30.12.2011

Muzyczne podsumowanie filmowego roku 2011


Jeśli chcecie ode mnie wyciągnąć jakieś podsumowania to mam tylko jedno do powiedzenia: „Rozstanie” jest wg mnie filmem roku. Koniec. A że trochę brakuje mi na moim blogu muzyki, podsumuje moje ulubione filmowe piosenki 2011 roku (kolejność przypadkowa). 

27.12.2011

Jak to się robi w Ameryce


Wszyscy oglądamy seriale, taka moda. Zaczynam więc i ja dzielić się na blogu swoimi faworytami z małego ekranu. Na początek produkcja HBO, której druga seria leci właśnie w TV niemal równolegle w Polsce co w Stanach: „Jak to się robi w Ameryce” („How to make it in America”). I serię (8 odcinków) obejrzałam ciągiem, kilka tygodni po zakończeniu emisji w HBO. Potem były prawie 2 lata (!) niepewności i czekania na kolejne epizody aż w końcu w drugiej połowie 2011 serial powrócił.

23.12.2011

Wesołych Świąt!


A jeśli w któryś ze Świątecznych dni będzie Wam się nudzić, wybierzcie się do kina na "Moneyball" albo chociaż posłuchajcie tej wersji piosenki z tego właśnie filmu. Jest słodka, urocza i szczera, czyli taka jakie powinny być Święta:


Ja w Święta siedzę w domu w pidżamie (specjalnie zakupionej na tę okazję) i oglądam TV. 


Wesołych Świąt !!!

20.12.2011

Drive

"Drive" reż. Nicolas Winding Refn, USA 2011

Tego postu miało nie być. Miałam nie pisać o tym filmie bo wszystko już zostało o nim powiedziane i napisane. Jednak nie mogę się powstrzymać! Jeśli ktoś jeszcze nie widział „Drive” to proszę zróbcie sobie przysługę i obejrzyjcie go. Naprawdę.

19.12.2011

Łono

"Łono" ("Womb") reż. Benedek Fliegauf 2011, Niemcy 2011

Wiele osób namawia mnie by wyspecjalizować się na swoim blogu w jakimś gatunku albo nurcie, a ja konsekwentnie odmawiam bo nie chcę udawać, że oglądam tylko jeden rodzaj kina. Prawda jest taka, że oglądam wszystko. Gdy jednak przeglądam listę filmów, o których piszę okazuje się, że są to najczęściej niezależne produkcje i kino europejskie. I taki też jest film, o którym chcę Wam dzisiaj opowiedzieć.

16.12.2011

Śpieszmy się nagradzać aktorów


Wczorajsze nominacje do Złotych Globów wywołały u mnie pewną refleksję: oto młode Hollywood staje do walki ze starymi wyjadaczami. W kategorii najlepsza rola męska nominowani zostali: GEORGE CLOONEY, LEONARDO DICAPRIO, MICHAEL FASSBENDER, RYAN GOSLING i BRAD PITT. 

13.12.2011

Filmy, które mnie poruszyły - "Róża" (WFF)

"Róża" reż. Wojciech Smarzowski, premiera: 3/02/2012

Najbardziej oczekiwanym polskim filmem roku 2012 jest niewątpliwie „Róża” Wojciecha Smarzowskiego (właściwie to nie rozumiem czemu na premierę czeka już ponad pół roku). Na festiwalu w Gdyni urzekł wszystkich poza Jury, które przyznało mu zaledwie nagrodę dla Marcina Dorocińskiego za główną rolę męską. Zaledwie, bo krytycy i widzowie chcieli znacznie więcej. Udało się dopiero na Warszawskim Festiwalu Filmowym – tam „Róża” zgarnęła zarówno nagrodę Jury jak i nagrodę publiczności. Ja widziałam ją właśnie na jednym z tych warszawskich pokazów, przy pękającej od widzów sali.

09.12.2011

Kaznodzieja z karabinem

"Machine Gun Preacher" reż. Marc Forster, USA 2011

Myślę, że dystrybutor strzelił sobie w stopę stawiając na taki dziwaczny tytuł, który ciężko przechodzi przez gardło. Pomijając ten fakt, wierzcie lub nie: miałam duże nadzieje związane z „Machine Gun Preacher”. Dając się uwieść trailerowi oczekiwałam dobrze zrobionej rozrywki z szybką akcją i masą wzruszeń a Gerard Butler wydawał mi się idealny do roli męskiego wojownika o miękkim sercu :)

Ale coś tu niestety nie zagrało… Historia, która powinna chwytać za serce jest momentami „niedorobiona”.

07.12.2011

Moje Camerimage 2011


Moje pierwsze Camerimage oraz pierwsza wizyta w Bydgoszczy - mieście, które mimo, że nie kojarzy się z kinem, gości najlepszy polski festiwal filmowy robiąc to z naprawdę dużą klasą.

23.11.2011

Martha Marcy May Marlene (WFF)

"Martha Marcy May Marlene" reż. Sean Durkin, USA 2011

Polska premiera: 23/03/2012

Na 27 Warszawskim Festiwalu Filmowym obejrzałam film z siostrą Olsen. Uważam na dodatek, że był naprawdę dobry. Może dlatego, że ta Olsenówna ma na imię Elizabeth, jest młodszą siostrą słynnych bliźniaczek i wybiera jak na razie zupełnie inne role niż bogate celebrytki.

16.11.2011

Druga Ziemia (WFF)

Druga Ziemia ("Another Earth") reż. Mike Cahill, USA 2010 Polska premiera: 18/11/2011

Jednym z największych marzeń człowieka jest zobaczyć z kosmosu swoją własną planetę. Ci nieliczni, którym to się udało mówią, że Ziemia jest najpiękniejszym widokiem w całej galaktyce. Ja sama wielokrotnie zastanawiałam się jakie to musi być wyjątkowe uczucie zobaczyć nas z takiego dystansu… W takich chwilach przypominam sobie czemu pokochałam kino: coś czego nigdy nie zobaczę naprawdę, mogę ujrzeć w sali kinowej. To jest właśnie ta magia!

14.11.2011

Niebezpieczna metoda

„Niebezpieczna metoda” (A Dangerous Method) reż. David Cronenberg, UK 2011

Gdybym miała wymienić reżyserów, których twórczość mnie od lat fascynuje, na pewno znalazł by się pośród nich David Cronenberg. Jego filmów nie mogę rozgryźć do dziś. Upodobanie do ciemnej natury człowieka, specyficzne wykorzystywanie przemocy i zainteresowanie mroczną stroną ludzkości połączone z bardzo przemyślanymi historiami – to dla mnie kwintesencja jego stylu.

