14.10.2011

Film w TV - "Młodość stulatka"

"Youth without youth" reż. Francis Ford Coppola, 2007 

Francis Ford Coppola – tego reżysera nikomu nie trzeba przedstawiać, razem ze Stevenem Spielbergiem, Georgem Lucasem i Martinem Scorsese tworzy grupę czterech największych tenorów amerykańskiego kina, którzy w drugiej połowie dwudziestego wieku wywarli nieoceniony wpływ na światową kinematografię.

Czy Francis Ford Coppola padł ofiarą własnego sukcesu? Być może kultowa trylogia „Ojciec chrzestny” zapadła widzom w pamięć tak bardzo, iż każdy kolejny obraz reżysera oceniają przez pryzmat gangsterskiego majstersztyku. Sam Coppola na ogromny entuzjazm, który wciąż budzą losy rodziny Corleone, odpowiada: „jeśli ktoś odnajduje tu tylko mafijne porachunki, nie rozumie tego filmu”. Jakby bał się, że coraz bardziej skomercjalizowane pokolenie młodych widzów spłyci tę historię do kilku krwawych strzelanin. Może właśnie z tego powodu reżyser zrobił sobie blisko dziesięcioletnią przerwę w kręceniu nowych filmów. Po długim okresie milczenia wrócił w 2008 roku z filmem „Młodość stulatka”.

Akcja „Młodości stulatka” rozpoczyna się w Bukareszcie na kilka miesięcy przed wybuchem drugiej wojny światowej. Niespełniony naukowiec w podeszłym wieku – Dominik Matei – zostaje porażony przez piorun. Ku zadziwieniu lekarzy w niewyjaśniony sposób wypadek ten przyczynia się do fizycznego i intelektualnego odmłodzenia mężczyzny. Specjalista od lingwistyki zyskuje również nadprzyrodzone zdolności. Profesor widzi w tym szansę na odmianę dotychczasowej egzystencji poprzez naprawę popełnionych w młodości błędów, a przede wszystkim – na ukończenie dzieła swojego życia. Nowa sytuacja nabiera jednak niebezpiecznego aspektu: Matei’em interesuje się Trzecia Rzesza. Stanowi doskonały materiał na agenta, a przede wszystkim – byłby idealnym królikiem doświadczalnym. Dominik musi się ukrywać.

„Młodość stulatka” to parabola ludzkiej egzystencji, w której padają pytania najważniejsze, m.in. na co postawić w życiu – na karierę czy miłość? W młodości Dominik wybrał to pierwsze rozwiązanie, czego później żałował. Nigdy nie opuściło go pragnienie osiągnięcia szczytu swojej kariery naukowca: dotarcia do źródła ludzkiej mowy, odkrycie pierwszego języka, którym posługiwał się człowiek. Ale dojście do wysokiej pozycji szanowanego profesora okupił życiem w samotności. Jako już „odnowiony” przez uderzenie pioruna, bohater zakochuje się w kobiecie, która stanowi niemal kopię jego dawnej miłości. Niespodziewanie staje się ona dla niego także źródłem wiedzy. Gdy ukochana Dominika każdej nocy zaczyna przemawiać coraz starszym językiem, akcja filmu zaczyna intrygować.

Po obejrzeniu „Młodości stulatka” nasuwa się od razu pytanie, dlaczego Coppola sięgnął akurat po to opowiadanie Mircei Eliadego? Naturalnym odruchem wydaje się uznanie, że Dominik Matei odzwierciedla w jakimś stopniu postać samego reżysera. Obaj weszli w jesień życia, obaj tworzą wielkie dzieła, dla obu nadszedł czas na spojrzenie wstecz oraz zrobienie bilansu dokonań. Dodatkowo, oglądając film Coppoli, na myśl przychodzi kolejny wielki autor, Gabriel Garcia Márquez. Jego powieść, „Rzecz o mych smutnych dziwkach”, stanowi swoiste pożegnanie nie tylko pisarza z czytelnikami, ale człowieka ze światem, istną spowiedź starca. Nie wiem czy reżyser czerpał również z tego utworu, sama zauważam tu duże podobieństwo. Aura niespełnienia u schyłku życia w „Młodości stulatka” przygniata i unosi się jednak trochę zbyt gęsto.

Bardzo ciekawie wypada wątek naukowy. Reżyserowi udało się zręcznie „zarazić” widza lingwistyczną fascynacją głównego bohatera. Do rangi wiodącego motywu urasta wciąż nie do końca zbadana zagadka możliwości ludzkiego mózgu. Duża w tym także zasługa odtwórcy głównej roli, Tima Rotha, który po wyraźnych kreacjach drugoplanowych (np. w „Pulp Fiction”) czy – choć świetnie odegranej, ale trochę surrealistycznej i niepoważnej – postaci w „Czterech pokojach”, zabłysnął jako utalentowany solidny aktor. Powiew świeżości wnosi na ekran europejska twarz: młoda, ładna, ale i bardzo zdolna rumuńska aktorka Alexandra Maria Laura.

„Młodość stulatka” nie jest ani filmem prostym, ani takim, którym łatwo byłoby się zachwycić: ogląda się go z wysiłkiem, wymaga skupienia i koncentracji. Można zarzucić Coppoli, że nakręcił obraz trudny w odbiorze, ale nie można go oskarżyć o zrobienie filmu słabego. Duża liczba wątków i symboli, fantazja przeplatająca się z rzeczywistością oraz częsty brak logiki, powodują dodatkowe zagubienie widza, a przez to i frustrację. Twórca „Ojca chrzestnego” sfinansował swoje najnowsze dzieło ze środków pochodzących z własnej winnicy, co dało wprawdzie swobodę artystyczną, ale z drugiej strony – odciągnęło reżysera zupełnie od potrzeb współczesnej publiczności. Być może Coppola za bardzo usunął się w cień tracąc kontakt z realiami kinematografii XXI wieku, a może zgubiła go nonszalancja?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...