31.12.2015

Beasts of no nation

"Beasts of no nation" reż. Cary Fukunaga, USA 2015

„Beasts of no nation” zapisało się już w historii kina jako pierwsza pełnometrażowa produkcja internetowego serwisu Netlix, wypuszczona jednocześnie on-line i w kinach studyjnych, która na dodatek swoją premierę miała w oficjalnej selekcji Festiwalu w Wenecji. Ale nie jest to tylko „issue movie”, zmieniający dotychczasowy układ w przemyśle filmowym i reguły gry, to przede wszystkim świetnie wyreżyserowane, mocne wojenne kino.

30.11.2015

London Film Festival 2015


Zawsze warto odwiedzić Londyn. Jeszcze lepiej zrobić to podczas London Film Festival organizowanego przez British Film Institut, który zawsze odbywa się na jesieni. Planowałam to od kilku lat i w końcu się udało. I było wspaniale!

21.11.2015

Brooklyn

"Brooklyn" reż. John Crowley Irlandia/Kanada/Wielka Brytania 2015

Imigrancka saga połączona z miłosną historią, którą miałam okazję obejrzeć na London Film Festival. 

Irlandia w latach pięćdziesiątych XX wieku. Eilis Lacey wsiada na pokład statku do Ameryki, aby zacząć lepsze życie na nowojorskim Brooklynie. Śledzimy jej drogę od rozpoczęcia pracy w domu towarowym, przez próby dostosowania się do nowego klimatu i kultury, kruszenie uczucia samotności, aż do dnia kiedy Eilis zrozumie możliwości rozwoju, przygody i miłości, które ofiaruje jej Nowy Jork. I gdy znajdzie się w tym punkcie, w którym wszystko zaczyna się układać, tragedia rodzinna przyniesie ją z powrotem do ojczyzny. Będzie między młotem a kowadłem gdy stanie przed wyborem między komfortowym samopoczuciem tego co zna, a tym kim mogłaby się stać jeśli postawi wszystko na jedną kartę.

11.11.2015

Pokój

"Room" reż. Lenny Abrahamson, Irlandia 2015

Zwycięzca nagród publiczności na festiwalach w Toronto i Warszawie. Nie obejrzycie w tym sezonie bardziej targającego Waszymi emocjami filmu. Ja miałam okazję widzieć go podczas London Film Festival.

Ranek. Widzimy Ma i Jacka zaczynających dzień. Budzą się, wstają, jedzą śniadanie. Klasyczny poranek matki i dziecka. Dopiero po chwili orientujemy się, że perspektywa nie będzie się dalej poszerzać, że nasza dwójka mieszka w domku – pokoju, którego z nieznanych przyczyn nie może opuszczać. I że tytułowy pokój to cały ich świat.

03.11.2015

"Powrót" na 31. WFF

"The Daughter" reż. Simon Stone, Australia 2015

Henrik Ibsen po australijsku. Jedna rodzina, wiele dramatów.

Reżyser Simon Stone w australijskim świecie teatru uchodzi za rewolucjonistę, który odświeża na deskach klasykę. Tym razem swoją wersję klasyki - „Dziką kaczkę”, po raz pierwszy przeniósł do kina.

25.10.2015

45 lat

"45 years" reż. Andrew Haigh, Wielka Brytania, 2015

W filmie Andrew Haigha jest wszystko co najlepsze w klasycznym, europejskim kinie: mało bohaterów, skromny plener, za to mnóstwo emocji.

Historię „45 lat” osadzono w angielskiej prowincji, a ilość postaci ograniczono do minimum. Nic nas od głównego wątku nie odciąga. To intymne studium relacji dwójki ludzi, której fundamenty zostają poważnie naruszone, gdzie wszystko rozgrywa się w dialogach, spojrzeniach, wyrazie twarzy.

Kate i Goeff Mercer szykują się do imprezy z okazji 45-tej rocznicy ślubu kiedy on otrzymuje list - potwierdzenie odnalezienia ciała jego zaginionej, pierwszej miłości. Czy przeszłość może podważyć 45 lat wspólnego życia, życia zdawałoby się wyjątkowo szczęśliwego?