Kiedy parę miesięcy temu przeczytałam, że jego kolejny film będzie poruszał temat psychoanalizy a jedną z głównych ról zagra uwielbiany przeze mnie Michael Fassbender, odliczałam dni do daty premiery. Gdy kocha się kino czasem trudno jest nie podchodzić do niektórych filmów zbyt emocjonalnie, ja przynajmniej mam z tym problem. I tak oto poszłam w końcu na film, który w teorii miał posiadać wszystkie moje ulubione składniki, a z kina wyszłam jak z mocno przereklamowanej knajpy...

10.11.2011

Dokumenty na WFF - „This is not a film”, “„POM Wonderful prezentuje: Najlepiej sprzedany film”, “Męska historia”

1. "This is not a film"

Dokument, który jest jednocześnie dość nudny i bardzo wstrząsający.

JAFAR PANAHI – uznany w świecie filmowym irański reżyser, laureat m.in. Złotego Lwa i Złotego Lamparta, w 2010 roku został aresztowany przez irańskie władze. Zatrzymano go wraz z żoną i córką, które na szczęście po kilku dniach wypuszczono. Reżysera nie. Informacja o jego aresztowaniu szybko obiegła świat. Na wszystkich festiwalach zostawiano dla niego puste krzesło, zapraszano do jury, robiono retrospekcje jego filmów. Gdy francuska aktorka Juliette Binoche dowiedziała się podczas swojej konferencji prasowej o sytuacji Panahiego wybuchła płaczem. W tym czasie artysta rozpoczął w więzieniu strajk głodowy. W końcu zapadł wyrok: 6 lat więzienia, 20 lat zakazu reżyserowania, pisania scenariuszy, udzielania wywiadów i opuszczania kraju. Panahi złożył apelacje do wyroku i na czas do rozprawy odbywał areszt domowy. „This is not a film” jest zapisem tego okresu oczekiwania.


04.11.2011

Jane Eyre AD 2011

"Jane Eyre" reż. Cary Fukunaga UK/USA 2011

Tak jak wspominałam TU bardzo czekałam na ten film.

Filmoznawcy doliczyli się ponad 20 ekranizacji "Jane Eyre", to podobno obok „Trzech muszkieterów” najczęściej filmowana powieść. Mimo to ja nie znałam dotąd żadnej z tych adaptacji. Ba! Nawet nie czytałam książki (!). Tak, wiem: nie ma się czym chwalić. Jednak nawet nie wiecie jaką miała frajdę z oglądania najnowszej „Jane Eyre” zupełnie nie znając fabuły, w przeciwieństwie do ¾ sali! Nie miałam pojęcie jak potoczą się losy młodej bohaterki, byłam zdumiona taka samo jak ona mroczną tajemnicą Rochestera i tak jak ona zastanawiałam się: czy oni się jeszcze zejdą?! I jaka to była przyjemność móc się czuć zaskoczoną, przeżywać każdy zwrot akcji oraz kibicować uczuciu głównych bohaterów drżąc jednocześnie o finał tej znajomości. Bo przecież zakończenia też nie byłam pewna. Przeżywałam wszystkie męki razem z Jane.

Kino kostiumowe zawsze mnie odstraszało. Ekranizacje literackich ramot odpychały. Co się więc zmieniło, że nie dość, że poszłam na „Jane Eyre” to jeszcze wyszłam z kina totalnie zachwycona?

31.10.2011

Bestia (Beast) na WFF

"Bestia" reż. Christoffer Boe, Dania 2010. (plakat i film wyraźnie nawiązują do "Opętania" A. Żuławskiego)

Największą zaletą kina skandynawskiego jest to, że nawet jeśli fabuła nam się nie podoba na ekranie zawsze jest co oglądać: piękne surowe krajobrazy, minimalistyczne wnętrza, funkcjonalne i świetne jakościowo stroje lub aktorzy o typowej skandynawskiej urodzie. A! I nie zapominajmy o muzyce, w której nurt skandynawski jest obecny i popularny już od wielu lat. Jest to chyba jeden z głównych powodów, dla których tak lubię kino z północy, jestem fanką skandynawskiego stylu we wszystkich tych dziedzinach.

Jeden z młodych skandynawskich reżyserów, próbując scharakteryzować kino z północy i jej mieszkańców powiedział, że coś w tym jest, że potrafią robić świetne dramaty i pisać kryminały ale gorzej wychodzą im komedie romantyczne.

28.10.2011

Elitarni - Ostatnie starcie


"Elitarni - Ostatnie starcie" ("Tropa de Elite 2") reż. Jose Padilha, Brazylia 2010 

Dziś wchodzi do kin sequel "Elitarnych", brazylijskiego przeboju o elitarnej jednostce policji BOPE z 2007 roku. Jest to jeden z tych nielicznych przypadków kiedy druga część udanego filmu jest jeszcze lepsza. Miałam okazję obejrzeć "Eliatrnych 2" już w lutym tego roku na Festiwalu w Berlinie o czym pisałam TU

Ciekawostką jest to, że w Brazylii drugą część "Elitarnych" obejrzało ponad  11 milionów widzów, co daje najlepszy wynik w całej historii kina w tym państwie! "Elitarni 2" są również najbardziej dochodowym filmem w Brazylii, wyprzedzając w tym zestawieniu nawet samego "Avatara". Jest to także brazylijski kandydat do Oscara. Za tak ogromnych sukcesem stoją po pierwsze specjaliści od efektów specjalnych ściągnięci z USA, po drugie naprawdę ciekawa fabuła i bardzo sprawna realizacja. Ja osobiście jestem fanem "Elitarnych", zwłaszcza drugiej części, jako przykładu kina akcji na wysokim poziomie. 

Reżyser oraz scenarzysta obu części "Elitarnych" Jose Padilha już wykorzystał swój ogromny sukces i podpisał kontrakt w Hollywood na reżyserię nowej wersji "RoboCopa". Film o człowieku - maszynie ma być w jego wykonaniu bardziej psychologicznym dramatem zmieniającego się w robota mężczyzny niż typowym filmem akcji. 

27.10.2011

Klasyki - "Jowita"

"Jowita", reż. Janusz Mergenstern, Polska 1967  

Chyba jak każdy kinoman uwielbiam stare kino, sama nie rozumiejąc skąd mam do niego taki sentyment… I choć często mnie kusi by obejrzeć coś w TV albo odtworzyć na DVD (co oczywiście też czasem robię) staram się jak najwięcej zobaczyć na dużym ekranie. Mam z tego powodu oczywiście ogromne zaległości, ale to niesamowite uczucie jakie towarzyszy oglądaniu dobrego filmu w sali kinowej jest jednak nie do przecenienia. Na szczęście jest coraz więcej miejsc – bo nie są to tylko kina w powszechnym rozumieniu, które robią  specjalne pokazy starych filmów.

