło się od drugiej edycji Beton Film Festiwal.


Już samo otwarcie tego Festiwalu okazało się być ciekawym przeżyciem, tylko tam brawa dostają Dyrektorzy ds. betonu! BFF jest wydarzeniem bardzo wąsko wyspecjalizowanym - skupionym na architekturze i to głównie miejskiej. Temacie, który od pewnego czasu bardzo mnie interesuje dlatego temu Festiwalowi ogromnie kibicuję.

Grafik miałam napięty (w tym samym czasie zaczęły się 2 kolejne filmowe imprezy) i udało mi się "odhaczyć" tylko dwie pozycje.

„Alpi” reż. Armin Linke, 2011

Wynik siedmioletnich badań multimedialnego artysty. Dlaczego wziął on na warsztat akurat Alpy? Może dlatego, że to europejskie pasmo gór łączy 8 krajów i 4 języki. Ponieważ jest to artystyczny projekt, a nie film, pozbawiony jest typowej filmowej narracji. To zlepek różnych scen, pozbawionych jakiekolwiek komentarza. Ukazuje on różne oblicza i strony Alp. Raz są to zbocza gór, raz wioski, raz sztuczne stoki. Ukazuje ingerencję i ujarzmienie gór przez człowieka, ale i siłę masywu, który nad człowiekiem panuje. Ciekawy eksperyment.

„Hinterland” reż. Marie Voignier, Francja 2009

Film opowiada o niemieckiej „Tropical Island”. W miejscowości, w której kiedyś stacjonowały radzieckie wojska, dziś najbardziej charakterystycznym punktem krajobrazu jest ogromna hala, w której odtworzono imitację tropikalnej wyspy. Niezbyt ciekawy film.

Miałam jeszcze w planach zaliczyć pokaz „LEGO: Movie” w ramach „Betoniku” czyli sekcji dla dzieci, ale tu właśnie plany pokrzyżował mi kolejny Festiwal, a właściwie afterparty, które skutecznie nie chciało wypuścić mnie następnego dnia rano z łóżka ;)  


O „Łodzią po Wiśle” – pisałam obszernie TU. Jest to wydarzenie, w którym biorę udział od lat dlatego zdecydowałam się w końcu spojrzeć na nie krytycznym okiem.



Na kolejny tydzień właściwie zamieszkałam w Kinie PRAHA, a to za sprawą Wiosny Filmów. Jak jak strasznie lubię ten Festiwal! Jest świetnie zorganizowany, ma rewelacyjny program i naprawdę ciepłą atmosferę. Bez spiny. Uwielbiam!

Na Wiośnie przede wszystkim zaliczyłam tytuły, na które w ciągu roku nie dotarłam do kina, ale udało mi się też obejrzeć dwie nowości.

O polskich filmach „Hardkor Disco” i „Małe stłuczki” pisałam TU, a o duńskiej „Drugiej szansie” TU.

„Mama” Xavier Dolan, Kanada 2014

Okazuje się, że im mniej Dolana w Dolanie tym lepsze filmy mu wychodzą bowiem „Mama” jest filmem bardzo dobrym. Myślę, że Dolan choć wciąż jest absurdalnie młody jak na filmowca, zdjął sobie właśnie łatkę „genialnego dziecka kinematografii”. „Mama” to dzieło dojrzałe, przemyślane, wielowarstwowe i naprawdę zręcznie wyreżyserowane. Złotą Palmę sprzątnął mu sprzed nosa „Zimowy sen”, ale to tylko kwestia czasu kiedy Kanadyjczyk się odegra. Na razie pozostaje mu cieszyć się jurorskim fotelem na tegorocznym Festiwalu w Cannes.

absolutnie świetna scena 

„Dzikie historie” reż. Damian Szifron, Argentyna 2014



Prawdziwa czarna komedia. Już samo jej obejrzenie rozładowuje całe pokłady stresu. Znakomity kolaż historii ludzi doprowadzonych do swojego ekstremum. Śmiech przez łzy – czasem to jedyne wyjście z sytuacji. 

„Czarny węgiel, kruchy lód” reż. Yi'nan Diao, Chiny 2014



Zwycięzca ostatniego Berlinale to pełen groteskowego humoru kryminał z elementami filmu akcji. Zupełnie nieprzewidywalny, bawiący się z konwencją niczym u Tarantino. To trochę chiński noir, trochę film klasy B. Ale świetnie zagrany i naprawdę świeży pod względem formy. I mówiący coś o społeczeństwie nowych Chin: o zepsuciu i obniżeniu standardów moralnych, którymi komunistyczne imperium zazwyczaj się nie chwali.

„Stare grzechy mają długie cienie” reż. Alberto Rodríguez, Hiszpania 2014



Hiszpański hit. Thriller, który rozbił bank Hiszpanskich Nagród Filmowych Goya zgarniając 8 statuetek i przy tym solidnie zrobiony film. Kryminalna intryga prowadzona tak, że do końca myli tropy, świetne zdjęcia, dobrze napisane i zagrane postaci. Podczas seansu przyszła mi do głowy myśl, że od dłuższego czasu każdy kryminał jaki oglądam opowiada o jakiś brutalnych zbrodniach wobec kobiet. Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet zbierają swoje żniwo. Oprócz kryminalnej intrygi to także film rozliczający się z wstydliwą polityczną przeszłością Hiszpanii.


Festiwal, którym zamknęłam kwiecień była X już edycja AfryKamery. To jest festiwal, który ma misję i tę misję wytrwale wypełnia: od 10 lat oswaja nam Afrykę i tłumaczy przemiany w niej zachodzące.