04.10.2015

Młodość

"Youth" reż. Paolo Sorrentino, Wielka Brytania/Włochy/Szwajcaria 2015 

Pierwsza scena „Młodości” doprowadziła mnie do łez. Oto znowu zdajemy się być wciągnięci w wir imprezy, która otwierała „Wielki piękno”. Wybucha muzyka i feeria barw, kamera krąży wokół występującej piosenkarki, a my czujemy, że trafiliśmy w dobre miejsce. I właśnie to poczucie – bycia w domu, bardzo mnie wzruszyło. Już od pierwszej sceny wiedziałam, że będzie dobrze. I tylko myśl, że nie spotkam tym razem Jepa Gambardelli, kuła w serce.

01.10.2015

letnie skrawki

skrawki na wakacjach

Latem nigdy nie jest mi z kinem po drodze. Ciepłe wieczory kuszą różnymi atrakcjami, tyle się dzieje, czas tak szybko leci. Lato trwa chwilę. I nie można tej chwili zmarnować. Co nie znaczy, że mi kina nie brakowało. Brakowało i z niecierpliwością czekam aż wrócę w końcu do swojego starego rytmu. Do siedzenia ciągle kinie, do pisania. W tym tygodniu leżałam chora w łóżku i rozmyślałam o tych jesiennych wieczorach, które nadchodzą. I ta wizja napawała mnie radością. 

Ale jednak coś tam się działo. Długo mnie nie tu nie było, czas więc nadrobić kilka zaległości. Zacznijmy od letnich skrawków.

20.08.2015

Nieracjonalny mężczyzna

"Irrational man" reż. Woody Allen, USA 2015 

Iść na nowy film Allena, to jak złożyć wizytę u starego przyjaciela albo w mieście, które odwiedza się już po raz kolejny. Wszystko jest dobrze znane, czujemy się swojo i bezpiecznie, trudno nas zaskoczyć, ale i nie po to tam idziemy. Idziemy bo wiemy czego się spodziewać. Na ekranie wita nas ta sama czcionka napisów otwierających, doświadczamy tych samych sztuczek narracyjnych, fabuła toczy się wokół znanych nam tematów. Kręcimy się w kółko, jak w życiu – dotykają nas wciąż te same problemy i te same uniesienia.

14.08.2015

O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu

"A girl walks home alone at night" reż. Ana Lily Amirpour, USA 2015

Film o mnie. Wracam nocą sama do domu. Najczęściej z kina. Nie mam jednak deskorolki, nie noszę czadoru i nie jestem wampirem.

04.08.2015

15 Festiwal Filmów Skandynawskich w Darłowie


Mam jednak niesamowitych czytelników: gdzie ja nie mogę być tam są oni i jeszcze przesyłają relację ! 

Jak wiecie skrawki kina objęły patronatem 15 Festiwal Filmów Skandynawskich w Darłowie. Był to ogromny zaszczyt i przyjemność bowiem od lat uwielbiam skandynawską kinematografię. Z chęcią bym się osobiście wybrała na Festiwal, ale niestety w Warszawie trzymało mnie moje drugie życie czyli praca. Po tej relacji Agaty nie ma jednak opcji żebym nie zjawiła się na Festiwalu za rok. Tak więc jak już się to kiedyś zdarzało w historii bloga - oddaję go dziś w ręce czytelniczki i przy okazji fanki dobrego kina. Przeczytajcie jej relację z Darłowa.

Dziś w Ale Kino + „Godzina rysia” czyli w innym tłumaczeniu „Wyjątki z dekalogu” - film, który pojawił się na tegorocznym Festiwalu Filmów Skandynawskich w Darłowie.

Już od 15 lat Darłowo w środku wakacji przyciąga fanów skandynawskiej kinematografii. Szczerze mówiąc był to jedyny motywator żeby wybrać się do nadmorskiego kurortu w samym szczycie sezonu letniego. Po ponad tygodniu od powrotu mogę śmiało powiedzieć, że warto było i już teraz planuję przyszłoroczne wakacje w taki sposób żeby odwiedzić Festiwal. 

28.07.2015

Lost River

"Lost River" reż. Ryan Gosling, USA 2014

„Lost river” daje to uczucie, po które chodzę do kina – zabiera w inny świat. Bo choć film nie pozbawiony jest wad, tworzy w kinie jakąś magiczną atmosferę, która uwodzi. Mrokiem, bajkowością, niedopowiedzeniami. Ryan Gosling film sam napisał i wyreżyserował i jest on tak jak cała jego kariera: bezkompromisowy i bardzo „indie”.