25.10.2011

Film w TV – „Moi chłopcy” (The Boys are Back) w Canal+


"Moi chłopcy" ("The Boys are Back") reż. Scott Hicks Australia/UK 2009

Ten film ma wszystko co jest potrzebne by mnie urzec: piękne krajobrazy, bajkowe ujęcia, wspaniałą muzykę, naturalne aktorstwo i poruszającą historię.

Krajobrazy: akcja dzieje się w południowej Australii, której zupełnie wyjątkowe piękno dość rzadko możemy oglądać w kinie. Ciężko jest przyrównać je do miejsc, które znamy. Australia jest wciąż ziemią nieodkrytą, dziką i przez to bardzo malowniczą.

24.10.2011

Filmy z jednego gatunku - nowe kino szpiegowskie: "Ósma strona" na WFF

"Ósma strona" ("Page eight") reż. David Hare, UK 2011

„Page eight” jest kolejnym przykładem telewizyjnego z założenia filmu, który robi karierę na miarę filmu kinowego. Po zamknięciu jednego z największych festiwali filmowych – TIFF w Toronto, otworzył Festiwal Warszawski, wypełniając sale po brzegi na wszystkich pokazach. To, że „Ósma strona” jest poważną produkcją widać po nazwiskach osób z nią związanych. Autorem scenariusza i reżyserem wracającym to tego zawodu po 20 latach jest David Hare, czołowy dramatopisarz brytyjski, scenarzysta „Godzin” i „Lektora”, a w obsadzie same największe gwiazdy angielskiego kina: Bill Nighy, Rachel Weisz, Ralph Fiennes, Michael Gambon czy młoda aktorka Felicity Jones.

David Hare porusza w swoim filmie temat, który światową opinię publiczną oraz mnie osobiście ostatnio bardzo ciekawi: kwestię tajnych więzień i torturowania więźniów na terenach Europy, w tym Polski. Temat wyciągnęli kilka lat temu amerykańscy dziennikarze, ale mimo co raz większej ilości dowodów, żaden z sojuszników USA nie potwierdził oficjalnie tych doniesień. Doszło do absurdalnej sytuacji gdy o tajnych więzieniach mówią już wszyscy, powstają o nich filmy a władza wciąż milczy. Po ten gorący motyw sięgnął chociażby nasz rodzimy reżyser Jerzy Skolimowski w wielokrotnie nagradzanym „Essential Killing”.

18.10.2011

Mój WFF 2011

Na  tegorocznym Warszawskim Festiwalu Filmowym obejrzałam 11 filmów co jest jak na razie moim rekordem! Wybór projekcji jest wypadkową wielu czynników, a często czystą loterią. Zdarzyły mi się filmy, które mnie poruszyły, zachwyciły, zaskoczyły i zmieniły, ale także, takie które zupełnie odrzuciłam, zasnęłam na nich oraz zapomniałam jeszcze zanim wyszłam z kina. Moim zdaniem WFF wciąż ma problemy z selekcją, zapraszając czasem filmy bardzo odbiegające standardem od pozostałych produkcji: słabe technicznie, na wpół amatorskie i zupełnie o niczym. Nie wydaje mi się, że impreza szczycąca się rangą jednego z 14 najważniejszych festiwali filmowych na świecie jest miejscem na tego typu eksperymenty. Z drugiej strony na WFF zdarzają się czasem niespodziewane perełki i festiwal słynie z dobrej ręki do wyławiana interesujących debiutantów, których karierę potem wspiera.


Mój prywatny ranking:

Najfajniejsza gwiazda Festiwalu: zdecydowanie Bill Nighy, gwiaza filmu „Ósma strona”. Aktor był na każdym z trzech pokazów swojego filmu i po każdym z nich rozmawiał z fanami, rozdawał autografy i udzielał wywiadów do ostatniego chętnego. Był przy tym bardzo ciepły, zabawny i bezpretensjonalny. Brawo!

Miłe zaskoczenie: polskie gwiazdy na festiwalowych projekcjach: na szwedzkiej „Bestii” obecna była Magdalena Cielecka, na amerykańskim „Martha Marcy May Marlene” i irańskim „To nie jest film” Danuta Stenka, a na polskiej „Róży” Agata Buzek. Miło wiedzieć, że aktorzy szukają inspiracji.

Najważniejsze dla mnie festiwalowe filmy: „Róża” (Nagroda Jury i Nagroda Publiczności) – za wstrząs i wyżyny emocji oraz „To nie jest film” – również za wstrząs, ale w tym wypadku zupełnie realny, dziejący się tu i teraz.

Najzabawniejszy film: „POM Wonderful prezentuje: Najlepiej sprzedany film” za odwagę i prawdę podaną w lekkim stylu.

Największa pomyłka: „Matki” - zupełnie nieudane połączenie fabuły i dokumentu.  

14.10.2011

Film w TV - "Młodość stulatka"

"Youth without youth" reż. Francis Ford Coppola, 2007 

Francis Ford Coppola – tego reżysera nikomu nie trzeba przedstawiać, razem ze Stevenem Spielbergiem, Georgem Lucasem i Martinem Scorsese tworzy grupę czterech największych tenorów amerykańskiego kina, którzy w drugiej połowie dwudziestego wieku wywarli nieoceniony wpływ na światową kinematografię.

Czy Francis Ford Coppola padł ofiarą własnego sukcesu? Być może kultowa trylogia „Ojciec chrzestny” zapadła widzom w pamięć tak bardzo, iż każdy kolejny obraz reżysera oceniają przez pryzmat gangsterskiego majstersztyku. Sam Coppola na ogromny entuzjazm, który wciąż budzą losy rodziny Corleone, odpowiada: „jeśli ktoś odnajduje tu tylko mafijne porachunki, nie rozumie tego filmu”. Jakby bał się, że coraz bardziej skomercjalizowane pokolenie młodych widzów spłyci tę historię do kilku krwawych strzelanin. Może właśnie z tego powodu reżyser zrobił sobie blisko dziesięcioletnią przerwę w kręceniu nowych filmów. Po długim okresie milczenia wrócił w 2008 roku z filmem „Młodość stulatka”.

07.10.2011

Rozstanie

"Rozstanie" reż. Asghar Farhadi, Iran, 2011 - zwycięzca Festiwalu w Berlinie 2011

To będzie opis mojej osobistej relacji z filmem "Rozstanie". 

