11.04.2014

Oh Boy

"Oh Boy" reż. Jan-Ole Gerster, Niemcy 2013

Zdarza Wam się polować na film? Ja na „Oh Boy” polowałam prawie rok! Po raz pierwszy usłyszałam o nim w czerwcu 2013 na Festiwalu Filmowym w Edynburgu. Mówili o nim wszyscy, każdy kogo prosiłam by coś mi polecił wymieniał ten właśnie tytuł. Dlaczego go wtedy nie obejrzałam? Bo to film niemiecki, a ja w Szkocji nastawiłam się przede wszystkim na miejscowe kino. Później kilka razy umykały mi pokazy w Warszawie, aż w końcu dopadłam go na moim ulubionym warszawskim Festiwalu: Wiośnie Filmów J

„Oh Boy!” to ten rodzaj kina, który zawsze urzeka widzów. Bezpretensjonalny debiut, w którym niby nic się nie dzieje, ale coś jednak wydarza. Lekki, melancholijny, świeży. Europejskie młode kino w najlepszym wydaniu.

Spędzamy 24 godziny z Niko Fisherem – niedorosłym dorosłym około trzydziestki, który rzucił studia, nie ma pracy ani dziewczyny, nie wie czego chce. Jest w martwym punkcie swojego życia. Snuje się po mieście niesiony zdarzeniami, a to kogoś spotka, a to ktoś zadzwoni. Spotyka się z ojcem, z dziwacznym przyjacielem, nowym sąsiadem i z dawną koleżanką ze szkoły. Przemierza ulice Berlina na piechotę, kolejką, samochodem. Zostaje wrzucony w środek różnych wydarzeń: znajdzie się na planie filmowym, na offowym przedstawieniu, rozegra partyjkę golfa. Czy ten dzień coś zmieni, czy będzie jednym z wielu?

Tom Schilling grający Niko (aktora możecie kojarzyć z serialu "Nasze matki, nasi ojcowie"), ma urodę wiecznego chłopca. Niewielki wzrost i łagodna twarz budzą z miejsca sympatię. To typ młodszego brata, któremu chce się dać dobrą radę. Mnie bardzo przypominał mojego kuzyna, też takiego wolnego ptaka :) Niko poświęcił ostatnie 2 lata swojego życia "na przemyślenia", widać wyraźnie, że nie potrafi poradzić sobie z dorosłością, która go dogania więc stara się zepchnąć ją na boczny tor i udawać, że nic się nie zmienia. Ale czy tego chcemy czy nie, nawet jeśli my sami się nie zmieniamy, zmienia się wszystko wokół nas. I Niko tego doświadcza. 

Reżyser i scenarzysta w jednej osobie Jan Ole Gerster nie sili się na film jakoś szczególnie oryginalny. Fabuła jest wątła, dialogi w zasadzie codzienne i trochę bełkotliwe. Ale mnie właśnie ten luz w filmie urzekł najbardziej. Ten niewymuszony często ironiczny humor, sączący się powoli czas i świetni aktorzy w pamiętnych epizodach, jak pijany gość baru przeżywający traumę wojny. My w Polsce doskonale rozumiemy co znaczy żyć w mieście, w którym na każdym rogu czai się historia.

To drugi w niedługim czasie czarno biały film osadzony w dużej metropolii z zagubionym młodym dorosłym. Reżyserzy obu tych filmów nie ukrywają swoich inspiracji francuską nową falą. Frances z "Frances Ha" mogłaby minąć gdzieś na ulicy Niko z "Oh Boy". Pewnie nawet by się nie zauważyli, zajęci własnymi myślami.

Innym filmem, który mnie bardzo skojarzył się z "Oh Boy" jest "Oslo, 31 sierpnia". W obu miasto jest równorzędnym bohaterem fabuły. Niko przemierza Berlin wzdłuż i wszerz, również w jedną zaledwie dobę jak Anders Oslo. Nie jest to Berlin turystyczny, a Berlin ukochany przez reżysera. Słynna wieża transmisyjna miga tylko gdzieś w oddali, tutaj poznajemy artystyczne dzielnice (np. centrum sztuki Tacheles), przedmieścia albo zwykle ulice, a przy nich zwykłe knajpki. A wszystko to w poszukiwaniu kubka upragnionej kawy... 

"Oslo, 31 sierpnia" / "Oh Boy"

Nie byłoby też tego filmu bez świetnego soundtracku.




Film obejrzałam na festiwalu Wiosna Filmów, który bardzo Wam polecam. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...