11.07.2015

Skandale złotej ery Hollywood - KONKURS

"Skandale złotej ery Hollywood", Wydawnictwo ZNAK, 2015 

W grudniowych „skrawkach” pisałam :

[...] Zarówno w filmie o McQueenie jak i o Dietrich uderzyło mnie, że szalone życie miłosne w Hollywood to nie jest wymysł naszych czasów. Steve McQueen swoją drugą żonę - Ali MacGraw (Jennifer z „Love story”) sam wybrał sobie jako partnerkę do filmu, a potem szybko odbił ją hollywoodzkiemu producentowi. Oboje mieli wtedy obrączki na palcach. Marlena Dietrich, choć przez niemal całe życie miała tego samego męża, słynęła z licznych romansów, w tym także z kobietami. Wielokrotnie publicznie przyznawała też, że miłością jej życie jest Jean Gabin. Na włoskiej wyspie Stromboli miała zaś miejsce włosko-szwedzka telenowela miłosna, która skończyła się małżeństwem Ingrid Bergman z Robertem Rossellinim. […]

Tak, historia „obozu filmowego” - bo tak kiedyś nazywano Hollywood, to historia pisana skandalami i to nie tylko z dziedziny romansów. To historia pisana dramatami, ciężkimi decyzjami i niespełnionymi marzeniami. Dlatego gdy Wydawnictwo Znak przesłało mi do zrecenzowania swoją najnowszą pozycję, z przyjemnością przyjęłam propozycję poznania tych fascynujących faktów z początków i lat największego rozwoju kina.

„Skandale złotej ery Hollywood” stanowi zbiór felietonów pisanych przez lata przez Anne Helen Petersen, felietonistkę BuzzFeed i The Hairpin, gdzie prowadzi dział Skandale klasycznego Hollywood. Na początku książki autorka składa nam obietnice: nie będziecie się mogli oderwać od tych historii. I ma rację.

09.07.2015

Docs against gravity - podsumowanie


Jestem zachwycona tym festiwalem. Doborem filmów, programem, organizacją. Grafik pękał w szwach i naprawdę nie sposób by film, na który polowaliśmy nam przepadł, bowiem były one grane kilkakrotnie. Wspaniali gości, ciekawe rozmowy i bardzo luźna atmosfera stwarzająca uczucie bliskości. Można było porozmawiać z każdym twórcą, zadać każde pytanie, rozwiać każdą wątpliwość. Naprawdę jestem pod ogromnym wrażeniem i już nie mogę doczekać się kolejnej edycji :)

Na festiwalu obejrzałam 10 filmów:

06.07.2015

z Qponami w Multikinie na "W głowie się nie mieści"

"Inside Out" reż. Pete Docter, USA 2015 

Gdzie najbardziej i najwięcej toczy się Wasze życie? W domu, w pracy, na uczelni? Moje życie toczy się głównie w mojej głowie. I nie tylko moje. Wasze też.

Nie wiem jak Wy, ale ja spędzam tam dużo za dużo czasu. Bardzo dużo rozmawiam ze sobą. Na głos. Na ulicy. Wstydziłam się tego długo bo zdarzyło mi się, że to usłyszał i rzucił mi zdziwione spojrzenia. Pogodziłam się jednak z tą przypadłością i uznałam, że ja po prostu tego potrzebuję. Potrzebuję ze sobą rozmawiać na głos. Czasem to siedzenie w mojej głowie mnie przeraża bo zdaje się, że dzieje się w niej znacznie więcej niż w prawdziwym życiu. Wiem jednak już, że pewne rzeczy dzieją się trochę poza mną. Jak na przykład to, że mam problem z zapamiętywaniem twarzy. To nie moja wina. Tam w głowie po prostu coś nie działa i nie łączy. No właśnie, tam w głowie. Czy zastanawialiście jak „tam” jest?

Jako dziecko wychowane na serii „Było sobie życie” i „Był sobie człowiek” oczywiste jest dla mnie to, że w moim organizmie żyje tysiące małych stworzonek, które kierują moim ciałem. Stale wędrujące czerwone i białe krwinki, szybkie jak błyskawica impulsy, paskudne bakterie, z którymi walczą przeciwciała. Myślę, że dla każdego z pokolenia lat 80 to jest oczywista i podstawowa wiedza. Dla tych, którzy tego nie wiedzą, Pixar postanowił pokazać jak wygląda wnętrze naszego umysłu. Jak to wszystko działa i funkcjonuje.  

