01.03.2011

Moje Berlinale 2011

zdjęcie prywatne 


20 lutego zakończyło się dziesięciodniowe święto kina, zakończył się 61 Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Berlinie.
Podobno nie była to najlepsza edycja pod względem artystycznym, podobno poziom filmów był wyjątkowo niski, podobno poza irańskim zwycięzcą żaden film się nie wyróżnił… Nie przeszkadza to jednak Berlinale być jednym z najważniejszych i najlepiej zorganizowanych festiwali filmowych na świecie.

Berlinale są festiwalem wyjątkowym bo bardzo otwartym i dostępnym dla zwykłych widzów. Nie jest to wyjątkowo elitarne Cannes, nie jest to Sundance gdzie nawet zaproszeni goście za wszystko muszą sami płacić, nie jest to też Wenecja, w której ciężko o miejsce w hotelu. Na pokazy Berlinale bez problemu można kupić bilety i to nie dlatego, że jest małe zainteresowanie ale dlatego, że są one w przystępnych cenach, w Berlinie zawsze znajdzie się nocleg w adekwatnym standardzie a atmosfera festiwalu nie ma w sobie nic z nadętości.

Ja spędziłam na festiwalu 3 dni i zobaczyłam 4 filmy.


Wer wenn nicht wir (Kto jeśli nie my) Sekcja konkursowa


Niemiecka produkcja to fabularny debiut uznanego dokumentalisty Andresa Veiela. Kto parę lat temu oglądał wyświetlane również w polskich kinach „Baader-Meinhof” film Veiela uznać może za jego prequel. Jest to historia miłości Bernharda Vespera, syna nazistowskiego pisarza i Gudrun Ensslin, która z czasem przeradza się w historię romansu Ensslin z Andreasem Baaderem – założycielem organizacji Baader-Mainhoff, czyli późniejszego RAF. Geneza powstania tej terrorystycznej komórki jest dla filmowców ciekawym tematem, dużo tu młodzieńczego buntu i wielkich idei, na tle których rozgrywają się równie wielkie miłości. Reżyser „Wer wenn nich wir” skupił się bardziej na głównych bohaterach niż kwestiach politycznych: ukazuje ich postawy, przemiany, wybory i konsekwencje z tym związane. W sposobie opowiadania o wyjątkowo tragicznych losach głównych postaci czuć rękę dokumentalisty. Precyzja w ukazywaniu ich coraz bardziej destrukcyjnych działań aż boli… Reżyser otrzymał Nagrodę im. Alfreda Bauera za wyznaczanie nowych perspektyw sztuki filmowej.


Tropa De Elite 2 (Elitarni 2) Sekcja Panorama



Seguel nagrodzonego 3 lata temu na berlińskim festiwalu brazylijskiego filmu „Elitarni”. Werdykt z 2008 roku wydawał się dość dyskusyjny, reżyserowi - José Padilhi zarzucano stronniczość i subiektywność w obrazowaniu specjalnej jednostki BOPE. Niemalże jako odpowiedź na krytykę reżyser postanowił nakręcić drugą część swojego kasowego przeboju. „Elitarni 2” rzeczywiście są filmem wielo wymiarowym, stawiają więcej pytań i wątpliwości. Pierwsza część epatowała wyjątkową brutalnością, przesyt okrucieństwa budził w efekcie wręcz zobojętnienie. Kontynuacja jest dziełem o wiele bardziej refleksyjnym, stonowanym i po prostu dojrzalszym. Głównym bohaterem wciąż jest Kapitan Nascimento, który w zasadzie kapitanem już nie jest. W jego życiu osobistym także zaszłe zmiany, niestety na gorsze: rozwiódł się a była żona ułożyła sobie życie ze społecznym aktywistą, którego Nascimento nie do końca potrafi zaakceptować. Życie osobiste silnie przeplata się tu z życiem służbowym co nie może skończyć się dobrze. W moim odczuciu film wciąż jest zbyt naiwnie i otwarcie dydaktyczny, ale doceniam pracę, którą dokonał reżyser: przeszedł drogę od efektownych strzelanin do mniej spektakularnych ale za to prawdziwszych ludzkich, codziennych dramatów.

