23.06.2010

W Dolinie Elah

„In the valley of Elah” reż. Paul Haggis, USA 2007 

Reżyser Paul Haggis po wielowątkowym i barwnym „Mieście gniewu” – oscarowym przeboju 2005 roku, stworzył obraz znacznie bardziej wyciszony, a także o wiele skromniejszy. Dramat „W dolinie Elah” rozgrywa się bowiem bez rozmachu, w niewypowiedzianych słowach oraz przerażonych spojrzeniach bohaterów, powoli odkrywających okrutną prawdę. Wielka klasa tego filmu objawia się w powściągliwości zarówno gry aktorskiej jak i samej  akcji.


Hank, emerytowany żołnierz, wyrusza na poszukiwanie syna, który rzekomo zdezerterował po powrocie z misji w Iraku. Ponieważ ojciec od początku nie wierzy w wyjaśnienia mundurowych, rozpoczyna prywatne śledztwo. Tommy Lee Jones nigdy nie gra zbyt ekspresyjnie, a w filmie Haggisa jego oszczędność w pokazywaniu emocji idealnie odzwierciedla cechy postaci. Akademia doceniła to nominacją do Oscara. Jones gra wojskowego, tzw. twardego faceta, a jednocześnie ojca szukającego syna. Widzimy zestawienie siły żołnierza ze słabością rodzica, który stracił dziecko. Mieszanka tych dwóch postaw odegrana została przez aktora niesamowicie przejmująco. Hank wie, jak desperacka jest jego misja. Mike to już drugi syn, którego traci. Starszy także był w armii,  prawdopodobnie zaciągnął się, żeby zasłużyć na szacunek ojca i niestety poniósł śmierć. Dostrzegamy miłość ojca do synów, ale widzimy także, że zaczyna on zdawać sobie sprawę do czego doprowadziła jego ambicja. Najbardziej przejmująca scena filmu ukazuje rozmowę wstrzemięźliwego Hanka z żoną (bardzo wyrazista rola Susan Sarandon), której puszczają emocje i zaczyna rozpaczliwie szlochać. Rozumie już bowiem, że właśnie utraciła drugie dziecko.

Równie surowa jest rola piękności Hollywoodu – Charlize Theron. Grana przez nią detektyw Emily ściąga ciemne włosy w kucyk i nosi bardzo proste, wręcz męskie ubrania. Maskowanie kobiecości jest być może sposobem na przetrwanie w zawodzie, gdzie dominują mężczyźni. Bohaterka Theron reprezentuje typ dzielnej samotnej matki. Reżyser nie wyjaśnia nam tego wprost, ale domyślamy się, że dziecko Emily to owoc romansu z przełożonym. Czy efektem tej znajomości był także awans z drogówki do wydziału kryminalnego? Prawdopodobnie tak, bo kąśliwi koledzy z posterunku nie przestają podrzucać młodej detektyw samych drobnych śledztw do prowadzenia, nie wierząc najwyraźniej w jej kompetencje. Ale to właśnie ona zaufa Hankowi i zaangażuje się w rozwiązanie sprawy jego syna. Tych dwoje bohaterów połączy nić porozumienia, wzajemny szacunek i po trosze fascynacja. Na szczęście mądrość reżysera nie poprowadziła historii tej pary do banalnego romansu, ale raczej w stronę bezinteresownej pomocy i pouczającej przyjaźni. Jedyna scena (dziejąca się u Emily), kiedy oboje są odarci ze służbowych mundurów i postaw bardzo ich uczłowiecza - przybliża nie tylko ku sobie, ale także widzom. Hank, zachęcony przez kobietę, czyta jej synkowi bajkę na dobranoc. Ona rozpoznaje w nim prawdziwego mężczyznę i mądrego ojca, jakiego brak jej rodzinie, on zaś w małym chłopcu widzi swoich poległych synów.     

Haggis dotyka swoim filmem wielu problemów, jednak najważniejsze pytanie dotyczy sensu toczącej się od kilku lat wojny w Iraku. Historia jednej rodziny staje się dla reżysera pretekstem do pokazania, jakie szkody wyrządza wojna w całym społeczeństwie amerykańskim. A już zupełnie wprost – prezentując autentyczne zdjęcia martwych dzieci, przedstawia również dramat irakijskiej ludności cywilnej. Twórca „Miasta gniewu” ukazuje także problem niedojrzałości żołnierzy rzuconych w serce konfliktu: młodzi chłopcy nie potrafią sobie poradzić z emocjami targającymi nimi podczas akcji. Gdy strach wypiera rozsądek, a poczucie zagrożenia odbiera ludzkie odruchy, nietrudno o dramat. Tylko kogo obwiniać za porywczość przypisaną młodości i niedoświadczeniu, poddanej próbie okrutnej wojny? Nawet Hank zdaje sobie sprawę z tego dylematu.

„W dolinie Elah” wytycza nowy nurt w gatunku filmów traktujących o wojnie. Po pierwsze: odważnie sięga po temat konfliktu, który jest aktualny i wzbudza wiele kontrowersji. Po drugie, nie traktuje go z dramatyzmem typowym dla Amerykańskich twórców. Rzeczowymi pytaniami i wywarzoną syntezą Haggis doprowadza widza do punktu, w którym on sam zaczyna czuć sprzeciw wobec wojny, w której również Polska ma swój udział… 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...