21.07.2011

Nieznajomi

"Nieznajomi" (The Strangers) reż. Bryan Bertino, USA 2008 

Nie jestem znawczynią, ani miłośniczką horrorów, ale lubię jak jest trochę straszno, jest zagadka, tajemnica i wielkie napięcie. Nie straszą mnie odcinane ręce i dziwaczne stwory, najbardziej boję się gdy historia jest bardzo prawdopodobna, realna i mogła zdarzyć się naprawdę. Wtedy to się boję bardzo! 

Nieznajomi, obcy, oni – nieproszeni goście w naszym domu. Wywołują strach u wielu ludzi, czego dowodem są wiszące niemal na każdym płocie tabliczki firm ochroniarskich. Boimy się, że ktoś – mówiąc delikatnie niepożądany - znajdzie się w naszych czterech ścianach. Wokół tego lęku zbudowana została fabuła horroru „Nieznajomi”.

Kristen i James wracają z wesela przyjaciół w atmosferze żalu i rozczarowania. W położonym w lesie domku mają zdecydować o dalszych losach związku, po tym jak ona odrzuciła zaręczyny partnera. Wkrótce okazuje się, że nie jest to najgorsza rzecz, która spotka ich tego wieczoru. O czwartej nad ranem do drzwi dobija się młoda kobieta z absurdalnym pytaniem: "Czy jest Tamara?”. To niewinne zdarzenie staje się dla młodej pary początkiem koszmaru. Po chwili intruzka wraca, ale już w masce i z dwójką towarzyszy. Zaczyna się potworna gra. Nie znamy przyczyn brutalnego napadu, przemoc pozostaje zupełnie nieuzasadniona. Są tylko oprawcy, ofiary i przerażenie w ich oczach.

Trudno rozstrzygnąć, czy „Nieznajomych” traktować należy jak amerykańską wersję francuskiego „Ils” z 2006, czy – zgodnie ze słowami reżysera Bryana Bertino – zbieżność pomysłu na scenariusz uznamy raczej za przypadkową. Wiadomo, że fabuły obu filmów oparto na prawdziwych wydarzeniach. Wspomnienie o autentyczności opowiadanej historii zawsze przyciąga i elektryzuje widzów. Sprawdziło się to także w przypadku „Nieznajomych”: film osiągnął za oceanem niemały sukces kasowy. Nadspodziewanie dobre wyniki tłumaczyć można zarówno intrygującym zwiastunem, jak i tym, że debiutant zrealizował po prostu całkiem dobrą w swoim gatunku produkcję. Bertino buduje atmosferę strachu bardzo inteligentnie i różnorodnie: operuje ciszą, odgłosami sprzętów, wykorzystuje nawet zabawne piosenki country (dało to ciekawy efekt kontrastu pomiędzy muzyką, a tym co się dzieje na ekranie). Nie mogło również zabraknąć ciężkich oddechów i skrzypiących kroków. Reżyser umiejętnie gra drugim i pierwszym planem. W jednej ze scen kamera skupia się na postaci Kristen, tymczasem widza interesuje to co dzieje się w tle: za plecami nieświadomej zagrożenia bohaterki pojawia się bowiem napastnik.

Postaci w horrorach zazwyczaj dalekie są od psychologicznego pogłębienia, a aktorskie wymagania ograniczają się do konieczności ciągłego uciekania i wrzeszczenia. Niełatwo wyjść poza ten schemat i zbudować myślącą postać, ale dzięki Liv Tyler oraz Scottowi Speedmanowi otrzymaliśmy znacznie więcej niż można było oczekiwać. Już początkowe dwadzieścia minut „Nieznajomych” ogląda się jak kawał dobrego melodramatu. Reżyser zapoznaje widza z bohaterami i w specyficzny sposób „przywiązuje” go do nich, aby potem czuł współczucie wobec dręczonej przez intruzów pary. Pierwsza część obrazu mnie zachwyciła, głównie dzięki wspaniałej grze aktorów właśnie. Odczułam niezręczność sytuacji pomiędzy dwojgiem kochanków, uwierającą atmosferę bólu i zawodu.

Młodemu reżyserowi i scenarzyście nie udało się uniknąć typowych dla kina grozy wpadek: przykładając się do zbudowania napięcia i odpowiedniego klimatu, zapomniał, iż każde zdarzenie powinno mieć swoje sensowne wyjaśnienie. Niestety, zachowania bohaterów wydają się chwilami irracjonalne. Jednak trudno jest znaleźć więcej wad „Nieznajomych”. Bryan Bernino pokazał, że umie zręcznie wykorzystywać motywy znane z innych filmów, jak chociażby ukrywanie się dręczycieli pod maskami („Krzyk”) czy skupienie całej akcji w domu bohaterów („Funny Games”). Ciekawym zabiegiem jest to, że nie poznajemy ani tożsamości, ani nawet twarzy oprawców, które zobaczyły ich ofiary.

Dreszczowce straszą z podwójną siłą kiedy historia w nich opowiedziana jest bardzo prawdopodobna lub zdarzyła się naprawdę. Gdy udręczona para głównych bohaterów pyta, dlaczego to właśnie oni zostali wybrani na ofiary, pada krótka odpowiedź: „Bo byliście w domu”. Twórcy filmu uświadamiają widzowi, że poligonem koszmaru może stać się miejsce, w którym czuje się najbezpieczniej – jego własny dom. „To tylko film” – powtarzamy sobie, żeby uspokoić się po seansie. Otóż nie, w tym przypadku to nie był tylko film…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...