Pierwszy raz usłyszałam o nim w lutym tego roku na festiwalu w Berlinie. „Rozstanie” wygrało go bezapelacyjnie i to w trzech kategoriach: najlepszy film, najlepsza rola męska i najlepsza rola żeńska - nagroda dla całego zespołu. Potem słyszałam o kolejnych jego triumfach wszędzie tam, gdzie był wyświetlany, np. ostatnio podbił festiwal w Toronto, zdobywając od jedynego jury tego festiwalu, czyli publiczności, drugą nagrodę. Czekałam więc w wielkim napięciu na możliwość obejrzenia go w końcu w Polsce. Gdy światła w sali kinowej zgasły miałam zmierzyć się ze swoimi wielkimi oczekiwaniami.

W trakcie oglądania „Rozstania” pomyślałam, że chyba za bardzo rozdmuchałam sobie nadzieje, że niepotrzebnie czekałam na film, który odmieni moje życie albo chociaż wstrząśnie kinowymi poglądami. Nie było wstrząsu. Przynajmniej nie od razu.

29.09.2011

Jeśli nie my to kto?



"Jeśli nie my to kto?" reż. Andres Veiel, Niemcy 2011

Na ekrany wybranych kin w Polsce wchodzi właśnie niemiecki film "Jeśli nie my to kto?". Miałam okazję oglądać go w lutym na festiwalu filmowym w Berlinie o czym pisałam TU.

Zwróćcie uwagę na głównego aktora Augusta Diehla, który jest dowodem na to, że można robić karierę w Europie i grać w amerykańskich produkcjach. Zawsze się cieszę kiedy europejczycy przełamują granice swoim talentem. Diehla możecie kojarzyć z takich filmów jak "Salt" gdzie grał męża Angeliny Jolie czy "Bękarty wojny" a także z polskich "Lekcji Pana Kuki" czy niemieckich przebojów: "Fałszerze", "Kobieta w Berlinie" i ekranizacji powieści Thomasa Manna "Buddenbrokowie. Dzieje upadku rodziny". Ja widziałam go w większości tych filmów i uważam za ten typ aktora, który nawet w małej roli zapada w pamięć. Tutaj towarzyszy mu inny niemiecki gwiazdor: Alexander Fehling, który również wystąpił w "Bękartach Wojny" w tej samej, słynnej scenie w karczmie, a wcześniej zagrał samego Goethego. 

"Jeśli nie my to kto?" i ogólnie niemieckie kino budzą we mnie pewną zazdrość: Niemcy potrafią robić filmy o swojej historii. 

22.09.2011

Skóra, w której żyję

Kolejny po Allenie film z serii „must see”, który mnie nie do końca przekonuje. Wiem też, że nie to ma większego znaczenia bowiem same nazwiska reżyserów oraz nachalna kampania reklamowa zapewniają już z góry frekwencyjny sukces. 


Pedro Almodovar ma w Europie status mega gwiazdy. Jest uznawany za reżyserskiego geniusza i wizjonera. Na jego filmy się czeka i chodzi bez konieczności specjalnych zachęceń, właściwie z zasady. Almodovar to marka.


I rzeczywiście kunszt reżyserski Pedro budzić może jedynie podziw. To jak jest perfekcyjny w tworzeniu swoich filmowych światów jest wręcz porażające. Cokolwiek by nie mówić o samej fabule „Skóry, w której żyję”, ten film jest dla widza prawdziwą estetyczną i wizualną ucztą. Ogląda się go z wielką przyjemnością i wręcz zachłannie zjada oczami piękno występujące tu pod każdą postacią. Almodovar serwuje cudowne kadry, niesamowite krajobrazy, modnie urządzone wnętrza oraz wręcz absurdalnie śliczne twarze aktorów. Eleganckie stroje zaprojektował sam Jean Paul Gaultier a przejmujące filmowe piosenki wykonuje Concha Buika – uznana hiszpańska śpiewaczka i kompozytorka. Almodovar dba o szczegóły w każdym wymiarze swojego dzieła. Nie sposób jest nie dać się uwieść przez tak piękny świat.

W całym tym perfekcjonizmie brakuje mi jednak rzeczy równie ważnej co wizualna strona filmu: emocji. „Skóra, w której żyję” niby wciąga, ale tylko na pewnym poziomie. Almodovar nie zachodzi za skórę, zatrzymuje się na pewnym etapie jakby stawiał przed widzem barierę. Nawet jeśli efekt ten jest zamierzony i wynika z zasad gatunku, po który reżyser sięgnął po raz pierwszy, czyli thrillera, mnie nie przekonuje. Chłód bijący z ekranu nie pozwala tego filmu przeżyć a jedynie wytrawnie skonsumować.

Mimo to, „Skóra, w której żyję” jest na pewno dowodem na to, że wielki reżyser wciąż ma się dobrze i nie obniża sobie poprzeczki. Mistrz to jednak mistrz :) Dużym plusem jest też rola Antonio Banderasa, który dostał coś czego Hollywood mu nie oferuje: możliwość pokazania prawdziwego talentu aktorskiego, który niewątpliwie posiada a którego nie da się przekazać w produkcjach typu „Zorro”...

16.09.2011

Filmy, które polecam - "Klasa"

"Klasa" reż. Laurent Cantent, Francja 2008 

W zeszłym roku na antenie Canal+ udało mi się obejrzeć laureata festiwalu w Cannes z 2008 roku – „Klasę”. Od tej pory darzę jeszcze większym szacunkiem Seana Penna, który jest jednym z najwyżej przeze mnie cenionych aktorów. Tym razem nie chodzi jednak o jego rolę, a o odważną decyzję przewodniczącego jury, którym Penn był w 2008 roku i przyznanie Złotej Palmy wspomnianej „Klasie” właśnie. Po raz kolejny sprawdziła się zasada, że twórcy zasiadając w jury. nagradzają dzieła całkiem inne od tych, które sami tworzą. Penn nagrodził bowiem film zupełnie niekomercyjny, skromny, wręcz pół-amatorski. I ja mu tego nigdy nie zapomnę :) 

„Klasa” jest w mojej ocenie filmem wybitnym. Ten film wstrząsnął mną jak mało który i nie mogłam przestać o nim myśleć jeszcze przez wiele, wiele dni. Pamiętam, że oglądałam go z szeroko otwartymi oczami, zapartym tchem i w maksymalnym skupieniu. (Kochani, komuś kto ogląda dużo filmów to naprawdę nie zdarza się często ;))

Fascynująca jest już sama historia powstania „Klasy”. Otóż współscenarzystą i głównym aktorem jest debiutujący w tych rolach nauczyciel François Bégaudeau. Francois w 2009 roku napisał książkę „Entre les mures” opisującą jego pedagogiczne doświadczenia, która stała się kanwą scenariusza. Niewiele znam filmów fabularnych, które są jednocześnie tak na wskroś dokumentalne. W przypadku „Klasy” scenariusz jest sprawą kluczową, bowiem akcja filmu dzieje się właściwie w jednym miejscu i opiera głównie na dialogach.

