03.11.2014

Kino gangsterskie na 30 WFF: „Brudny szmal” i „Cold in July”

"The Drop" reż. Michael R. Roskam USA 2014 

"Brudny szmal" reklamowany będzie jako ostatni film z udziałem Jamesa Gandolfini, ale aktorski popis daje tutaj przede wszystkim Tom Hardy.

W historii kina nie ma bardziej gangsterskiego miasta niż Nowy Jork, ani bardziej gangsterskiej dzielnicy niż Brooklyn. Akcja „Szmalu” choć usytuowana dokładnie tam, wcale nie zahacza o miejsca, których byśmy się spodziewali. W scenie otwarcia po dzielnicy oprowadza nas Bob Saginowski (wschodnioeuropejskie nazwiska to kolejny „must” tego gatunku), który tłumaczy nam jak mafia działa dziś. Nie prowadzi nas do wystawnych lokali czy biur wypełnionych mahoniowymi meblami jakie znamy z „Ojca chrzestnego”. Tłumaczy nam, że gangsterski biznes dzieje się w miejscach, których na co dzień nie dostrzegamy choć mijamy je na każdym kroku. Miasto pełne jest dziur, dziupli, punktów zrzutu. Te z kolei znajdują się w podrzędnych barach, zwykłych knajpach, tanich spelunach. W jednym z takich lokali Bob pracuje od lat. To Bar, który niby funkcjonuje jak każdy inny, ale raz na jakiś czas gangsterzy podrzucają tam swoją kasę. Robią tak w wielu innych miejscach. Nie można im odmówić. Nie można tej kasy stracić. Trzeba ją przechować. I tak co noc brudne pieniądze wędrują z rąk do rąk przez kontrolowane w całym mieście mafijne dziuple.

Tom Hardy, kojarzony na ogół z nadmiarem energii i ogromną charyzmą, gra tutaj wyjątkowo wycofanego i opanowanego faceta. To typ samotnika i odludka, który odzywa się tylko wtedy kiedy musi albo ma naprawdę coś do powiedzenia. Przy tym nie jest to rodzaj gbura, a raczej takiej złamanej duszy, która nie lubi się wychylać czy narażać. Drugą przetrąconą duszą jest Nadia (Noomi Rapace). Dziewczyna, która wyszła ze związku z niezbyt miłym gościem i chce przeszłość zostawić za sobą. Niestety nie jest to takie proste i niekoniecznie zależy od niej. Połączy ich podrzucony w śmietniku, skatowany pies.

Hardy zaimponował mi jak tę rolę poprowadził, tym, że skupił się na tym co miał – czyli dobrze napisanej historii i rozpisanej postaci i jej po prostu nie przeszarżował, a wręcz ograniczył środki. Było to bardzo ryzykowne posunięcie zważywszy na to, że widzowie to właśnie z nim mają się utożsamiać i mu kibicować, a jest to trudne gdy postać jest tak zamknięta, a aktor tak zdyscyplinowany w oszczędnej grze. Pewnie by się to nie udało gdyby nie jego talent, ale przede wszystkim największa gwiazda „The drop” czyli pies : ) Pies, który wyciąga emocje z Boba i jest ich dosłownym uosobieniem. Jest posłańcem, katalizatorem i zaczątkiem historii, a także odgrywa rolę symbolu złamanego serca, nadużycia, odpowiedzialności, zaopiekowania się kimś. Uroczy szczeniak kradnie każdą scenę i ociepla wizerunek swoich opiekunów.

Matthias Schoenaerts - tutaj jako ciemny typ Eric - to z kolei typ aktora o niespotykanej pewności siebie na ekranie. Jego postaci są zawsze bardzo intensywne i wręcz bezczelnie zawłaszczające całą uwagę widza jakby przejmowały każdy kadr tylko dla siebie. Pamiętacie go na pewno z "Rust and bone" lub "Głowy byka" również w reżyserii Roskama. Ten aktor ma ogromną filmową charyzmę i świetnie sprawdza się nawet w roli drugoplanowej. Bardzo lubię go oglądać. 

„Brudny szmal” ma bardzo gęsto napisany scenariusz i jest to jednocześnie męski film o twardych porachunkach, w którym przez większość czasu nie pada ani jeden strzał. Atmosfera robi się coraz bardziej intensywna, a widz przesuwa się do skraju fotela, mimo że na ekranie nie oglądamy nawet żadnej bójki. To naprawdę ciężki materiał wywołujący duże emocje głównie dzięki świetnym kreacjom aktorskim, które go niosą. Każda scena, każda interakcja wydobywa kolejne cechy postaci odkrywając przed nami ich motywy działania, charakter, postawy. Na koniec naprawdę zaskakujący zwrot akcji ustanawia „Brudny szmal” w gronie najlepszych filmów tego gatunku ostatnich lat.


"Cold in July" reż. Jim Mickle, USA 2014 

Mój ulubiony film tegorocznej edycji festiwalu. Nie spodziewałam się takiej rewelacji po seansie, na który zerwałam się w sobotę na 9:30 rano!

Skromny, niezależny film naśladujący styl noir i kino gangsterskie, a w efekcie będący tak naprawdę ich pastiszem.

Trójka bohaterów, która w zasadzie przez przypadek zaczyna wspólnie działać, to świetnie dobrane pod każdym względem aktorskie trio. Michael C. Hall będący wiodącą postacią daje popis komediowego aktorstwa, o które ja go nie podejrzewałam. Sam Shepard z kolei doskonale gra twardziela z zasadami. I zawsze dobrze mieć w każdej obsadzie Dona Johnsona – ten koleś to samograj!

Akcję filmu osadzono w latach 80 co samo w sobie daje ogromne możliwości humorystyczne, dodatkowo za miejsce historii wybrano małe miasteczko w Texasie - to zabójcze połączenie :)

Richard Dane – trochę gamoniowata głowa rodziny i mąż stale narzekającej żony – pewnej nocy zabija intruza we własnym domu. Działał w samoobronie, na dodatek zabity okazał się poszukiwanym przez policje lokalnym przestępcą, więc składa tylko wyjaśnienia i zostaje bohaterem swej społeczności. Dopóki na jego drodze nie stanie ojciec ofiary – jeszcze większy zbir, który prosto z opuszczenia więzienia udał się zemścić na mordercy syna. Wtedy Richard i jego rodzina zostaną osaczeni przez groźnego rzezimieszka.

Jest to jedynie zaczątek fabuły, która jest pokrętna jak górska droga. Ten film jest kompletnie nieprzewidywalny i to jest jego największy plus. Bo niby bazuje na czymś co doskonale znamy bo widzieliśmy w kinie nie raz, ale dzięki kilku naprawdę zaskakującym zwrotom akcji co i raz nas nabiera sprawiając przy tym ogromną frajdę. Poruszane są tu wszystkie główne tematy kina gangsterskiego: zemsta, honor, zasady, ale są one zmieszane w zupełnie inną kompozycję od tych, które znamy.

Film ogląda się świetnie, w ogromnym napięciu i ciekawości. Dodatkowo zabawne interakcje między bohaterami czynią seans wyjątkowo udanym. Choć jest to film w zasadzie brutalny i mroczny, nie można nazwać go inaczej niż świetną zabawą. Również za sprawą doskonale dobranej muzyki.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...