25.06.2015

Manglehorn

"Manglehorn" reż. David Gordon Green, USA 2014 

Łatwo trzasnąć za sobą drzwi, trudniej zamknąć na dobre drzwi do przeszłości. Pogodzić się z tym co było, co utraciliśmy, co odeszło bezpowrotnie. Zamknąć rozdział, ruszyć dalej. Ilu z nas przeszłość trzyma w swych szponach, ilu z nas żyje wspomnieniami nie potrafiąc skupić się na tu i teraz?

Angelo Manglehorn absolutnie tego nie umie. W jego głowie są w zasadzie tylko wspomnienia, jego życie kręci się wokół utraconych chwil. Wciąż rozmyśla, pisze listy do dawnej miłości, wraca do minionych dni.  

10.06.2015

„Scena Zbrodni” (wersja reżyserska) i „Scena ciszy” na Docs Against Gravity

"The look of silence" reż. Joshua Oppenheimer, 2014

Z Joshuą Oppenheimerem łączy mnie uwielbienie dla twórczości Wernera Herzoga. On po obejrzeniu jego „Nawet karły były kiedyś małe” postanowił zostać filmowcem, ja po pierwszym zetknięciu z twórczością niemieckiego reżysera - „Rekolekcji na temat mroku” - pokochałam dokumenty. Łączy nas też podobne spojrzenie na rolę dokumentu i podobne wobec niego oczekiwania.

Choć urodzony w Texasie, Oppenheimer to zdecydowanie europejski reżyser. W zainteresowaniu tematami, w stylu pracy, w podejściu do zawodu, w stosunku do formy. Z resztą jego życie zawodowe od lat z Europą jest związane: nieszka, naucza i tworzy w Kopenhadze, na zmianę z Londynem.

Oppenheimer to artysta z bardzo wyrobioną wizją swojego zawodu, który mimo, że sam tego tak nie określa, ma swój własny dokumentalny manifest. Nie uważa się za opowiadacza historii, właściwie bardzo unika nadużywanego słowa „storyteller”. Wierzy w sprawczą, wręcz interwencyjną, moc dokumentu. Nie uznaje dokumentów robionych jak reportaży, na zasadzie montażu gadających głów. Nie jest zdania, że filmy dokumentalne mają być oknem na świat. One mają być czymś więcej - lustrem, w którym ten świat się odbija. Oppenheimer dostrzega ogromny marazm, który opanował dziennikarstwo na całym świecie. Media przestały być tymi, którzy szukają, a stali się tylko tymi, którzy przekazują. Dziennikarze sprowadzili się do roli stenotypistów władzy i to właśnie dokumentaliści przejęli na siebie ich rolę. Rolę odkrywania tego co zapomniane i ukryte, odłożone na bok, skrzętnie zamiecione pod dywan, zmarginalizowane. To oni stają po stronie społeczeństwa, a nie zadowalają się rolą bycia arbitrem władzy.

01.06.2015

„Aktorka” – portret Elżbiety Czyżewskiej na 55. Krakowskim Festiwalu Filmowym

„Aktorka” reż. Kinga Dębska i Maria Konwicka, Polska 2015 

Panorama filmu polskiego

Elżbieta Czyżewska – twarz i ikona lat 60 w Polsce. Gwiazda, którą na żywo podziwiał wypełniony po brzegi Stadion Legii. Piękna, utalentowana, ekscentryczna. Prawdziwa osobowość. W złotej erze polskiego kina grała u najlepszych, dziś jest trochę zapomniana. W 2012 roku przypomniała ją książka Izy Komendołowicz pt. „Elka. Wspomnienia o Elżbiecie Czyżewskiej”, będąca odważnym portretem aktorki. W tym roku robi to dokument Kingi Dębskiej i Marii Konwickiej pt. „Aktorka”.