Pomysł jest więc prosty i dobrze znany. Oglądamy perypetie nauczyciela, któremu przyszło pracować z niezbyt łatwą młodzieżą. „Klasa” nie ma w sobie jednak nic ze stylu przewidywalnych i mało odkrywczych „Młodych gniewnych” czy innych tego typu produkcji.

Klasowa społeczność jest kluczem do zrozumienia współczesnej Europy. Między murami (tak brzmi z resztą tytuł filmu w oryginale) kłębią się wszystkie problemy, konflikty, postawy mieszkańców naszego kontynentu: kwestie rasowe, klasowe, ekonomiczne, kulturowe, religijne. Wszystko to co może ludzi poróżnić jest codziennym elementem życia tej przeciętnej przecież klasy. A do szkoły mimo wszystko trzeba chodzić. Trzeba codziennie na nowo te przeciwieństwa pokonywać, albo uczyć się z nimi żyć.

Wielką siłą tego filmu jest postać nauczyciela, któremu daleko do ideału. Francois nie jest niczyim wybawcą, nie ratuje dzieciakom życia, nie zmienia ich. W zasadzie nie mamy pewności czy jego praca w ogóle ma sens. Widzimy jego wielkie i słabe momenty, jesteśmy świadkami scen kiedy z dużą cierpliwością stara się dotrzeć do swoich uczniów oraz chwil gdy puszczają mu nerwy. Mieszają się w nim pasja ze zrezygnowaniem, zapał z poczuciem porażki. Targają nim pytania i wątpliwości. A na koniec nie przychodzi żadna nagroda. Jego praca to codzienna walka z systemem, swoimi możliwościami, słabościami oraz z samymi uczniami.

Także uczniów nie da zaszufladkować. To nie jest prosty podział na złych i dobrych. W każdej bójce, każdej ich aroganckiej odzywce, każdym buncie jest ziarenko sensu, jakiś głębszy słuszny powód.

Rozmowy nauczyciel – uczeń to jedne z bardziej inteligentnych, a przy tym prawdziwych dialogów filmowych. Wymiana zdań jest ostra, szybka i celna. Strony mają swoje racje a widz nikomu na stałe nie przypisuje sympatii. Duża w tym zasługa tego, że w tym filmie chyba w ogóle nie ma profesjonalnych aktorów, dzieciaki grające w „Klasie” są zwykłymi gimnazjalistami. Polecam ten film zwłaszcza frankofilom – to uczta słyszeć tak prawdziwy francuski język w kinie. 

Być może wynika to z moich upodobań do społecznych tematów, ale „Klasa” jest moim prywatnym 9/10

Ciekawą okazją by obejrzeć ten film na dużym ekranie jest projekt Kina.Lab i Kinoterapii: „Komuniacja z happy endem”. Szczegóły TU

14.09.2011

Deauville American Film Festival



I znowu o festiwalu :) Wiecie, że we francuskiej Normandii już po raz 37 odbył się festiwal filmów amerykańskich? Amerykanie na tydzień podbijają swoimi produkcjami filmowymi słynny wypoczynek na północnym wybrzeżu Francji: Deauville. Od momentu powstania w 1975 roku, Deauville American Film Festival ma na celu ukazanie różnorodności  amerykańskiego kina, czy to hollywoodzkich filmów czy niezależnych produkcji. Festiwal poszukuje też i nagradza nowe talenty. Jest to wydarzenie otwarte dla wszystkich – i profesjonalistów i pasjonatów kina.

Tegoroczna edycja festiwalu skończyła się 11 września. Nagrodami „New Hollywood” zostali w tym roku uhonorowani Jessica Chastain i Ryan Gosling. Natomiast główne nagrody otrzymały dwa bardzo ciekawie zapowiadające się filmy:

1. „Detachment” reż. Tony Kaye, USA 2011


Nowe dzieło twórcy „American History X” miało swoją premierę w kwietniu na nowojorskim festiwalu filmowym TRIBECA. Film opowiada o nauczycielu na zastępstwo, który zamiast jak zwykle pozostać obojętny na los szkoły, do której został przydzielony, zaczyna interesować się życiem jej uczniów i nauczycieli. Szczególną uwagę zwraca na uczennicę, która dorabia sobie jako prostytutka.
W głównej roli wystąpił Adrien Brody. I to nazwisko obok nazwiska reżysera powoduje we mnie ogromną ciekawość tego filmu. Plus społeczny temat, który zawsze jest mi bliski.

2. „Take Shelter” reż. Jeff  Nichols, USA 2011



Film miał swą premierę w styczniu na Sundance Film Festival. Mąż i ojciec chce ochronić rodzinę przed zbliżającym się tornado. Zaczyna budować schron na ogródku, robi zapasy żywności. Problem jest w tym, że jedynie on widzi zbliżającą się katastrofę. Jest więc szaleńcem czy wyjątkowym wybrańcem?
Tu  z kolei chcę zwrócić Waszą uwagę na głównego aktora: Michaela Shannona. Moim zdaniem to wielki talent, aktor zapadający w pamięć. Jeśli oglądaliście „Drogę do szczęścia” („Revolutionary road”) z Kate Winslet i Leonardo DiCaprio, na pewno zwróciliście uwagę na postać graną przez Shannona. Grał on zresztą coś bardzo podobnego co teraz w „Take Shelter”: wariata, albo raczej osobę, która wychodzi poza konwenanse i jako jedyna mówi naprawdę to co myśli. Ten drugoplanowy epizod bardzo wrył mi się w pamięć i od tej pory śledzę karierę tego aktora. Myślę, że jeszcze wiele wielkich ról przed nim.   

13.09.2011

Z tobą i przeciw tobie

"Contre toi" reż. Lola Doillon, Francja 2010 

Bardzo kameralny film, właściwie stworzony na wzór teatralnego dramatu na dwa głosy i jedną przestrzeń. W takich warunkach liczą się dwie rzeczy: dobre aktorstwo oraz jeszcze lepszy scenariusz. Tu nic nie umknie uwadze widza bo nic go nie odciągnie od historii. W przypadku „Z tobą i przeciw Tobie” (w oryginale „Contre toi” czyli po prostu: Przeciw tobie) film trochę szwankuje w obu tych kwestiach. Mamy świetną jak zawsze Kristin Scott Thomas, która zawłaszcza dla siebie każdą scenę i mogącego jedynie jej towarzyszyć młodego, przystojnego Pio Marmaï. Mamy też fabułę, która momentami uwodzi, czasem zawodzi. 

