25.02.2013

OSCARY 2013

©A.M.P.A.S.®

Przepraszam Was, że tym razem nie robiłam relacji na żywo, ale chciałam się poczuć jak za starych czasów: tylko ja i Oscary J Brakowało mi trochę komentowania i spisywania na żywo swoich spostrzeżeń, ale gdy galę spędzam z laptopem to kończy się w ten sposób, że nie mam czasu nawet nic przez te ponad 3 godziny zjeść, ba! nawet nie mam czasu oglądać uważnie transmisji bo ciągle piszę J

Tak więc teraz, już parę godzin po gali podzielę się z Wami kilkoma swoimi odczuciami. Może już nie tak na świeżo, ale w końcu też nie do końca z trzeźwym umysłem bo przecież tej nocy to ja nie spałam za dużo. W takie poranki rozumiem czemu ludzie tak uwielbiają kawę, którą ja piję raczej od święta: kiedy jesteś tak nieprzytomny kawa rzeczywiście smakuje bosko i daje obietnicę, że jakoś przetrwasz ten dzień J

Moje życzenia co do przydziału statuetek oczywiście kompletnie rozminęły się werdyktem Akademii, ale to już standard. Poza tym prawie w ogóle nie było zaskoczeń co po raz kolejny każe nazwać akademików konserwatywnymi dziadkami.

Moment, na który najbardziej czekałam:

TED J Boże, jak ja się cieszyłam gdy go zobaczyłam! I był taki jak sobie wymarzyłam: w eleganckim smokingu z muszką!!! Zdecydowanie przyniosło mi to najwięcej radości w ciągu całego wieczoru.



12.02.2013

Drogówka

"Drogówka" reż. Wojtek Smarzowski, Polska 2013 

Nie miałam w planach pisać o nowym filmie Smarzowskiego bo prawda jest taka, że nawet nie miałam kiedy go obejrzeć, ale zostałam wywołana przez jednego z czytelników więc podzielę się kilkoma refleksjami.

Nie chciałam pisać o „Drogówce” bo nie czuję, że jest to temu filmowi potrzebne. Gdy obejrzałam „Różę” wiedziałam, że muszę się swoimi przeżyciami podzielić, że muszę nieść wieść (górnolotnie, ale dokładnie tak) jak wyjątkowy jest to film. O „Drogówce” piszą wszyscy, a ja nie lubię pisać o filmach, o których każdy ma coś do powiedzenia. Bo raczej nie mam do dodania niczego co nie zostałoby już gdzieś powiedziane.

08.02.2013

Nieulotne


"Nieulotne" reż. Jacek Borcuch, Polska 2013 

Nie chcę pisać o kondycji polskiego kina bo nie jestem Tomaszem Raczkiem czy innym Tadeuszem Sobolewskim. Ale chcę żebyście wiedzieli, że chodzę na polskie filmy. Nie tylko jak dostaje na nie zaproszenie, ale normalnie jako widz, idę do kina i kupuję w kasie bilet. I jeszcze namawiam znajomych co jest w tym wszystkim najtrudniejszym elementem. Was też do tego namawiam. Nie skreślajcie filmów tylko dlatego, że są irańskie, francuskie czy polskie właśnie.

06.02.2013

Pan Lazhar

"Monsieur Lazhar" reż. Phillippe Falardeau, Kanada 2011

„Pan Lazhar” był w zeszłym roku obok „W ciemności” i „Rozstania” w piątce nominowanych do Oscara filmów nieanglojęzycznych. Być może dzięki temu, późno bo późno, ale trafił do nas do kin. I bardzo dobrze.

Kanadyjski, francuskojęzyczny, skromny film rozpoczyna się okrutnie mocną sceną. Kilkuletni Simon znajduje w klasie martwą nauczycielkę. Śmierć wkraczająca w dziecinny niewinny świat zawsze jest wyzwaniem dla dorosłych. Jak sprawić by dzieci ją zrozumiały, pogodziły się z nią i znów poczuły się bezpiecznie?  

Dyrektorkę szkoły goni czas: trwa rok szkolny - uczniom trzeba szybko załatwić nowego nauczyciela i dać nowy początek. Klasa zostaje więc odmalowana bo nie ma możliwości by dzieciaki przenieść do innego pomieszczenia, a nowym wychowawcą zostaje algierski imigrant Bachir Lazhar, który spadł dyrektorce z nieba, sam przychodząc z ofertą swojej kandydatury.

03.02.2013

Filmy, które mnie poruszyły: „Sugar Man”


"Searching for Sugar Man" reż. Malik Bendjelloul, Szwecja/Wielka Brytania 2012, dokument  

Są historie, które chwytają za serce nawet największych cyników i twardzieli. Historie, które poprawiają nastrój nawet tym poważnie zdołowanym, dają iskierkę nadziei najgorszym pesymistom.

Są historie opowiedziane w taki sposób, że widz całkowicie wtapia się w nie kompletnie zapominając o swoim świecie, daje się im się prowadzić zupełnie nie przewidując co się dalej wydarzy.

Są historie, które tak nas poruszają, że musimy koniecznie, jak najszybciej opowiedzieć je najbliższym.  

Są to historie takie jak ta opowiedziana w dokumencie „Sugar Man”.

Jeśli lubicie być w kinie oczarowani, zaskoczeni, szczerze wzruszeni; jeśli potrzebujecie uwierzyć znowu w ten wyświechtany frazes, że „życie jest piękne” a ludzie zdolni do rzeczy niesamowitych; jeśli kochacie muzykę; jeśli lubicie w kinie coś przeżywać - uwierzcie mi, pokochacie ten film! 

O nic nie pytajcie, nie szukajcie informacji w necie, nie oglądajcie zapowiedzi. Po prostu sprawdźcie gdzie go grają i idźcie na niego.

Ja trafiłam na "Sugar Man" przez przypadek i był to jeden z najpiękniejszych przypadków w moim kinowym życiu.

Dla zachęty piękna muzyka z filmu, którą od powrotu z seansu wciąż i wciąż sobie puszczam: 


I tak, po powrocie z kina możecie mi dziękować za rekomendację ;) 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...