15.03.2013

Miłość. Film Sławomira Fabickiego

"Miłość. Film Sławomira Fabickiego" reż. Sławomir Fabicki, Polska 2013

W polskim kinie najbardziej mnie bolą nie filmy złe do A do Z – przynajmniej są w tym konsekwentne, ale filmy zmarnowanej szansy. Filmy dające obietnicę, której potem nie spełniają, rozczarowujące, budzące na koniec jęk zawodu. Klasykiem w tej dziedzinie jest dla mnie „Różyczka”, która mogła być filmem świetnym, a jest zaledwie przeciętnym. Podobnie rzecz ma się z „Miłością” Sławomira Fabickiego.

Miejski ratusz w jednym ze średnich polskich miast. Pan prezydent nie umie trzymać rąk (i nie tylko rąk) przy sobie. Ofiarą jego molestowania pada jedna z bliskich pracownic. Składa zeznania na policji, wybucha medialny skandal. Znamy tę historię z gazet. Reportaż o mężu zgwałconej kobiety przeczytał parę lat temu reżyser Sławomir Fabicki, zainspirowało go to do dywagacji na temat miłości.

Dla reżysera opisana wyżej sytuacja stanowi jednak jedynie punkt wyjścia. Na szczęście poszedł on potem w zupełnie inną stronę. Nie dostajemy rozdmuchanego społeczno-politycznego dramatu, a intymny obraz dwojga kochających się ludzi, którzy muszą poradzić sobie z tragedią. Jak radzi sobie z sytuacją kobieta, jak mąż, i jak tę próbę znosi ich uczucie? 
   
Maria została potraktowana w sposób przedmiotowy zarówno przez swojego szefa jak i męża. Ten pierwszy widział w niej obiekt seksualny, drugi możliwość zdobycia wymarzonych kontraktów. Kobieta staje się podwójną ofiarą, najpierw gwałciciela, potem urażonego partnera. Tomek zachowuje się w taki sposób, w jaki żadna kobieta nie chciałaby by zachował się jej mężczyzna. Nie przechodzi testu męskości. „W silnym ciele słaby duch” – mówi o tej postaci reżyser. Czuje się oszukany, zdradzony, skrzywdzony i zagubiony. Nie wie jak się zachować więc się wycofuje. Tak jest przecież najprościej. Cały czas oczekujemy, że Tomek przywali Panu Prezydentowi, chcemy tego. Wiemy, że choć to banał wszystkim byłoby po takim ciosie lepiej. Ale tak się nie dzieje. Dzieje się za to inna klisza: przygodny seks z piękną nieznajomą poznaną w klubie. Nic to do filmu nie wnosi poza niezłą sceną erotyczną.

Do pewnego momentu film Fabickiego wciąga i intryguje. Z czasem jednak zaczyna co raz bardziej rozczarowywać, popadając w typowo polskie filmowe stereotypy. On cierpi, ona cierpi, on robi coś głupiego, ona też. Brak muzyki i duże zbliżenia mają to cierpienie jeszcze bardziej uwydatnić. Patrzymy na ich umęczone twarze i z każdą kolejną sceną obchodzą nas one coraz mniej.

Marcin Dorociński miał mało wdzięczne zadanie zagrania mężczyzny słabego, nie sprawdzającego się w roli męża. Jego bohater jest wycofany, bardzo zamknięty w sobie więc i ekspresja aktora została ograniczona. Może dlatego Julia Kijowska przyciąga większą uwagę i elektryzuje. Przynajmniej mnie.

Nie rozumiem po co Fabicki do tego wiadra pełnego cierpienia, którym epatuje każda scena „Miłości”, dodał jeszcze wątek umierającej na raka matki. Znowu, jak się w Polsce kręci dramat to po całej linii. Aż dziw, że im jeszcze to dziecko nie zmarło. To by nas dopiero poruszyło…

Na koniec uwagi techniczne. Akcja podobno dzieje się w małym mieście, choć nie trudno zauważyć, że zdjęcia kręcono w Warszawie. Moje oko to dostrzegło, ale szczerze mówiąc nie ma to specjalnie znaczenia. Łatwo możemy sobie wyobrazić, że to Olsztyn. Chociaż z drugiej strony, dlaczego Warszawa ma udawać Olsztyn?