Oprócz „Timbuktu”, o który pisałam TU udało mi się obejrzeć jeszcze 3 dokumenty.

„Łza kata” została wyróżniona przez Jury. Krótki dokument to wywiad z katem Egiptu czyli urzędnikiem odpowiadającym za wykonywanie kary śmierci w tym kraju. Przez większość filmu bohater wypowiada się jako urzędnik właśnie, ale jest parę momentów kiedy wychodzi z niego człowiek. I to są te chwile kiedy jego narracja pęka, a my widzimy jaki ciężar nosi na sobie ten człowiek.

„Fale” reż. Ahmed Nour, Egipt 2013

Wyjątkowa opowieść o egipskim mieście Suez, mieście w którym rozpoczęła się rewolucja. Reżyser – mieszkaniec Suezu - przybliża nam historię miasta poprzez 5 tytułowych fal – najważniejszych wydarzeń z jego dotychczasowego życia. Film łączy fabułę z animacją, dokumentalną narracją z narracją poetycką. Bardzo mnie ten sposób opowiedzenia historii urzekł. Wyszedł z tego klimatyczny film, którego słucha się jak opowieści przy ognisku.



„Virunga” reż. Orlando van Einsiedel, Wielka Brytania, Dem. Rep. Konga 2014



Nominowany do Oscara, zwycięzca sekcji dokumentalnej AfryKamery, jego produkcję wsparł Leonardo DiCaprio. Dokument o prawdopodobnie jednym z najpiękniejszych miejsc na ziemi – Narodowym Parku „Virunga” w Republice Kongo. Opowiada o walce o ten wyjątkowy skrawek ziemi, wyjątkowo piękny i zamieszkały przez wyjątkowych mieszkańców – ostatnie osobniki goryli górskich. W opanowanej przez korupcje, domowe wojny i zachodnie koncerny zainteresowane wydobyciem ropy, Park Virunga stał się cennym celem. Reżyser przy pomocy dziennikarki aktywistki wprowadza nas w świat skorumpowanych interesów, przekupnej władzy i bezwzględnych wojskowych. Jednak przy całym politycznym aspekcie sprawy nie zapomina o tym co najważniejsze: samym parku, gorylach i przede wszystkim grupie odważnych ludzi ich broniących. Ludzi gotowych poświęcić się na rzecz tej ziemi i tych zwierząt. Dokument robi ogromne wrażenie i zostawia nas z poczuciem, że my również chcemy pomóc bo „Virunga” to nasze - ludzkości - dziedzictwo. Zróbcie więc to, nie bądźcie gorsi od Leo DiCaprio (i ode mnie) i zrzućcie się na ten cel. Nie muszę chyba dodawać, że warto? Wszystkie potrzebne informacje by to uczynić znajdziecie TU


Zaległości kinowe 

„Sils Maria” reż. Olivier Assayas, Francja 2014



Film z rodzaju tych przegadanych. Albo się takie kino lubi, albo nie. Ja akurat lubię. Assayas konfrontuje na ekranie dwie aktorki: dojrzałą Binoche i młodą Steward. Jest to pojedynek na bardzo wysokim poziomie. Rzeczywiście zaskakuje Steward – od jej postaci nie sposób oderwać wzroku. Kino o tyle ciekawe co czasem trochę zbyt wydumane.


Serialowy update

Powróciłam do najnowszych sezonów moich ukochanych seriali.

3 seria „Banshee” znowu dostarczyła nieprawdopodobnych emocji. Ten serial mógłby swoim tempem i gęstą fabułą obdzielić kilka innych produkcji.

„Ripper street” miało zostać skasowane po dwóch sezonach, ale zlitował się nad nami Amazon i zafundował trzeci sezon. Jak dobrze wrócić do Whitechapel! Jeśli jeszcze nie śledzicie losów trójki z posterunku w Londynie macie teraz okazję zacząć przygodę z serialem dzięki kanałowi Ale Kino+. Ja wciskam ten serial dosłownie każdemu. Ostatnio dostałam taką wiadomość: „dzięki za polecenie, jest świetny! ;)” No jest. 


Inne

Niesamowite zdjęcia z planu robione przez lata przez Jeffa Bridgesa. Obejrzyjcie je koniecznie: TU

"Wspaniali Bracia Bakerowie" to jeden z moich ulubionych filmów

"Konstelacje" w Teatrze Polonia

www.teatrpolonia.pl

Wspominam o tym bo to doskonała sztuka. Ostatnio na Broadwayu wystawiano ją z Jakiem Gyllenhaalem i Ruth Wilson. U nas grają Maria Seweryn oraz Grzegorz Małecki. W teatrze z reguły stawiam na klasykę, ale "Konstelacje" udawadniają, że współczesne sztuki również potrafią poruszyć. Ile w naszym życiu zależy od przypadku, ile od przeznaczenia, a ile od nas samych? Jak mogłyby potoczyć się nasze losy gdybyśmy się inaczej zachowali, powiedziali coś innego, innym tonem? "Konstelacje" to niekończąca się feria różnych możliwości. A co jeśli, a co gdyby? Świetnie napisany tekst i bardzo dobrze zagrany.


Olga Boznańska w Muzeum Narodowym 


O Boznańskiej piszę z kolei dlatego bo jej życiorys to idealny materiał na film. Malować uczyła się w czasach gdy do szkół artystycznych nie przyjmowano kobiet, a mimo to zrobiła ogromną karierę. Jej obrazy były kupowane przez galerie z całej Europy. Mieszkała i toworzyła w Krakowie, Monachium i Paryżu. Pod koniec życia była jednak zapomniana, biedna, chodząca w niemodnych sukniach po paryskich bulwarach. Fascynująca postać.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...