U szczytu sławy, gdy w Polsce osiągnęła już wszystko, wyemigrowała do USA. Mówiono, że by robić większą karierę. Tak naprawdę wyjechała bo musiała. Amerykański mąż został wydalony z Polski za antygomułkowski artykuł i Czyżewska wraz z nim dostała wilczy bilet. W Stanach rzeczywiście liczyła na rozwinięcie skrzydeł, wiedziała, że w Polsce nie ma już szans się rozwijać. Niestety szybko okazało się, że jej mocny wschodni akcent uniemożliwi jej zrobienie kariery. Nigdy nie dała rady się przebić. Aktorka, która we własnym kraju była gwiazdą, w USA nie odniosła sukcesu. W po śmierci „New York Times” nazwie ją „królową bez królestwa”.

27.05.2015

55. Krakowski Festiwal Filmowy - zapowiedzi cz. I


Mimo dzielącej mnie i Kraków odległości mam zaszczyt i przyjemność współpracować po raz kolejny z Krakowskim Festiwalem Filmowym. Festiwalem, który swym programem zwala mnie z nóg. Jestem pod ogromnym wrażeniem filmów, jakie odkrywa i zbiera z całego świata. Nic, tylko oglądać ! 

Od dziś będę Wam więc przybliżać niektóre pozycje z naprawdę bogatej listy dobroci Festiwalu. Na pierwszy ogień polskie krótkie filmy.

19.05.2015

Taxi-Teheran

"Taxi" reż. Jafar Panahi, Iran 2015 

Możnaby podejrzewać, że Berlin z sentymentu nagradza irańskiego reżysera, którego wiele lat temu wypromował, a na którym ciąży teraz zakaz opuszczania kraju i kręcenia filmów. Kiedy jednak obejrzy się „Taxi - Teheran” okaże się, że po pierwsze to film idealnie wpisujący się w idee promowane od lat na Berlinale, po drugie, że to przede wszystkim naprawdę wyjątkowy projekt.

10.05.2015

kwietniowe skrawki


Kwiecień to był szalony miesiąc, praktycznie nie wychodziłam z kina, a zarazem obejrzałam tylko jedną produkcję z obecnego repertuaru. A to dlatego, że w tym miesiącu zaliczyłam aż 4 filmowe festiwale.

Festiwale

09.05.2015

Timbuktu

"Timbuktu" reż. Abderrahmane Sissako, Francja/Mauretania 2015 

Boimy się filmów z Afryki bo boimy się egzotyki. Boimy się, że się nie odnajdziemy w tej odmiennej kulturze, zwyczajach, krajobrazach. Że to wszystko jest takie obce, inne i odległe. Zbyt często skreślamy przez to filmy pozornie nie z naszego kręgu. Byłoby wielką szkodą gdyby stało się tak również w przypadku „Timbuktu”. To świetnie napisany, mistrzowsko wyreżyserowany i przepięknie nakręcony film. To także wielka lekcja o naszym współczesnym świecie.

Ile ten film rozbraja stereotypów, ileż wyśmiewa zachowań i postaw! Wyszydza powierzchowność, owczy pęd, ślepe podążanie za religią, ideą. Hołduje za to zdrowemu rozsądkowi, roztropności, życiowej mądrości.

28.04.2015

Gdzie jest moje pokolenie ? "Hardkor Disko" , "Małe stłuczki" i "Heavy Mental"

"Hardkor Disko" reż. Krzysztof Skonieczny, Polska 2014 

Obejrzałam ostatnio 3 polskie filmy, określane przez twórców i media mianem filmów o współczesnych młodych ludziach. W zasadzie w żadnym z nich nie odnalazłam nawet cząstki siebie, swojego życia, mojego świata, znajomych. Więc albo ja w środku mam jakiegoś starego dziada, albo to po prostu nie jest o mnie.

13.04.2015

Relacja z 13. Festiwalu „Łodzią po Wiśle” i recenzja filmu „KAC” – Grand Prix


Na 2 dni warszawskie kino ILUZJON opanowuje zgraja studentów z łódzkiej filmówki J Jest głośno, chaotycznie, panuje atmosfera ogólnego wyluzowania. Na sali trudno znaleźć wolne miejsce – sama pierwszego dnia odeszłam z kwitkiem, z resztą nie tylko ja, na panelu „Reżyserzy i krytycy rozmawiają” jeden z reżyserów przyznał, że nie widział swojego filmu bo nie został już wpuszczony na projekcję. Poza salą trudno dopchać się po piwo J Lubię ten Festiwal właśnie za ten jego luz. Za tę płynność przejścia między oglądaniem filmów, a byciem na imprezie. Tu w zasadzie bezustannie trwa jedno i drugie.

