29.04.2014

Połówka żółtego słońca

"Half of a yellow sun" reż. Biyi Bandele, Wielka Brytania/ Nigeria 2013 

Ten pokaz na Afrykamerze był wyjątkowy. Reżyser, który miał być z nami obecny na seansie, w ostatniej chwili zawrócił z lotniska. Zawrócił by ratować swój film, cofnięty przez cenzurę, tuż przed wejściem na ekrany nigeryjskich kin.  

Często czytając książki oczami wyobraźni widzę już film na ich podstawie, wiadomo bowiem że dobre historie wcześniej czy później trafią przed kamerę. Mam takie pozycje, o których filmowej wersji marzę wyjątkowo mocno. Są to m.in. książki brytyjskiej pisarki Zadie Smith. „Białe zęby” a zwłaszcza „O pięknie” to moim zdaniem materiał na wybitne kino społeczne. Z resztą jej debiut podobno doczekał się telewizyjnej produkcji, niestety ja go nie widziałam. Dla tych, którzy nie znają: po pierwsze - radzę przeczytać ;) po drugie – Zadie Smith na przykładzie losów rodzin o afrykańskich korzeniach żyjących w Anglii, opisuje współczesne wielokulturowe społeczeństwo. Jej książki są pełne społecznych i historycznych odniesień, ale przy tym bardzo zabawne i po prostu ciekawe. Inną autorką, której książki chętnie widziałabym jak najczęściej na ekranie jest Doris Lessing, zwłaszcza pozycje dotyczące czasów kolonializmu. Jej opisy relacji między miejscowymi a brytyjskimi osadnikami ukształtowały moje myślenie o tej erze w historii Afryki i Anglii.  Czemu ja w ogóle o tym wspominam? Dlatego, że cieszę się te książki znam i żałuję, że w ręce nie wpadła mi wcześniej „Połówka żółtego słońca” autorstwa nigeryjskiej pisarki Chimamandy Ngozi Adichie. Obejrzałam tylko jej ekranizację, niestety bardzo rozczarowującą.

Akcja „Połówki…” rozpoczyna się w 1960 roku w Nigerii, w dzień kiedy państwo przestaje być brytyjską kolonią. Nastroje są wyśmienite, wszyscy fetują dzień niepodległości i z nadzieją patrzą w przyszłość. Poznajemy dwie, pochodzące z nigerskiej klasy średniej, bliźniaczki. Są piękne, wykształcone i zupełnie różne. Olanna stawia na spokojne życie naukowe u boku ukochanego-rewolucjonisty. Druga, bardziej pewna siebie, Kainene przejmuje biznes po ojcu i wiąże się z brytyjskim dziennikarzem. Losy sióstr będą się to splatać to rozchodzić przez cały film. Dotknie je zdrada, nienawiść, rozłąka, żal. Ale przede wszystkim paskudna i ciągnąca się wojna.

Tytuł książki pochodzi od flagi istniejącego zaledwie 3 lata (od 30 maja 1967 do 15 stycznia 1970) państwa o nazwie Biafra, które powstało w południowo-wschodniej Nigerii i obejmowało obszar w okolicy jej wybrzeży. 


Po krótkim czasie euforii z uzyskanej niepodległości Nigerię zaczęły trapić wewnętrzne konflikty etniczne, zwłaszcza pomiędzy dwoma największymi grupami: ludami Yoruba Hausa i Igbo. Igbo byli z jednej strony prześladowani, z drugiej sami dążyli do niepodległości. Zagonieni w jeden kąt ogłosili własne państwo: Biafrę. Rządzący Nigerią nie uznali odłamu i zaczęli podchodzić granice. Wojna trwała 3 lata. W tym czasie maleńka Biafra była non stop bombardowana. Ludność co kilka miesięcy przenosiła się coraz dalej od granic. Najgorsze nie były wcale jednak ostrzały, a sankcje gospodarcze i nieludzka polityka antyhumanitarna. Mieszkańcy Biafry, a zwłaszcza dzieci, wykończeni zostali głodem. Nie przepuszczano konwojów z jedzeniem, rozkradano pomoc materialną, którą przeznaczano na broń i zupełnie odcięto maleńkie państewko. Na zarzuty o brak humanitaryzmu ówczesny minister finansów Nigerii odpowiedział: „Wszystko jest uczciwe w wojnie, a głód jest jedną z broni wojny. Nie rozumiem, dlaczego mamy karmić naszych wrogów, aby mogli walczyć bardziej zażarcie”. Zdjęcia śmiertelnie wychudzonych dzieci, które w naszej części świata tak bardzo kojarzą się Afryką, pochodzą z tego właśnie okresu.

Wbrew pozorom „Połówka żółtego słońca” nie skupia się wcale na wojnie, a zdecydowanie bardziej na relacjach między bohaterami. Niestety nie wyszło to filmowi na dobre. Pierwsza część, nie dość  że zdecydowanie przydługa, stanowi w zasadzie melodramat, co gorsza bardzo kiepski. Dialogi, całe sceny i nawet aktorstwo są tu na poziomie opery mydlanej. Naprawdę ciężko było mi to oglądać…

Filmowi wyraźnie brak dobrej reżyserskiej ręki. Thandie Newton, przy której zatrudnieniu było najwięcej kontrowersji, ale na zarzuty o jej zbyt jasną karnację, autorka książki zripostowała, że to argument typowo europejski, a jej brat ma skórę jaśniejszą niż aktorka, zupełnie nie zachwyca. Gra w zasadzie jedną miną. Nominowany w tym roku do Oscara Chiwetel Ejiofor, pozbawiony jest charyzmy, a z kolei aktorka grająca Kainene, choć jest to postać najbardziej wyrazista, zupełnie przeżartowała i ociera się swoim występem o groteskę. „Połówka…” ma też poważne problemy z konstrukcją, gubi sens i źle rozkłada akcenty. Przez większość seansu zastanawiałam się czy przyzwyczajona jestem do innego rodzaju narracji czy po prostu oglądam kiepski film. Myślę, że bliższe prawdy jest to drugie. Szkoda, bo z opinii czytelników wnioskuję, że „Połówka żółtego słońca” jest doskonałą powieścią.

Po seansie miałam też mętlik w głowie jeśli chodzi o chronologię wydarzeń i historyczne fakty co dla mnie dodatkowo dyskredytuje film. Uważam się za raczej bystrego widza i w moim odczuciu winę za ten bałagan w fabule ponosi reżyser i dość nieudany montaż. W świetle powyższego nie bardzo rozumiem do czego przyczepiła się nigeryjska cenzura. Cóż, filmowi z resztą taki akurat rozgłos wyjdzie na dobre.




Film obejrzałam na festiwalu Afrykamera



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...