Twórcy filmu zwracają uwagę na „hopperowskie” ujęcia mające na celu ukazanie przepaści, która powstaje między bohaterami. Jest to ładny estetycznie zabieg, ale parę lat temu pokazał nam to już Wajda w „Tataraku” więc trudno jest uznać taki sposób filmowania scen za jakiś przełom w języku filmowym.

I ten finał: światłość wpadająca przez otwarte drzwi. Poważnie?

Z dwóch filmów o miłości, wybieram tę pierwszą wersję.



12 komentarzy:

  1. Aż tak źle? Kurczę, od jakiegoś czasu planuję się wybrać na to do kina i nie ukrywam, że do dzisiaj miałem spore oczekiwania. Twoja recenzja troszkę mnie ostudziła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aż tak źle nie, ale wobec różnych reżyserów są różne oczekiwania, ja miałam duże i się zawiodłam. Nie jest to film zły, ale też nie wybija się ponad przeciętność.

      Usuń
    2. Właśnie też mam spore oczekiwania, bo Fabicki potrafi tworzyć kino mocne i angażujące widza. A do tego dochodzi Dorociński, którego bardzo sobie cenię. Dlatego zapewne i tak się wybiorę.

      Usuń
  2. Planowałam obejrzeć ten film,ale po Twojej recenzji nie będę sie spieszyć.W marcu widziałam Obławę i Wymyk, więc może mi wystarczy na ten miesiąc polskich filmów ;)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie pocieszasz mnie, czekałam na to...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja i tak obejrzę - czekam odkąd usłyszałam o produkcji, a Marcin Dorociński tak mnie w sobie rozkochał, że nie mam wyjścia ;) a tak serio to myślę, że na tle innych "ambitnych" polskich filmów, "Miłość" i tak wypadnie bardzo dobrze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiście, że nie wypadnie źle, wypadnie pewnie nawet całkiem nieźle. Tylko, że ja nie oceniam filmów na "polskim tle".

      Usuń
  5. Mam bardzo podobne zarzuty do tego filmu. Ale największy jest wymuszenie na widzu empatii i zrozumienia rozterek dla postaci Dorocińskiego. Bo kim on jest, żona została zgwałcona i powinna być z jego strony wzięta pod opiekę, a co on robi, nie może jej tego wybaczyć, przypomną mi się "Róża" i słowa jednej z postaci po gwałcie na żonie: "zepsuli mi Halinkę". Bohater jest tak samo jak tamta postać zaściankowa w traktowaniu żony jak własności. Za to Julia Kijowska gra postać której wszystko wali się na głowę, praca i rodzina (mąż ją opuszcza i zostaje na jakiś czas samotną matką, może tylko bardziej sytuowaną niż przeciętnie). Ma szefa złamasa i męża złamasa. Rzeczywistość wobec niej jawi się bardzo opresyjne, zwłaszcza ze strony mężczyzn. I pomimo to zachowuje jakiś sposób wewnętrzną siłę, dzięki czemu nie ulega i jakoś przez to wszystko przechodzi.

    Nie rozumem gazetowych recenzji tego filmu, nie widzę w tym filmie miłości, bo uczucie głównego bohatera do żony jest wyjątkowo robaczywe. Już większą sympatie czuje do gwałciciela niż do niego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie - zmusza się nas do empatii, świetnie powiedziane! Co mnie jeszcze wkurza to takie mega banalne metafory wprost, patrz: ptaszek na początku filmu.

      Usuń
  6. Akcja filmu dzieje sie w Płocku ,a nie w Warszawie .Jest pokazany płocki rarusz ,są płockie uliczki.Film -świetny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Plocku tez, ale duzo zdjec zrobiono w stolicy

      Usuń
  7. Zdjęcia faktycznie głównie w Warszawie i (te z mieszkania i osiedla domków) w Piasecznie. Wątek matki jeszcze przyjełam ze spokojem, ale niepełnosprawne dziecko burmistrza to już była przesada.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...