27.05.2011

Melancholia


Lars von Tier ma rację: otwierająca film scena zderzenia dwóch planet, zrobiona przez polskich specjalistów od efektów specjalnych, autentycznie urzeka pięknem. Taki koniec świata aż chciałoby się przeżyć!

Mimo elementów science-fiction „Melancholia” to poetycka opowieść o kondycji ludzkiej duszy, nie tylko w obliczu katastrofy. Poznajemy dwie siostry: młodszą, eteryczną blondynkę Justine i starszą, twardo stąpającą po ziemi, brunetkę Claire. Pierwsza część filmu poświęcona jest granej przez Kristen Dunst Justine. Trwa właśnie jej wesele urządzone w pięknej posiadłości męża siostry. Wszystko jest idealnie przygotowane, Justine jest szczęśliwa i zakochana. Szybko okazuje się jednak, że to tylko pozory. Panna młoda stara się ukryć to jak naprawdę się czuje, a czuje się fatalnie - jest w głębokiej depresji. Nie wiadomo skąd u niej taki nastrój, wydaje się bowiem, że ma wszystko: ciekawą pracę, wspaniałego ukochanego, bajkowy ślub. Justine jednak ogarnia nie do końca zidentyfikowany lęk. Z każdą sceną jej twarz się zmienia, zanika uśmiech, gasną oczy, wzrok staje się rozmyty. Justine nie potrafi ukryć swojego prawdziwego samopoczucia, a jej bliscy nie mogą dalej udawać, że wszystko jest w porządku.

W drugiej części filmu akcja skupia się na Claire granej przez Charlotte Gainsbourg. Starsza siostra opiekuje się młodszą, która przez swoją chorobę nie potrafi już funkcjonować. Justine nie je, nie wychodzi z łóżka, nie myje się. Praktycznie nie ma z nią kontaktu. W tym samym czasie do Ziemi zbliża się Melancholia – planeta, która ukryta przez lata za słońcem nie była znana naukowcom. Melancholia przybliża się do stojącej na jej drodze Ziemi co oznacza zbliżający się nieuchronnie koniec ludzkiego świata. Im bliższa jest planeta wędrowiec, tym lepiej Claire się czuje. A właściwie im bardziej nieunikniona okazuje się być katastrofa, tym kobieta robi się spokojniejsza. Wizja zagłady i końca działa na nią kojąco.

Akcja skupiona jest wokół dwóch sióstr, ale Larsowi należą się brawa za stworzenie im świetnego tła. Scena wesela jest prawdziwym majstersztykiem! Pakiet dziwacznych postaci i ich zachowań powoduje raz śmiech raz totalne zdziwienie. Wśród weselnych gości osoby takie jak rodzice panny młodej czy jej szef to prawdziwe indywidua. Matka – grana przez legendę europejskiego kina Charlotte Rampling, to cyniczna przeciwniczka małżeństw, która wznosząc toast życzy młodym by „bawili się póki mogą”, ojciec jest wesołym bawidamkiem, niemającym czasu wysłuchać swojej córki. Szef zaś nawet na weselu chcę wyciągnąć z Claire nowe hasło reklamowe. Wśród takiego otoczenia nie trudno w sumie zwariować…

Lars von Tier przez wielu określany jest mianem kontrowersyjnego, eksperymentującego reżysera. A dla mnie Duńczyk jest jednym z nielicznych, którzy potrafią tak głęboko opisywać ludzi. Ludzi pokaleczonych, chorych i opętanych, ludzi z problemami. Lars zagląda tam, gdzie niewielu reżyserów odważa się wejść. W „Melancholii” zobrazował otchłań, w którą prowadzi depresja. Claire zdaje się mieć wszystko co jest potrzebne do szczęścia, a mimo to nie potrafi tego szczęścia odczuwać. Paradoksalnie uspokaja ją wizja ostatecznego końca. Podczas gdy jej siostra popada w panikę, Claire ze spokojem wita zagładę.

Jak zawsze u von Tiera także i w „Melancholii” roi się od symboli. Symboliczny jest most, którego bohaterki w kluczowych momentach nie mogę przekroczyć. W filmie pełno jest także odwołań do symbolicznych obrazów końca świata, które przegląda Claire. Symboliczne jest także to, że reżyser nakręcił film o depresji będąc sam w głębokim stadium tej choroby. To, że ciężki stan duszy udało mu się przekuć w twórczą działalność daje podobnym jak on nadzieję. 


13.05.2011

Filmy, które mnie poruszyły - "Let's get lost"

"Let’s get lost" reż. Bruce Weber, dokument z 1988 (USA)

Zagubić się, zatracić się. W muzyce, w miłości, w życiu. Tańczyć na plaży jakby to był ostatni taniec, grać na trąbce jakby to miał być ostatni utwór, żyć jak gdyby nie było jutra.

Film w stu procentach autorski, który tak bardzo przełamuje kanony, że aż sam staje się kanonem. Staje się wzorem twórczego podejścia do dokumentu zarówno w jego technice jak i podejściu do tematu.

