27.02.2015

alternatywne komedie: "Głosy" i "Co robimy w ukryciu"



Głosy reż. Marjane Satrapi, Niemcy/USA 2014 


Podoba mi spojrzenie na świat Marjane Satrapi, lubię widzieć rzeczywistość jej oczami. Rzeczywistość, w której dzieją się rzeczy straszne i magiczne. W „Kurczaku ze śliwkami” mieszała baśń z czarną komedią, w „Głosach” w komiksowy sposób opowiada o chorobie psychicznej, łącząc to z  makabrycznym humorem w stylu Tarantino.

Początek filmu zabiera nas w cukierkowy świat amerykańskiej prowincji. Fabryka wanien, w której pracuje główny bohater Jerry, pełna jest różowych akcentów i bąbelków. Pracownicy są mili, dziewczyny wyglądają jak pin-up girls. Jerry jest nowym pracownikiem, ale radzi sobie świetnie. Koledzy go lubią, szef jest zadowolony. Wszyscy razem organizują firmową imprezę, na której Jerry pozna się bliżej z Fioną – Angielką z działu księgowości, która bardzo mu się podoba. Tak bardzo, że … zadźga ją nożem.

Satrapi jakby nie mogła zdecydować się, w którą stronę chce ciągnąć tę historię. Z jednej strony to przerysowana komedia, z drugiej dość mroczny thriller. Jerry (Ryan Reynolds) cierpi na poważne psychiczne zaburzenia i stanowi ogromne zagrożenie dla siebie oraz otoczenia. Podoba mi się w jaki sposób reżyserka ukazała jak odmiennie widzą i rozumieją rzeczywistość chore osoby. Tytułowe głosy to głosy w głowie Jerrego. Głosy, które on słyszy jako rozmawiające z nim jego domowe zwierzaki. Tak, Jerry prowadzi konwersacje z swoim psem i kotem. Pies jak to pies - jest dobrą  i przyjacielską duszą, kot zaś stanowi uosobienie złośliwości. Pies wierzy w dobre serce swojego pana, kot sprowadza go na ścieżkę zła. Rozmowy między tą trójką są największą zaletą „Głosów”. Zwierzakom głosu użyczył Ryan Reynolds, będący w tej roli nie do rozpoznania. Zwłaszcza jako mówiący z silnym irlandzkim akcentem rudy sierściuch. Niestety władzę nad umysłem Jerrego przejmie w końcu kot i jak można się łatwo domyśleć nie skończy się to za dobrze…

„Głosy” opowiadają o traumie z dzieciństwa, która w dorosłym życiu staje się tkwiącymi w głowie demonami. Dlatego mimo pastiszowego charakteru film ma też sceny bardzo poważne. Jak ta gdy widzimy jak wygląda świat wokół Jerrego gdy zażyje on leki na swoją chorobę. Dla mnie był to moment naprawdę porażający.

Ryan Reynold w roli Jerrego bardzo się stara wykreować nieszablonową postać psychopaty. Raz jest zabawny, za chwilę przeraża. Jak dla mnie trochę za bardzo szarżuje. Bohater powinien być przerysowany, ale czy aż tak…? Partnerujące mu Anna Kendrick i Gemma Arterton pokazują natomiast duży talent komediowy, zwłaszcza w scenach, w których grają tylko ich głowy ;)

„Głosy” są ciekawą zabawą w kinie, ale zabawą podszytą wcale nie takim śmiesznym problemem psychicznych zaburzeń.


Co robimy w ukryciu reż. Jemaine Clement i Taika Waititi, Nowa Zelandia 2014



Przebój ostatniego Warszawskiego Festiwalu Filmowego.

Zastanawialiście się kiedyś jak wygląda życie codzienne wampirów? Jak spędzają noce, jak prowadzą dom, gdzie wychodzą się zabawić, jakie mają rozrywki? Na te pytania postanowiła odpowiedzieć ekipa dokumentalistów, która przez pewien czas towarzyszyła grupce wampirów mieszkających razem w domu w Nowej Zelandii. Dzięki nim poznajmy rytuały trójki wampirów: Vladislava, Viago i Deacona, których dzieli duża różnica wieku (po kilkaset lat), różne upodobania i doświadczenia, ale łączy przyjaźń.

„Co robimy w ukryciu” to taki wampirzy reality show ukazujący życie społeczności wampirów z jednego miasta. Chłopaki mieszkają razem i mają codzienne problemy wszystkich współlokatorów: jeden nie zmywa od 200 lat, drugi się wiecznie czepia, trzeci ma zbyt wybuchowy charakter. Najbardziej ułożony z nich – Viago, przypomina o porządku w domu, zwołuje lokatorskie spotkania, dba o dobrą atmosferę. Filmowcy zaczęli kręcić życie tej paczki na kilka miesięcy przed bardzo ważnym wydarzeniem całej lokalnej wampirzej wspólnoty – corocznym balem, na które wszyscy się wybierają i do którego będą się przygotowywać. 

Pomysł by opowiedzieć tę historię w taki właśnie sposób – jako „dokument” to był strzał w dziesiątkę! Główny ładunek komediowy mieści się właśnie w tym zabiegu. Bohaterowie albo mówią wprost do kamery, jak chociażby w serialach „Współczesna rodzina” czy „Parks & Recreation”, albo kamera po prostu niby uczestniczy w ich życiu. Jedna z moich ulubionych scen to ta gdy ekipa filmowa wybiera się z chłopakami na miasto. Wampiry jak każdy chcą się zabawić w piątkowy wieczór. Niestety żaden Klub nie chce ich wpuścić. Snują się od miejsca do miejsca wszędzie słysząc odmowę. Po drodze spotykają różne inne wampiry, które również kręcą się po mieście. Nasi bohaterowie lądują w końcu w tym samym barze co zawsze, jedynym, który otwiera dla nich drzwi. I właśnie takie codzienne problemy niecodziennych bohaterów są najbardziej komiczne.

„Co robimy w ukryciu” opowiada tak naprawdę o grupie przyjaciół, która się wspiera, wkurza, ale co by się nie działo trzyma się razem, we wspólnocie. A więc przesłanie jest jak najbardziej ludzkie. Sam film czaruje po pierwsze oryginalnym pomysłem, po drugie żartem sytuacyjnym. To niekończący się gag, który na szczęście przez cały film śmieszy.  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...