09.09.2011

Telluride Film Festiwal



Dużo piszę o festiwalach ale to dlatego, że jest ich co raz więcej, zyskują coraz szersze grono widzów a ich znaczenie dla całego filmowego przemysłu rośnie. Wspominam o festiwalach też dlatego bo sama chciałabym je wszystkie kiedyś odwiedzić J

Jeśli by pokusić się o wyłapanie jakiegoś trendu w całej festiwalowej machinie, to moim zdaniem na znaczeniu zyskują małe i kameralne imprezy. Wiadomo, że rządzą Cannes, Wenecja i Berlin, zaraz po nich są Toronto, San Sebastian czy nowojorska Tribeca. Ale cześć twórców i publiczności ucieka od tego całego blichtru i festiwali molochów na  mniejsze i skromniejsze lub chociaż mniej znane przeglądy. W tym roku z dużym rozmachem odbył się do tej pory raczej lokalny festiwal w Sarajewie. Choć ma już swoje lata i odbywał się nawet w trakcie wojny na Bałkanach nie liczył się aż tak w światowej stawce. Gośćmi tegorocznej edycji festiwalu byli m.in. Angelina Jolie, Judi Dench i Michael Fassbedner, aktor który obecnie bryluje w Wenecji. Reżyser pokazywanego w Sarajewie filmu „Jane Eyre” z udziałem tego ostatniego przyznał, że w dużych festiwalach przeszkadza mu ich masowość. To właśnie małe imprezy dają więcej intymności i możliwości na osobiste spotkania zarówno z innymi twórcami jak i publicznością. Prawdą jest, że wielkie festiwale filmowe stały się już przemysłem podczas gdy te mniejsze wciąż mają więcej artystycznej atmosfery. Inna sprawa jak długo udaje im się taką atmosferę utrzymać. Niezależny z założenia Sundance to dziś prawdziwe filmowe targowisko.

Tak duża ilość festiwali to także co raz większa konkurencja między nimi. Każdy chce pierwszy pokazać najbardziej oczekiwanie produkcje. Podczas gdy media zastanawiają się kto ma więcej Oscarowych kandydatów: kończąca się na dniach Wenecja czy rozpoczynające się Toronto, między tymi dwoma poważnie namieszał Telluride Film Festiwal. Ten trwający zaledwie 3 dni festiwal odbywający się już po raz 38 w małym miasteczku w górach Colorado zdążył zdobyć renomę. Świadczy o tym chociażby fakt  tegorocznego gościa głównego: George’a Clooneya, który przybył tam prosto z Wenecji właśnie. Podczas gdy we Włoszech Clooney przemierzał w gustownym garniturze czerwony dywan, w Telluride spotkać go można było luźnie ubranego i spokojnie przechadzającego się uliczkami miasta. Aktor odebrał na festiwalu nagrodę za całokształt i promował swój najnowszy film „The Descendants”. Oprócz niego gośćmi festiwalu byli między innymi Agnieszka Holland, Glenn Close, Tilda Swinton  i Jennifer Garner. Okazało się, że ten znany tylko w niektórych kręgach festiwal popsuł niespodzianki kanadyjskiego kolegi. Otóż filmy pokazywane premierowo w Wenecji miały mieć swoją Amerykańską premierę w Toronto. Tymczasem pomiędzy dwóch gigantów wpasowało się Tulluride, które pokazało hity trzymane na kanadyjski festiwal: „Niebezpieczna metoda” i „Shame” a także „Albert Nobbs” z Glenn Close w roli mężczyzny, „Butter”, wspomniane „The Descendants” i polskie „W ciemności” -  wszystkie zapowiadane w Toronto jako światowe premiery. Mały festiwal skradł swojemu większemu bratu najlepsze kąski.

Jak widać  konkurencja wśród festwiali jest co raz ostrzejsza ale to dla nas widzów tylko i wyłącznie dobra wiadomość. Fani Telluride Film Festiwal mówią: "Toronto is about the deal, Tulluride is about the film" i coś w tym chyba jest. Ja również z coraz większym zaciekawieniem obserwuję takie właśnie niszowe imprezy z klimatem.

Ciekawa premiera z Telluride:




„The Descendants”, reż. Alexander Payne, USA 2011

Wszyscy kochamy George’a Clooneya. Nie da się inaczej bo to świetny aktor, niezły reżyser i po prostu fajny gość. Mam jednak wrażenie, że jako aktor wpadł w pułapkę jednej stale powtarzającej się roli. Albo wciąż wybiera takie same scenariusze albo wciąż gra tak samo. Niby na dobrym poziomie ale wieje nudą. Wydaje mi się, że w „The Descendants” udało mu się wyjść w końcu poza ten szablon. W każdym razie trailer zapowiada ciekawą produkcję. 

07.09.2011

Festiwal Filmowy w Wenecji



W tym roku festiwal w Wenecji zakasował konkurencyjne festiwale: nigdzie indziej nie było aż tylu tak oczekiwanych filmów. Organizatorom udało się ściągnąć naprawdę największe i najciekawsze nazwiska kinematografii oraz najgorętsze gwiazdy. Festiwal kończy się już w sobotę a wciąż nie wiadomo, którzy twórcy wyjadą z Wenecji ze Złotymi Lwami. 

Dodatkowym smaczkiem jest równie ciekawy co program konkursu skład jury. Na czele jurorów stanął zwycięzca festiwalu sprzed trzech lat Darren Aronofski. Jestem bardzo, bardzo ciekawa, na który film postawi ten jeden z najoryginalniejszych reżyserów ostatnich lat. W ocenie filmów pomagają mu: wokalista brytyjskiej grupy Talking Heads i kompozytor David Byrne, artystka i reżyserka z Finlandii Eija-Liisa Ahtila, reżyserzy Todd Haynes z USA, Mario Martone z Włoch, Andre Techine z Francji, a także młoda włoska aktorka Alba Rohrwacher. Sama nie wiem co robi na mnie większe wrażenie: program festiwalu czy jego jury! Aronofsky to jeden z moich ulubionych twórców filmowych. Mało kto ma taką wyobraźnie, odwagę i upór w podążaniu własną, autorską drogą jak on. Natomiast Todd Haynes - członek jury, nakręcił jedne z najwyżej przeze mnie ocenianych filmów: „Daleko od nieba” i „I’m not there”, który należy do mojego absolutnego top of the top. Wenecja w tym roku zdecydowanie powaliła kinomanów na kolana!