Oglądając „Let’s’get lost” w całości zatopiłam się w świat jazzu. Muzyka tli się podczas wywiadów i wybucha pełną siłą we fragmentach jej poświęconych. Jest zarazem tłem i głównym bohaterem. Rozlewa się w każdym kadrze.  

Opowieść o życiu Cheta Bakera opowiedziana muzyką, muzyka zilustrowana życiem genialnego trębacza. 

Moje prywatne 10/10 !

Film do obejrzenia w całości na youtube: 



Chet Baker zmarł dokładnie 23 lata temu. 13 maja 1988, na parę dni przed przyjazdem do Polski i występem na wrocławskim festiwalu Jazz nad Odrą, wypadł z okna na pierwszym piętrze swojego hotelu w Amsterdamie. 


06.05.2011

Jaskinia zapomnianych snów


Werner Herzog jest wyjątkowym przypadkiem reżysera kręcącego z sukcesem zarówno kino fabularne jak i dokumentalne. Jednak to właśnie dokumenty zdominowały jego twórczość, przynosząc sławę i uznanie. Dokumenty tego niemieckiego reżysera zdefiniowały na nowo gatunek stając się jego klasyką. Herzog ma swój unikatowy styl, który objawia się w doborze tematyki na technice kończąc. Reżyser często dotyka istoty człowieczeństwa, sięga do korzeni ludzkiej natury. Jego filmy są bardzo autorskie chociażby przez narrację, którą często prowadzi z offu swoim głosem. Herzog przeważnie nie pokazuje tematów wprost, on je pokazuje tak jak sam je widzi – za co z resztą bywa ostro krytykowany. Nałożenie subiektywnego filtru wynosi dokument z poziomu zwykłego reportażu na poziom sztuki co według niektórych odbierać mu może wiarygodność.

W swoim najnowszym filmie „Jaskinia zapomnianych snów” Herzog nie musi jednak nic filtrować. Temat za który się wziął jest tak fascynujący, że nie potrzebuje żadnych zabiegów. Poza jednym: 3D. „Jaskinia zapomnianych snów” jest odpowiedzią na pytanie po co kinu ta nowa technologia.

W 1994 roku grupa francuskich naukowców dokonała dziejowego odkrycia: we francuskiej dolinie Rodanu odnaleziono niesamowitą jaskinię pełną malowideł wykonanych ludzką ręką ponad 30 tysięcy lat temu! Jaskinia została nazwana „Jaskinią Chauveta” na cześć kierującego ekspedycją Jeana-Marie Chauveta. W grocie, w której ostatnim razem ludzka stopa stała 20 tysięcy lat temu, odnaleziono 447 obrazów m.in.  z walczącymi nosorożcami, mamutami, lwami i reniferami. Są tam także 92 odciski dłoni ludzkiej – robiące spektakularne i piękne wrażenie. Ta swoista skalna galeria jest najstarszym i najpiękniejszym tego typu miejscem w Europie.

W 2010 roku Werner Herzog uzyskał od francuskiego Ministra Kultury zgodę na wejście z kamerą do tego niezwykłego miejsca. Zadanie nie było łatwe, ekipa mogła liczyć tylko trzy osoby a na nakręcenie wnętrz jaskini dostała zaledwie kilka dni. Herzog musiał przez to oprócz funkcji reżysera spełniać także role operatora, tragarza i dźwiękowca. Samo poruszanie się po jaskini też okazało się trudne: wyznaczono specjalny chodnik, poza który nie można było wychodzić by nie zniszczyć np. śladów pozostawionych po nieistniejących już zwierzętach. Twórcom filmu często ciężko było więc złapać odpowiedni kadr. Wysiłek jednak się opłacił, bo dzięki reżyserowi jaskinię może zobaczyć każdy. 3D sprawia, że praktycznie się w niej jest i dotyka pra starych stalagmitów.

Oglądając „Jaskinię …” czułam się momentami jak na filmie scient fiction mimo, że przecież jest to w pewnym sensie film historyczny! Niesamowitość odkrycia jest jednak tak nieprawdopodobna, że ciężko jest ją tak po prostu przyjąć. Dla mnie wyobrażenie sobie ludzi żyjących na naszej planecie 30 000 lat temu jest taką samą abstrakcją jak wybieganie o te 30 000 lat w przyszłość. Jaki wspólny mianownik znaleźć z ludźmi, którzy żyli w jaskiniach i widywali na co dzień mamuty? Tym pomostem okazuje się być sztuka. Pierwotne istoty nie zaspokajały się jedynie pokonaniem głodu, snem i kopulacją. Malunki odnalezione w jaskiniach są dowodem na istnienie u nich potrzeby wyrażania siebie, opisywanie rzeczywistości i zostawienia po sobie świadectwa. Po wielu malowidłach widać, iż także ich sztuka nie była prymitywna: w swoich obrazkach próbowali bowiem uzyskać efekt ruchu co w zasadzie uznać można za początek kina!

Francuscy naukowcy odnaleźli prawdziwy cud natury i historii człowieka, do którego dzięki Herzogowi zostaliśmy zaproszeni. 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...