19.04.2012

Wichrowe wzgórza (2011)

"Wuthering Heights" reż. Andrea Arnold, Wielka Brytania 2011

Wiatr, trzask drewna w kominku, deszcz, gałąź uderzająca o szybę. Błoto, bezkresne wzgórza, mgła. Ziemie Yorshire są chłodne i bezlitosne, a mimo to piękne. Tak jak brudna, pierwotna, dzika i w ten właśnie sposób prawdziwa jest miłość rodząca się w tej scenerii.

Jeśli nie czytaliście książki panny Brontë (podobnie jak ja) to na pewno znacie tę historię z jej licznych adaptacji. Najpopularniejszą jest ta z 1992 roku z Juliette Binoche i Ralphem Fiennesem w głównych rolach. Tak popularna może dlatego, że skupia się na niespełnionym romansie wyciskając z niego wszystko co najbardziej tkliwe. Pamiętam, że oglądając film jako nastolatka dałam się ponieść takiemu melodramatyzmowi. Ale kto się bardziej zagłębił w strony „Wichrowych Wzgórz ” wie, że dotychczasowe wersje filmowe były ich wielkim uproszczeniem, a czasem przekłamaniem. Bohaterowie zostali bardzo wygładzeni i ucywilizowani bo na kartach książki cała historia nie jest przecież jedną wielką kliszą…

Uczucie między Catherine a Heathcliffem rodzi się gdy są jeszcze dziećmi więc w sposób bardzo niewinny. Są właściwie przyjaciółmi, którzy spędzają ze sobą dużo czasu, a to z ust dorosłych wychodzą definicje ich relacji, to oni ich obserwują, pilnują, piętnują.

Heathcliff jest nieokrzesany. Jego świat pełen jest okrucieństwa i wulgaryzmu. Wobec zwierząt i wobec ludzi. Padają ostre słowa, bluźnierstwa, przekleństwa. Arnold każe nam patrzeć na zabijanie zwierząt i poniżanie Heathcliffa. Walka klas ledwie zarysowana w poprzednich adaptacjach tu jest wyjątkowo okrutna. W tym surowym świecie rodzi się choć dzikie to czyste uczucie.

To dopiero Andrea Arnold przypomina dlaczego powieść Brontë była uznawana przez współczesnych za obrazoburczą. Reżyserka zafundowała nam prawdziwy rajd, poszła w zasadzie na całość. Zupełnie zignorowała a raczej wręcz odrzuciła dotychczasowe klasyczne realizacje twórczości pisarki. Jej poprzedni film - „Fish Tank” jest w moim rankingu jednym z najlepszych filmów ostatnich lat. Mocne społeczne brytyjskie kino obrazujące prawdziwych ludzi z nie tak małego marginesu społeczeństwa. To po tym filmie ostatecznie zakochałam się w Michaelu Fassbenderze, a w zasadzie w jego talencie. To wielka sztuka tak uroczo zagrać dupka J Tu  Arnold  także zwraca się do ludzi wykluczonych. Jej Heathcliff jest w końcu czarnoskóry, tak jak opisywała go pisarka. To głównie dlatego jego miłość do Catherine była tak niepoprawna.

„Wichrowe wzgórza” były w konkursie ostatniego Camerimage. Nie udało mi się ich wtedy obejrzeć, ale uczestniczyłam w spotkaniu z operatorem co było bardzo inspirujące. Robbie Ryan pracuje z Andreą już przy kolejnym filmie. Mówi się, że to w tej chwili najlepszy angielski autor zdjęć. I rzeczywiście praca jaką wykonał we „Wzgórzach” jest imponująca. Para-dokumentalne zdjęcia, niczym z filmu przyrodniczego: zbliżenia na wędrującego żuczka, długie ujęcia niewzruszonych wzgórz, bardzo bliskie kadrowanie twarzy bohaterów. Jury Camerimage przyznało mu brązową żabę za „oryginalne sfilmowanie klasycznej opowieści”. Wcześniej doceniono go również w Wenecji.

 „Miłość jest siłą natury” – to motto filmu. Natura jest także jego siłą. Odważny, oryginalny film, który jestem pewna wielu się nie spodoba. Bo długi, nudny, chaotycznie zagrany. Kto jednak ma ochotę na rewolucje w klasyce, ceni doskonałe, wręcz bajkowe zdjęcia i nie lubi w kinie poprawności ani sztampy, powinien „Wzgórza” obejrzeć. 

5 komentarzy:

  1. Film zupełnie niepotrzebny. Wersja z 1992 jest fenomenalna, po takiej adaptacji wszystkie inne są zbędne.

    OdpowiedzUsuń
  2. podobno każde pokolenie ma prawo do opowiadania historii na swój własny sposób. Nie byłoby sensu robić kolejnej wierniej ekranizacji - tu się zgadzam. "Wichrowe Wzgórza" 2011 może a nawet na pewno nie są adaptacją kompletną ale ich siła tkwi w tym, że Andrea Arnold podeszła do nich z artyzmem i swoim własnym pomysłem. To jest podejście twórcze, które ja osobiście bardzo cenie.

    OdpowiedzUsuń
  3. fajny blog ;)
    zapraszam na mojego bloga http://nattsinshop.blogspot.com/
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wersja z 92 jest do dupy; zimna, sztywna i sterylna - zero iskrzenia między aktorami - a nade wszystko nie mająca nic wspólnego z atmosferą powieści. Z Finnesa taki Heathcliff, jak z Johna Wayne'a Oscar Wilde.Nie łatwo mi w tej materii dogodzic, bo jestem entuzjastą książki panny Bronte, która jest prawdziwym fenomenem w literaturze światowej. Emily, podobnie, jak jej siostry Charlotte i Anne były córkami pastora i wychowywano je w niezwykle pruderyjnym i surowym reżimie. Ona nigdy nie przeżyła opisywanych namiętności, nawet nie miała okazji zetknąc się z czymś takim na odległośc. Ona je wymyśliła, to jest niepojęte... Pewnie skuszę się na tę nową wersję, ale nie bez obaw.
      PS:
      Heathliff czarnoskóry? Cóż to ma byc? W powieści był, o ile pamiętam, Cyganem.

      Usuń
    2. Tak, Arnold poszła o krok dalej i zrobiła z niego czarnoskórego. Jeśli jesteś fanem Bronte koniecznie obejrzyj ten film. Wprawdzie skupia się on tylko na pierwszej części powieści ale wydobywa z niej to co poprzednie ekranizacje pomijały.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...