CIEKAWOSTKA: Po raz pierwszy w historii największe zakłady bukmacherskie przyjmowały zakłady na to kto wygra tegoroczny wenecki festiwal. Przed rozpoczęciem konkursu największe szanse dawano „Niebezpiecznej metodzie” Cronenberga, jednak po projekcji filmu jego szanse zaczęły spadać. W tej chwili bukmacherzy na zwycięzcę typują któryś z brytyjskich filmów: „Shame” bądź „Szpieg”.

A oto weneckie premiery, na które czekam w szczególności:

1. Przede wszystkim „Shame” Steve’a McQueena



Pisałam już o tym filmie przy okazji plakatów. Steve robi kolejny szokujący film, kolejny skupiony na postaci młodego mężczyzny, którego po raz kolejny gra Michael Fassbender. W „Głodzie” z 2008 roku bohater był więźniem dosłownym, we „Wstydzie” będzie niewolnikiem swojego popędu seksualnego. Niestety u nas dopiero w lutym 2012.


2. „Rzeź” Romana Polańskiego



„Polański to reżyser, któremu się nie odmawia” powiedziała w Wenecji gwiazda jego ostatniego filmu Kate Winslet. Nie wiem co bardziej mnie interesuje w tej produkcji: to w jakiej formie jest reżyser, czy to jak będzie się iskrzyć pomiędzy tak charyzmatycznymi aktorami jak Kate Winslet, Jodie Foster, Christoph Walz i John C. Reilly. Tylko wybitny reżyser decyduje się nakręcić film z zaledwie czwórką aktorów, który w całości dzieje w jednym, zamkniętym pomieszczeniu.


3. „Idy marcowe” George’a Clooney'a



Zwracałam uwagę na ten film już przy okazji tematu o plakatach. Otwierał festiwal w Wenecji i zebrał bardzo dobre recenzje. U nas w styczniu 2012

4. „Niebezpieczna metoda” Davida Cronenberga

Pisałam już o tej produkcji TU. W Polsce w październiku 2011.

To moje TOP 4, ale na pewno chętnie obejrzę też wspomnianego „Szpiega", nowe "Wichrowe wzgórza" i  "Dark Horse". 

Więc teraz nic tylko odliczać dni do polskich premier tych filmów ...  

06.09.2011

Janusz Morgenstern 16 listopada 1922 - 6 września 2011

Bardzo smutna wiadomość... Mało kto potrafił tak opowiadać o wielkich dramatach młodych ludzi. 

"Mniejsze zło" reż. Janusz Morgenstern, Polska 2009 


Określeniem „mniejsze zło” zwykliśmy zdejmować z siebie odpowiedzialność i usprawiedliwiać swoje nie do końca właściwe wybory. Taki właśnie tytuł reżyser Janusz Morgenstern nadał luźnej adaptacji powieści Janusza Andermana "Cały czas". 

„Mniejsze zło” to historia Kamila - studenta wchodzącego w dorosłość. Wiemy już z amerykańskich filmów, że jest to moment w życiu często bardzo trudny ale i jednocześnie wdzięczny dla filmowców.  W przypadku filmu Morgensterna dorastanie ma także wyjątkowe tło historyczne – Polskę z początku lat 80.

02.09.2011

Zabawne letnie komedie


Komedia amerykańska przeżywa ostatnio prawdziwy renesans, twórcy tacy jak Judd Apatow (np. "Wpadka") czy autorzy „Kac Vegas” z sukcesem odświeżyli ten gatunek. Okazuje się, że można zrobić film, który jest po prostu zabawny i mówi także jakąś prawdę o ludziach. Oto 3 filmy, które mnie ostatnio nieźle ubawiły nie wprowadzając przy okazji w poczucie zażenowania…

"Kocha lubi szanuje"


Ryan Gosling – to główny powód dla którego trzeba zobaczyć ten film. Aktor znany z ciężkich ról dramatycznych za namową swojego psychologa po raz pierwszy zagrał w czymś znacznie lżejszym, ujawniając publiczności wrodzony talent komediowy. Film nie mógł być porażką jeśli zaangażowali się w niego także Steve Carell, Julianne Moore, Marisa Tomei i Kevin Becon. Historia jest mało odkrywcza, a nawet zerżnięta wprost chociażby z „Hitcha”: Cal - zdradzony i porzucony przez żonę nudziarz trafia pod skrzydła prawdziwego znawcy kobiet i playboya - Jacoba. Znamy to. Ale reżyserzy (tak jest ich dwóch w "KLS") idą utartymi ścieżkami w zupełnie świeży sposób. Trochę za dużo tu ironii, przerysowań i zbiegów okoliczności, ale za to zabawa jest na najwyższym poziomie. Para Carell – Gosling jest dobrana idealnie. Widać, że panowie nawzajem podwyższają sobie poprzeczkę. Mamrotane pod nosem barowe docinki Cala (Steve) czy bezczelne zachowania pewnego siebie Jacoba (Ryan) świetnie ze sobą współgrają. Są naturalni i naprawdę śmieszni. Drugi plan w postaci Julianne Moore, Emmy Stone i małych aktorów dzieci daje im świetne tło. Można zrobić film przyjemny, a przy okazji jednak widza zaskoczyć, rozbawić, ale nie zrobić z niego idioty. Da się J 

"O północy w Paryżu"


Dawno żaden film nie miał tak szerokiej promocji jak „O północy w Paryżu”.  Najbardziej kasowa komedia Allena od lat (tak się u nas reklamuje ten film) rzeczywiście i w Polsce rozbiła bank w pierwszy kinowy  weekend.  Polacy podobnie jak Amerykanami tłumnie poszli do kin. Czy jednak urzekło ich to samo?
Rozumiem sentyment Amerykanów zarówno do tego filmu jaki i samego Paryża. W końcu według nich to najbardziej romantyczne miasto świata, do którego w latach 20 ubiegłego wieku ciągnęli amerykańscy artyści. To tam zamieszkał jeden z najbardziej amerykańskich pisarzy Ernest Hamingway wraz Francisem S. Fitzgeraldem i T.S. Eliotem. Nie dziwię się więc, że rodacy ruszają w wyprawę śladami swoich wieszczów by przekonać się co ich tak urzekło, że jakoby pod prąd fali emigracji z Europy właśnie tam osiedli.  Na tym sentymencie Allen oparł fabułę filmu.
Gil - główny bohater „O północy w Paryżu” też jest amerykańskim pisarzem i również w Paryżu szuka inspiracji wzdychając do wspomnianych lat 20. Allen obsadził w głównej roli Ovena Wilsona, który w zabawny sposób przypomina grą aktorską samego reżysera. Gil w niewyjaśniony sposób przenosi się w czasie i  poznaje swoich literackich bohaterów. Z resztą nie tylko literackich. Wpada w sam środek towarzyskiego życia ówczesnej paryskiej bohemy dzięki czemu widzowie mają niezłą zabawę zgadując kogo jeszcze tam spotka. Lekkość z jaką Allen wplątuje ich wszystkich w swoją historię jest największym atutem „O północy w Paryżu”. Kto lubi humor Allena na pewno po raz kolejny uśmieje się jego trafnych spostrzeżeń i kąśliwych uwag. Film zaliczam do udanych, ale moim zdaniem Allen nie wszedł tu na swoje wyżyny – tego proszę nie oczekiwać.  