A tak pisałam o pierwszej części: 



Late Bloomers Sekcja Generation

zdjęcie prywatne:  przewodnicząca Jury - Isabella Rossellini, w drodze na premierę swojego filmu

Dziwna to produkcja, nakręcona przez młodą Francuzkę Julie Gavras z angielską obsadą i akcją osadzoną w Londynie. W rolach głównych: dawno nie widziana na ekranie Isabella Rossellini – przewodnicząca jury na Berlinale 2011 oraz William Hurt. Film porusza problem starzenia się i od razu stawia pytanie, kiedy właściwie należy uznać, że ten etap w naszym życiu się rozpoczął? Główna bohaterka – Mary, uznaje, że czas już pogodzić się z faktem upływu czasu co próbuje uświadomić także Adamowi – swojemu mężowi. Oboje próbują więc jakoś sobie z tym poradzić, ale każde na swój sposób: Adam właściwie wszystko próbuje wyprzeć i przeżywa drugą młodość, Mary podchodzi do sprawy bardziej profesjonalnie i udaje się do lekarza. Drogi małżonków rozchodzą się i każde z nich po swojemu dochodzi do punktu kulminacyjnego: pogodzenia się z samym sobą, z rzeczywistością i z małżonkiem. Film Gavras jest z założenia obyczajową komedią, co niestety słabo się udaje. Sama historia ma pewne logiczne luki już na etapie scenariusza, którego nie bronią niestety nawet tak doświadczeni główni aktorzy. To co miało być zabawne nie śmieszy, a czasem jest wręcz prymitywne i żenujące. „Late bloomers” miał na festiwalu swoją światową premierę, może przed wprowadzeniem do dystrybucji da się go jeszcze trochę poprawić przemontowaniem…?



Forgivness of blood Sekcja konkursowa


Kolejna ciekawa pod względem produkcji pozycja: choć akcja dzieje się w Albanii film figuruje jako produkcja USA. Joshua Marston – reżyser filmu - od lat jeździ po świecie wyszukując nietypowych tematów. Interesują go lokalne „ciekawostki” jak wciąż funkcjonująca instytucja vendetty na prowincjach Albanii o czym traktuje „Forgivness of blood”. We wcześniejszym swoim obrazie „Maria łaski pełna” zobrazował popularny w Kolumbii proceder przemytu przez kobiety kokainy na teren USA. Film choć był skromny i niskobudżetowy doczekał się nawet nominacji do Oscara za główną rolę kobiecą. „Forgivness of blood” jest także filmem zdecydowanie poza głównymi nurtami: wydaje się być niemal paradokumentalny i amatorski, aktorzy to niemal sami debiutanci. Jednak mimo swej pozornej nieprofesjonalności bardzo blisko dotyka tematu, który porusza. Na albańskiej wsi dochodzi do morderstwa w wyniku sąsiedzkiego konfliktu. Na skutek tragedii sprawca czynu a jednocześnie głowa wielodzietnej rodziny musi się ukrywać przed zemstą. W tym czasie reszta jego rodziny dla swojego bezpieczeństwa zostaje zamknięta w areszcie domowym. Do domu zjeżdżają się mediatorzy, którzy ustalają linie działania mającego doprowadzić do ugody między rodzinami. Dopóki do tego nie dojdzie dzieci muszą zrezygnować nawet ze szkoły i to im najbardziej daje się we znaki to domowe więzienie. Z czasem narasta zatem kolejny konflikt: młodzi nie chcą dłużej płacić za grzech ojca i zaczynają się buntować. Marston ukazuje niemal średniowieczny proceder rozgrywający się w środku współczesnej Europy. Nie robi jednak filmu tylko i wyłącznie o tym, on przez pryzmat tej staroświeckiej tradycji mówi o rodzinnych więzach i wyborze własnej drogi. Nagroda Jury Ekumenicznego oraz nagroda za najlepszy scenariusz Berlianale 2011. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...