Od lat staję się też coraz większym fanem krótkiego metrażu – formy zdecydowanie wciąż zbyt mało docenianej. Na „Łodzią po Wiśle” można odczuć, że parę minut filmu wystarczy by odcisnąć się w naszej pamięci. By zostawić ślad. Coś zasiać. Zaciekawić. Poruszyć.

Poziom filmów studentów bywa bardzo różny. Od kilku lat można zauważyć, że prawie nie ma już filmów słabych technicznie. Oraz, że nikt nie jest już ograniczony jakąś formą. Filmy są kręcone na dobrym sprzęcie, jak i kamerkami z ręki czy wręcz komórkami. Wszystko dopasowane do historii, którą opowiadają.

Zdaje się, że jedynym ograniczeniem paradoksalnie może być nie brak kreatywności, a Szkoła, która decyduje o dopuszczeniu bądź zablokowaniu do realizacji projektów. Może właśnie dlatego moją ulubioną festiwalową sekcją zawsze były animacje, które na „Łodzią po Wiśle” są najbardziej „odjechane”. Jakby nie ograniczały ich żadne reguły.

Dla kogo jest „Łodzią po Wiśle” ?

01.04.2015

wiosenne festiwale filmowe


Od jesiennego szaleństwa festiwalowego lepsze jest tylko szaleństwo wiosenne :) Tyle dobroci, tyle wydarzeń, pokazów, seansów ! Nic tylko siedzieć w kinie!

Poniżej przedstawiam warszawskie wiosenne festiwale filmowe, które Wam polecam i na które sama się wybieram :

31.03.2015

Body/Ciało

"Body/Ciało" reż. Małgorzata Szumowska, Polska 2015

Macie reżyserów, których lubicie, ale już ich filmy trochę mniej ? Ja mam tak z Szumowską. Bardzo jej kibicuję, ale gdy przychodzi do oglądania jej filmów to czuję ból zawodu i irytację zmarnowanej szansy. Na „Body” szłam więc z ogromnym niepokojem. Czy znowu będzie efekciarsko? Czy znowu się w kinie nie dogadamy?

„Body” to film zagadka. Zabawa z widzem. Właściwie do ostatniej sceny nie wiadomo czy reżyserka mówi na poważnie, czy puszcza do nas oko. I ta przewrotność filmu jest jego największą zaletą.

Rzeczywiście wszystko tu jest bardzo przemyślane: kadry, scenografia, charakteryzacja, montaż. Budzi szacunek jak reżyserka nad tym wszystkim panuje. Widać, że na film był konkretny pomysł, który został precyzyjnie wykonany. Mieć wizję to w polskim filmie wciąż rzadkość.

20.03.2015

zimowe skrawki


Kino Lab w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski

Co można robić innego zimą niż oglądać filmy? Było tego sporo. Bo długie ciemnie wieczory, bo Oscary. Poniżej opisuję wszystkie kinowe zaległości, które nie trafiły na bloga oraz inne około filmowe wydarzenia z życia skrawków. Enjoy !  


12.03.2015

Dumni i wściekli

"Pride" reż. Metthew Warchus, Wielka Brytania 2014

Węglem i tęczą.

Kiedy prowadzisz walkę z wrogiem znacznie większym niż ty i otrzymujesz wsparcie od przyjaciół, o których nawet nie wiedziałeś, to najlepsze uczucie na świecie – tak w gejowskim barze przemawia jeden ze strajkujących górników. Jesteśmy w Anglii, w latach 80.

W 1984 roku angielscy górnicy (głównie walijscy) przez niemal rok bronili swoich miejsc pracy – nierentownych kopalń. Miłościwie panująca Margaret Thatcher była nieugięta i bezwzględna wobec strajkujących, na których nasyłała policję, odcinała im prąd, jej specjaliści oczerniali górników w mediach. To nie był zwykły strajk. To był Wielki strajk, który na długie lata spolaryzował angielskie społeczeństwo.