"Szefowie wrogowie"


Już z serii Kac Vegas wiadomo, że jak się zbierze trzech kumpli wynikają z tego same głupie pomysły. Zwłaszcza jeśli kolesie są nieudacznikami… Nick, Dale i Kurt chcą zabić znienawidzonych przez siebie szefów, ale z tego jak się za to zabiorą wyniknie katastrofa. Scenariusz nie jest najmocniejszą stroną tej komedii, historia jest przewidywalna i w paru miejscach nie trzyma się kupy. To czym jednak bronią się „Szefowie wrogowie” jest świetne aktorstwo, zwłaszcza postaci drugoplanowych. Ja osobiście obejrzałam ten film z jednego oczywistego powodu: Kevin Spacey. Ten Pan wart jest wydania kasy na film, nawet jeśli pojawia się w zaledwie kilku scenach. Spacey perfekcyjnie zagrał najbardziej zwyrodniałego szefa na świecie, jest podły, chamski i kompletnie pozbawiony głębszych uczuć. Sceny, w których upokarza swojego podwładnego, są najlepszymi momentami w filmie. Reszta psychopatycznych przełożonych to też niezłe ziółka. Collin Farell powinien częściej grać w komediach, tu jako obleśny kokainowiec uwielbiający kung-fu sprawdza się wyśmienicie. Również Jen Aniston zagrała ze swoim wizerunkiem uroczej bohaterki komedii romantycznych. Wykreowana przez nią postać wulgarnej nimfomanki wywołuje śmiech i irytację jednocześnie. Zabawnie wypadł też Jamie Foxx jako płatny zabójca hochsztapler, parodiując role ciemnych twardzieli z podejrzanych barów. Trójka głównych bohaterów z takim drugim planem mogła wypaść jedynie poprawnie. Nie są tak zabawni jak trójka w „Kac Vegas” więc gwiazdorskie tło skradło im film.


25.08.2011

Nawet Deszcz

"Tambien la Iluvia" reż. Iciar Bollain, Francja/Hiszpania/Meksyk 2010

„Nawet deszcz” to prawdziwa europejska co-produkcja. Paul Laverty - wieloletni scenarzysta Kena Loacha, tym razem napisał scenariusz dla hiszpańskiej reżyserki Icíar Bollaín. Przeniósł się więc geograficznie, ale wciąż pozostał w dobrze sobie znanej tematyce: szeroko rozumianych problemach społecznych. Świetną muzykę do filmu stworzył Albert Iglesias – stały kompozytor Almodovara. 

Młody i ambitny reżyser Sebastian po 7 latach starań rozpoczyna w końcu zdjęcia do swojego filmu. Akcja produkcji dzieje się 500 lat temu we właśnie odkrytej i podbitej przez Krzysztofa Kolumba Boliwii. Sebastian swoim filmem chce odrobić zapomnianą lekcję i odbrązowić postać słynnego odkrywcy: Kolumb i jego świta to brutalni najeźdźcy, którzy Indian traktują jedynie jak swoich poddanych. Są też oczywiście przykłady pierwszych wojowników o godność rdzennych mieszkańców w postaci misjonarzy stających w ich obronie. Temat jest wymagający i budzi wiele kontrowersji nawet w samej ekipie filmowej. Sebastianowi towarzyszy przyjaciel oraz producent w jednej osobie – Costa, który równoważy jego idealistyczne podejście i pilnuje na planie spraw finansowych. 

Pomimo drobnych nieporozumień wynikających z różnicy kultur, realizacja filmu idzie znakomicie. Aż do momentu gdy mieszkańcy wywołują „wojnę o wodę”, za którą muszą płacić prywatnym firmom. W mieście panuje bieda, a ceny wody po raz kolejny poszły w górę. Gdy żadna ze stron nie chce ustąpić  sytuacja robi się naprawdę dramatyczna. Wybuchają poważne zamieszki.

Szybko okazuje się, że pomimo upływu 500 lat, konkwista trwa nadal. Kiedyś wyzyskiwani przez konkwistadorów, dziś boliwijscy Indianie stają się ofiarami chciwych polityków i międzynarodowych korporacji. Rozpoczyna się podwójna walka rdzennych mieszkańców Boliwii z najeźdźcami z Zachodu – w filmie i w rzeczywistości. Costa i Sebastian staną przed trudną decyzją, czy są gotowi zrobić film za wszelką cenę, nawet kosztem indiańskich współpracowników i własnych ideałów.

Najlepsze momenty film ma pod sam koniec, dzięki zupełnie nieprzewidywalnemu zwrotowi akcji. To w ostatnich minutach dowiadujemy się kto był tak naprawdę jego głównym bohaterem.

Niestety moralizatorstwo w „Nawet deszcz” jest na sienkiewiczowskim poziome. Przełożenia są byt oczywiste i uproszczone. Od popadnięcia fabuły w totalny banał ratuje ciekawie poprowadzona trzytorowa narracja: film w filmie, film o powstawaniu filmu i to co dzieje się w mieście. Bez tego zabiegu dostalibyśmy zaledwie szkolną opowiastkę. Także dopiero gdy przyjrzymy się sednu sprawy, coś zaczyna chwytać za serce. Tu nie chodzi o walkę o wolność czy pieniądze ale o coś zupełnie przyziemnego i podstawowego: o wodę. Idąc dalej porównaniem do polskich pisarzy: gdyby „Nawet deszcz” trafił pod strzechy mógłby rzeczywiście spełnić swoje społeczne przesłanie. Dla kinomanów będzie jedynie jednym z wielu samograjów o niesprawiedliwościach współczesnego świata. 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...