12.04.2013

Dla Ellen

"For Ellen" reż. So Yong Kim, USA 2012

Małe, powolne filmy z minimum akcji i maksimum emocji. Można mieć już ich dość, ale ja wciąż im się poddaję. Chyba po prostu lubię melancholię, która ciągnie się za amerykańskim kinem niezależnym.

Jestem fanem „Jagodowej miłości” Wonga Kar Waia i wiem, że jestem w tej miłość osamotniona ;) Mnie ten film urzekł. Fani Kar Waia nie zostawili na nim suchej nitki, zarzucając reżyserowi wręcz, że z chwilą kiedy zrobił swój pierwszy amerykański film, skończył się. A ja lubię spojrzenie Azjatów na USA. Pisałam o tym w poście o dokumencie „Los Angeles Plays Itself”, reżyserzy – turyści często mają ciekawszy pomysł na Stany niż miejscowi twórcy. I mnie to azjatyckie wyciszenie połączone z amerykańskim krajobrazem bardzo odpowiada. Piszę o tym, bo „Dla Ellen” wyszło spod ręki Koreanki z pochodzenia – So Yong Kim – i to w filmie się odczuwa.

Motele przy głównych trasach to jedne z tych miejsc położonych „nigdzie”. Trafiasz tam pomiędzy lub w trakcie czegoś. W podróży z punktu A do punktu B. Jesteś w zawieszeniu. Joby Taylor ewidentnie utknął. Dosłownie i w przenośni. Utknął w tym motelu przy autostradzie, w trasie koncertowej swojego zespołu, w swoim życiu. Jest sam w pustym i zimnym pokoju.

Poznajemy go gdy przez całą noc przemierza zimowy stan Nowy Jork by dotrzeć na czas na spotkanie z żoną. Spotkanie ugodowe – mają ustalić podział majątku po rozwodzie. Żona rozmawia z nim tylko przez adwokata. Joby zgadza się na podzielenie domu na pół, okazuje się jednak, że oprócz tego ma także zrzec się praw rodzicielskich do swojej sześcioletniej córeczki Ellen. Wiedziałby o tym, gdyby wcześniej przeczytał papiery…

Joby dużo mówi, głównie przez telefon, ale praktycznie z nikim nie udaje mu się dogadać. Kłóci się z członkiem zespołu, z prawnikiem, z żoną. Obserwujemy jego zmagania z innymi i samym sobą, widząc jak bardzo się w tym wszystkim szamocze. Tylko gdy dzwoni do niego mała Ellen słyszymy obie strony rozmowy. Ale to właśnie ich spotkanie najboleśniej ukaże główny temat filmu – niemożność porozumienia się najbliższych sobie z pozoru osób.

So Yong Kim w swoim filmie bardzo często pokazuje zimowy krajobraz, zestawiając go z obsesyjnymi wręcz zbliżeniami głównego bohatera. Joby pochodzi z dużego miasta (Chicago), a trafił do tego małego miasteczka na odludziu w środku zimy. Nikt go tam nie zna, dodatkowo jest skłócony z życiem, czuje się bardzo samotny, a wokół nie ma nikogo kto stanąłby po jego stronie. Nawet jego małomiasteczkowy prawnik nie za bardzo mu pomaga (notabene to naprawdę zabawny epizod).

„Dla Ellen” jest niskobudżetową produkcją ukazującą intymną, osobistą historię. Bardzo delikatnie opowiedzianą, ale również bardzo angażującą. I świetnie zagraną. 

Paula Dano obsadzono na przekór dotychczasowemu imagowi nieśmiałego gapy („Chłopak do towarzystwa”, „Dobre serce”). Aktor stworzył postać niedojrzałego rockmana, który sam nie wie kim jest i czego chce. To bohater żałosny i wzruszający zarazem. Dobrano mu rezolutną i nad wyraz dojrzałą małą aktoreczkę. Scena kiedy wspólnie spędzają czas to najlepszy moment filmu. Dziewczynka obnaża zagubienie Joby’ego oraz jego egocentryzm. Mężczyzna czuje, że chciałby spróbować być ojcem, ale więcej w tym desperackiej potrzeby chwycenia się jakiekolwiek roli, która nadałaby jego życiu sens, niż rzeczywistego uczucia do dziecka, którego praktycznie nie zna…   

Kiedy wiadomo już było, że film za chwilę się skończy szybko zadałam sama sobie pytanie jakie uczucie we mnie wywołał. Automatycznie pojawiła się tylko jedna myśl: smutek. I wtedy rozbrzmiały słowa końcowej piosenki: smutek mnie odnalazł... 

„Sorrow” The National:



Film obejrzałam na Festiwalu Wiosna Filmów 




4 komentarze:

  1. Reżyserki filmu nie znam, zwróciłam na niego uwagę ze względu na plakat, a potem Paula Dano. Do polskiej premiery jeszcze 1,5 miesiąca, ale jeszcze bardziej narobiłaś mi smaku.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakiś czas temu gdy przeglądałem zapowiedzi filmów na jakie bym się chętnie wybrał do kina, w ciągu najbliższych trzech miesięcy, zwróciłem uwagę na ten film przez bardzo interesujący plakat. Przeczytałem wtedy krótki opis, ale jakoś mnie on specjalnie nie zaciekawił. Twoja recenzja jest za to bardzo zachęcająca, jeśli ten obraz pojawi się w kinach, z chęcią go obejrzę.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. No właśnie, mnie też przyciągnął plakat! Coś te ładne instagramowe obrazki jednak w sobie mają, skoro działają na tylu ludzi ; ). Widziałam też trailer i wstępnie poczułam się zachęcona. Wstępnie, bo to jeden z tych filmów, przy których muszę się zastanowić, czy warto poświęcać czas. Dzięki za recenzję, ułatwiła mi decyzję.

    OdpowiedzUsuń
  4. o filmie nigdy nie słyszałem. przyciągnął mnie tu plakat. zachęcasz, zachęcasz ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...