W tym samym czasie, w stolicy Anglii o swoje prawa upominały się środowiska LGTB. Im policja też nie dawała spokoju, zatrzymywała bez powodu, trzepała, biła, poniżała. Kiedy trochę im odpuściła, przedstawiciele ruchu wiedzieli, że tylko dlatego, że nęka w tym czasie kogo innego – górników.

Nie rozumiem jak można walczyć o swoje prawa, a zapominać o prawach innych – mówi do swoich kompanów lider środowiska gejów i lesbijek. I zaczyna kwestować na rzecz pomocy górnikom. Tak zaczyna się niesamowita historia opowiadająca o zjednoczeniu ponad podziałami.

10.03.2015

Dwa dni, jedna noc

„Deux jours, une nuit” reż. Jean-Pierre Dardenne i Luc Dardenne, Belgia/Francja 2014 

Jak biednym trzeba być żeby być biednym ?

Czym jest bieda? Czy tylko brakiem pieniędzy? Bieda to brak dostępu do pewnych miejsc, usług, stylu życia; to bycie odciętym od korzyści, szans, możliwości; to niemożność spełnienia swoich potrzeb i aspiracji. Po pierwszych pokazach filmu czytałam kilka wpisów gdzie zarzuca się Dardennom, że to co on pokazuje to nie jest bieda. Bo bohaterka ma t-shirty z H&M, ma gdzie mieszkać, co jeść, ma laptopa. No to są jakieś kompletne bzdury. Przy takim podejściu prawdziwe filmy o biedzie opowiadać będą tylko o ludziach urodzonych w najniższych kastach w Indiach. Ludziach, którzy urodzili się, żyją i umrą na śmietniku. Ta sytuacja przypomniała mi też seans „Rich Hill” – dokumentu z Sundance, który wygrał u nas ostatni festiwal Watch Docs. Film opowiada o biednych rodzinach ze środkowych Stanów. Wiecie jakie komentarze są pod tym filmem na amerykańskich stronach? Że Ci ludzie nie są naprawdę biedni bo są biali! Że biali mają lepiej, nawet jak są biedni. Nie rozumiem takiej licytacji na biedę.

Dwa dni i jedną noc – tyle ma Sandra by przekonać swoich kolegów z pracy żeby zrezygnowali z premii w wysokości 1000 euro aby ona mogła zachować swoją posadę. Cały weekend poświęca więc by od drzwi do drzwi spotykać się ze swoimi współpracownikami i prosić ich o wsparcie. Sytuacja jest dla wszystkich bardzo trudna, Sandra ledwo co wyszła z depresji, jej koledzy to często żyjące skromnie rodziny imigrantów. Od lat pracują razem w miejscowej fabryce.

13.02.2015

Turysta

„Force majeure” reż. Ruben Ostlund, Dania/Francja 2014 

Wielka szkoda, że ten film nie wszedł do nas pod oryginalnym tytułem „Force majeure” czyli siła wyższa, którego dwuznaczność świetnie oddaje poruszany temat. Mdły „Turysta” nie mówi nic i jeszcze na dodatek może być mylony z gniotem z Angeliną Jolie i Johny Deppem z 2010 roku. „Turysta” AD 2015 jest bowiem filmem wielowymiarowym, który można obierać z kolejnych niuansów jak cebulę. To jest kino, o którym chce się pisać, rozmawiać, rozmyślać. Choć w samym scenariuszu dzieje się niewiele.

Typowa zachodnioeuropejska rodzina na urlopie we francuskich Alpach. On, ona i dwoje dzieci. Mieszkają w ładnym hotelu, jeżdżą razem na nartach, jedzą obiady w malowniczo położonych knajpach, wieczorem piją winą ze znajomymi. Sielskie życie klasy średniej. Jedno zdarzenie, chwila zagrożenia, która napędziwszy wszystkim strachu okaże się finalnie niegroźna, zmieni bardzo wiele.

06.02.2015

Polskie gówno

"Polskie gówno" reż. Grzegorz Jankowski, Polska 2014 

Tymon Tymański w ciągu roku wypuścił 2 filmy, które bardzo trafiły w mój gust. Pierwszym był dokument „Miłość”, o którym pisałam TU. Piękny dokument o muzyce, przyjaźni, młodości. Drugim „Polskie gówno” – niezależny rockowy musical komediowy. Absolutny hit ! 

