12.07.2011

W lepszym świecie


"W lepszym świecie", reż. Susanne Bier, 2010, Dania/Szwecja

Przy całym moim uwielbieniu produkcji z USA staram się być na bieżąco z kinem europejskim. Z różnych powodów: patriotycznych, geograficznych, historycznych. Bez wątpienia kino ze starego kontynentu miało ogromny wpływ na Hollywood, można powiedzieć, że utarło mu nosa. Złota era wytwórni z Miasta Aniołów skończyła się właśnie na skutek wielkiego boomu reżyserów z Europy np. francuskiej nowej fali. Europejczycy udowodnili, że by robić dobre filmy nie trzeba mieć gigantycznych budżetów, dali widzom też coś więcej niż rozrywkę: filmy ambitne, autorskie, poszukujące. Dziś granice nie są już tak widoczne, twórcy mieszają się i przemieszczają tworząc międzykontynentalne produkcje. Wciąż jednak Europa ma problem z dotarciem do szerokiego światowego widza nawet na swoim terenie.

Chciałabym zwrócić Waszą uwagę na film „W lepszym świecie” duńskiej reżyserki Susanne Bier, który w tym roku otrzymał Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny. W 2007 roku Bier już była nominowana w tej samej kategorii za dramat „Tuż po weselu”, jednak wtedy obeszła się smakiem. Innym znanym (głównie za sprawą amerykańskiego remaku) i nagradzanym filmem tej reżyserki są „Bracia” z 2004 roku. Po drodze zdarzyła jej się także jak dotąd jedyna w pełni amerykańska produkcja „Druga szansa” z iście gwiazdorską obsadą: Halle Berry, Benicio Del Tor i David Duchovny. Cieszę się z sukcesu Bier dlatego, że jest Europejką, ale przede wszystkim bo jest kobietą reżyserem, co wciąż należy niestety do rzadkości. Mam jednak wrażenie, że „W lepszym świecie” zrobiła by dopiąć swego tj. otrzymać w końcu upragnioną statuetkę, pokonując tym samym bardzo mocnych konkurentów ze swojej kategorii: mojego absolutnego faworyta „Pogorzelisko” i kontrowersyjnego „Kła”.

„W lepszym świecie” jest świetnie rozłożoną na rosnące emocje układanką, niczym w greckiej tragedii mamy tu wprowadzenie, punkt kulminacyjny i zakończenie. Akcja toczy się w uroczym duńskim miasteczku (uwielbiam te skandynawskie klimaty!) gdzie splatają się losy dwóch rodzin i łączą dwa światy: dzieci i dorosłych. 

Christian jest nowy w szkole, po śmierci matki wrócił do Danii z Londynu, do którego wciąż w celach służbowych jeździ jego ojciec. Syn skrywa do niego wielki żal o to, że nie wystarczająco walczył o życie chorej na raka żony. W szkole poznaje Eliasa – chłopca dręczonego przez bandę starszych uczniów. Elias się nie broni bo nie umie. Poza szkołą dzieli swój czas między rodziców żyjących od czasu separacji w różnych domach. Dodatkowo jego ojciec część miesiąca spędza w Afryce, gdzie pracuje w polowym szpitalu. I tu następuje kolejne zderzenie: cywilizacji z czarnym lądem. Każdy ma swoje problemy, każdy żyje w swoim własnym świecie. Nasze życie to jednak ciągłe wywieranie wpływu na życie innych i poddawanie się takiemu samemu wpływowi. To często rodzi konflikt i wtedy powstaje pytanie jak sobie z nim radzić? Co zrobić gdy ktoś nas krzywdzi? Oddać czy przyjąć postawę „zło dobrem zwyciężaj”? Czy miłość wystarczy by pokonać wszelkie przeciwności? Czy moralne zasady zawsze są najlepszym wyborem? Czy bycie twardym oznacza wewnętrzną czy fizyczną siłę? Nie ma łatwych odpowiedzi w takich sytuacjach…

Film Bier gra na najgłębszych uczuciach, nie stawia łatwych wyborów i nie daje jasnych odpowiedzi jakie zachowanie jest najlepsze. Każda postać aż kipi od wezbranych emocji co musi w końcu doprowadzić do eksplozji. Na szczęście wybuch okazuje się bardziej oczyszczający niż destruktywny.

Zadaję sobie pytanie gdzie jest ten lepszy świat? Mechanizmy poruszające ludźmi wydają się identyczne w zachodnim świecie jak i zapadłej afrykańskiej wiosce. Wszędzie wątpliwości są takie same. W oryginale tytuł filmu brzmi „odwet” i to jest też bardzo aktualna kwestia w dzisiejszych czasach. Czy odwet powinien w ogóle istnieć w słowniku cywilizowanego człowieka i demokratycznego kraju? Jak daleko można się posunąć by zadośćuczynić swoje krzywdy? Zdaje się, że trwające wojny w Iraku i Afganistanie są dowodem na to, że nasz świat sobie z tym dylematem wciąż nie radzi.

Bier jest w moim uznaniu znakomitą reżyserką. Jej filmy zawsze poruszają aktualne, uniwersalne tematy skupiając się jednocześnie na ludzkich mikrokosmosach gdzie te problemy się uwidaczniają jak na dłoni. Mam do niej żal jedynie o zbyt sentymentalne zakończenie „W lepszym świecie”. Ale jak widać Oscar był dla niej priorytetem, a Akademia dała się na to złapać.
............................................................................................................................................

Innym filmem, który polecam jest wspomniane „Tuż po weselu” z gwiazdą już nie tylko duńskiego kina, nominowanym za tę rolę do Europejskiej Nagrody Filmowej - Madsem Mikkelsenem. Aktor  znany jest głównie z  kasowego „Casino Royale” i ciepło przyjętego „Jabłka Adama”.


"Tuż po weselu", reż. Susanne Bier, 2007, Dania

„Tuż po weselu” to historia Jacoba – opiekuna bezdomnych sierot w Indiach, który powraca do rodzinnej Kopenhagi w celu ratowania swego sierocińca. Pewien biznesmen gotów jest wyłożyć dużą sumę pieniędzy na pomoc dzieciom, stawia jednak za warunek osobiste poznanie Jacoba. Gdy Jacob zostaje niemal zmuszony by uczestniczyć także w ślubie córki przyszłego darczyńcy, powoli podejrzewa, że ma on wobec niego jakieś większe plany.

Film imponuje wysoką jakością całej produkcji, zwłaszcza obrazu. Sama historia bywa chwilami przewidywalna i naiwna. Wytrawny widz szybko domyśli się jaką zagadkę trzyma dla Jacoba biznesmen i po co tak naprawdę wciąga go w swój świat. Jedyne nad czym możemy się zastanawiać, to jaką drogę wybierze Jacob. I to jest dylemat bardzo ciężki. Bier znowu skupia się na emocjach i trudnych wyborach jednostki by odnieść to do funkcjonowania całego społecznego systemu. Mocne, prawdziwe kino.

"Tuż po weselu" jest świetnie zagrane, doprawdy miło jest odetchnąć od nazbyt emocjonalnej maniery grania hollywoodzkich gwiazd i popatrzeć na powściągliwie acz solidnie poprowadzone postaci.  


2 komentarze:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...