Autorski projekt Tymona zabrał mu 8 lat. Pisania scenariusza, zbierania i ekipy i przede wszystkim kasy na produkcję. Czy dzięki temu film jest super profesjonalny i nadzwyczaj dopracowany ? No nie. Wieje od niego na kilometr typowym dla kina niezależnego amatorstwem. Jakość zdjęć pozostawia wiele do życzenia, aktorstwo nie jest pierwszej klasy, scenariusz pełen jest dziur. I co z tego, skoro film i tak ogląda się świetnie!

18.01.2015

Ziarno prawdy

"Ziarno prawdy" reż. Borys Lankosz, Polska 2015 

Mroźny poranek wczesnej wiosny w Sandomierzu. W centralnym punkcie miasta znalezione zostaje ciało młodej kobiety. Ciało jest gołe i doszczętnie pozbawione krwi. Gardło podcięte zostało bardzo ostrym narzędziem. Na miejsce zbrodni przybywa wyciągnięty z łóżka i od młodej kochanki prokurator Teodor Szacki. Profesjonalnym okiem, bez cienia emocji ocenia ciało denatki. Obok stoi roztrzęsiona, nie mogąca zebrać myśli Barbara Sobieraj. To ona powinna prowadzić tę sprawę, tak jak prowadzi inne sprawy w sandomierskiej prokuraturze od lat, ale po pierwsze nie miała jeszcze w swojej kariery morderstwa, po drugie ofiara jest, a raczej była jej przyjaciółką.

Jeśli czytaliście „Ziarno Prawdy” Zygmunta Miłoszewskiego - wiecie co dzieje się dalej. Jeśli nie znacie książki – to dopiero wstęp. Policja znajdzie kolejne ciało, a media rozpętają prawdziwą burzę gdy padnie podejrzenie, że mogą to być mordy rytualne. Na wierzch wyjdą polsko-żydowskie niesnaski, legendy i mity. W całej tej histerii trudno będzie prowadzić śledztwo i znaleźć autora paskudnych zbrodni.

Z ekranizacjami popularnych książek zawsze wiążą się ogromne oczekiwania i obawy. Ja szczerze mówiąc nie lubię oglądać filmowych wersji powieści, które mi się podobały i choć kino jest miłością mojego życia, w walce książki z filmem w 90% przypadków staję za tym pierwszym. Niestety ciekawość przeważnie bywa silniejsza. „Ziarno prawdy” przeczytałam ledwie parę miesięcy temu, z resztą z polecenia czytelników bloga i stałam się fanem stylu Miłoszewskiego. Pochłaniam duże ilości książek, nigdy nie przepadałam jednak za kryminałami, o czym już tu kiedyś wspominałam, gdyż przeszkadza mi ich nieunikniona schematyczność. Co innego w kinie – tam wszelkiego rodzaju thrillery są jednym z moich ulubionych gatunków. Uważam, że w tym przypadku akurat kino może z kiepskiego kryminału zrobić dobry film. Czy więc „Ziarno prawdy” jest udaną ekranizacją, a co ważniejsze czy jest to dobry film ?

11.01.2015

Whiplash

"Whiplash" reż. Damien Chazelle, USA 2014 

Nie mam czegoś takiego jak jeden ulubiony film, nigdy nie miałam i podejrzewam, że nigdy mieć nie będę. Ale gdyby ktoś przycisnął mnie do muru, gdyby bliscy zapytali się mnie z DVD którego filmu mnie pochować, byłoby to „Let’s Get lost”. Fabularyzowany dokument Bruce’a Webera z 1988 roku, którego głównym bohaterem jest Chet Baker. Moje 10/10.

Pisałam już tu kilka razy, że jest jeden rodzaj filmów, który szczególnie lubię: są to filmy o muzyce. Zarówno dokumenty jak i fabuły. Wobec dobrego filmu o muzyce staje się zupełnie bezbronna, emocje zawsze biorą u mnie górę i dyktują ocenę tych filmów. Nie mam zamiaru się ani tego wypierać, ani z tego tłumaczyć J

03.01.2015

grudniowe skrawki

Choinka, ja, Steve McQueen :) 

Grudzień - szalony miesiąc. Kolejne festiwale, w repertuarze kolejne ważne filmy do nadrobienia, a potem Mikołaj, Święta i godziny spędzone na kanapie przed TV :)

1. Festiwale

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...